niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział 9

W sobotę nie mogłem spać już od godziny 5. Spotkanie pod skocznią mieliśmy umówione z trenerem na 7.30, więc nie bardzo wiedziałem co z sobą zrobić. Wstałem z łóżka i leniwie poczłapałem do łazienki, długi prysznic zupełnie rozbudził mnie, więc o powrocie do łóżka nie było mowy. Dlatego udałem się do kuchni, zrobiłem sobie kawę i usiadłem przy oknie. Na dworze było jeszcze dość ciemnio, ale dało się zauważyć,  że śnieg opada na ziemię wielkimi płatkami. Od dziecka kochałem taką pogodę, dlatego w tej chwili poczułem się jak mały chłopiec czekający na coś wspaniałego. Padający śnieg zawsze kojarzył mi się ze zbliżającymi się świętami jednak święta już minęły, a w moim sercu nadal czaiła się ta radość oczekiwania na wyjątkowe chwile. Nawet nie zauważyłem kiedy w kuchni pojawiła się mama i usiadła obok mnie.
- Stresujesz się przed zawodami?- zapytała i objęła mnie ramieniem.
- Chyba trochę tak..- przytaknąłem.- Wiem jaka odpowiedzialność spoczywa na nas od kiedy nie ma Adama. Kibice nadal chcą mistrza.
- Wiem syneczku, ale nie możesz patrzyć na to z tej strony.  Nie możesz myśleć o tym co pomyślą albo powiedzą inni. Musisz robic to co kochasz i tylko na tym się koncentrowac.
Uśmiechnąłem się do mamy i przytuliłem ją mocno. Ona wiedziała o mnie więcej niż ktokolwiek inny. Tata zawsze liczył na moje sukcesy i często kiedy nie potrafiłem ich osiągnąć i on nie potrafił mnie wtedy wspierać, mama zaś była ze mną zawsze. Nie ważne czy wygrywałem czy przegrywałem, ona była ciągle u mojego boku. Dzisiejszym dniem chciałem jej za to podziękować. Postanowiłem wygrać dla niej.
O 7.10 byłem już pod skocznią. Pierwsi kibice zaczynali się schodzic by móc zobaczyc nasz trening. Wysiadłem z samochodu i zobaczyłem Ewę. Zdziwiło mnie to trochę, bo zazwyczaj pojawiała się po treningu, wcześniej zawsze zajmowała się sprzętem tak by na zawody byc jak najlepiej przygotowaną. Pomachała do mnie więc podszedłem do niej i dałem jej całusa w policzek na powitanie.
- Cześc, Kamil już na górze?
- Tak, przed chwilą się tam udał.
- A Ty co robisz tu tak wcześnie?
- Czekam na Ciebie -uśmiechnęła się podejrzanie.
Albo wypita rano kawa jeszcze nie zaczęła na mnie działac albo miałem zupełny zanik pamięci skoro nie potrafiłem skojarzyc, dlaczego moja przyjaciółka zawraca sobie głowę moją osobą o tak wczesnej godzinie w zimowy sobotni poranek. Dlatego spojrzałem na nią tempo czekając na jakieś wyjaśnienia.
Kiedy nic jej na to nie odpowiedziałem, Ewa pokręciła zrezygnowana głową.
- Kocie czy Ty aby na pewno jesteś dziś w stanie brać udział w zawodach, skoro Twój mózg mocno śpi jeszcze w łóżku? Bo wiesz to może byc trochę niebezpieczne dla Ciebie czy też ludzi w Twoim otoczeniu.
Jawnie się ze mnie zgrywała, ale nie miałem teraz głowy do żadnej riposty, bo właśnie mnie olśniło i przypomniałem sobie, że Ewa obiecała mi pomoc w sprawie Majki.
-Wiesz coś o Mai tak?- spytałem prędko jakbym się przestraszył, że przyjaciółka mi zaraz gdzieś ucieknie.
- Brawo, a jednak Twój mózg powoli się budzi- prychnęła rozbawiona tym torturowaniem mnie.
-Mów szybko, proszę Cię.
 Dziewczyna spojrzała na mnie z politowaniem i opowiedziała mi wszystko co wiedziała. Gdy już przekazała mi wszystkie informacje rozstaliśmy się i ja udałem się na górę skoczni a Ewa do domu. Nie byłem pewny czy teraz uda mi się wygrać, głowę miałem za bardzo naładowaną wszelkimi wiadomościami, niektóre rzeczy nie były wiadome na pewno, wymagały dokładniejszego sprawdzenia, ale o tym teraz mogłem zapomnieć, gdyż rozpoczął się trening.
W naszym domku spotkałem Titusa, który bardzo chciał wiedzieć jak minął mi pobyt w Austrii oraz zapraszał na kolację do siebie. Nie widziałem jak mógłbym się wykręcić z tego zaproszenia, dlatego szybko zgodziłem się i ruszyłem na belkę by oddać swój skok.
Skoki treningowe w moim wykonaniu nie prezentowały się najlepiej i zapewne, gdybym musiał się kwalifikować już miałbym po zawodach. Nie mogłem się na niczym skupić, po głowie krążyły mi tylko słowa Ewy. Maja została bardzo skrzywdzona, a ja nic o tym nie wiedziałem. Paskudnie się z tym wszystkim czułem.
Właśnie szedłem w stronę wyciągów, konkurs miał się zacząć za 15 minut, chociaż skakałem pod koniec pierwszej 10 chciałem na górze być już teraz. Musiałem psychicznie nastawić się do tych zawodów. I wtedy ją zobaczyłem. W pierwszej chwili wydawało mi się, że coś mi się przywidziało, ale nie było szans by mówić o pomyłce. Majka rozmawiała właśnie z popularnym Morgim. Przyglądałem się chwile tej scenie, dziewczyna zapisała ostatnie odpowiedzi skoczka i podziękowała za wywiad. Thomas wziął swoje narty i ruszył na wyciąg wymijając mnie. Nie miałem czasu by zastanowić się jak ją zagadnąć, po prostu zawołałem ją a ona odwróciła się, chwile mi się przyglądała ale zaraz uśmiechnęła się szeroko.
- Jak miło znów Cie zobaczyć- uśmiechnąłem się do niej.
- Spodziewałam się, że się dziś zobaczymy, ale obstawiałam raczej wywiad po zdobyciu pierwszego miejsca.
Zaskoczyła mnie tą odpowiedzią. Więc jednak postanowiła zacząć robić wywiady z polskimi skoczkami?
 - Myślę, że i wtedy się zobaczymy. A właściwie to co tu robisz? Przecież miał zamiast Ciebie przyjechać ktoś inny.
 - No cóż zależało mi na tej imprezie i wiele zrobiłam by się na niej znaleźć- dziewczyna była wyraźnie z siebie zadowolona.
Udało mi się zamienić z Mają jeszcze parę słów, po czym udałem się na górę skoczni. Teraz, gdy ją zobaczyłem moja głowa uspokoiła się trochę, a ja skupiałem się teraz tylko na tym by oddać jak najlepszy skok i spotkać się z nią na umówionym wywiadzie. Przypomniałem sobie też słowa mamy wypowiedziane dziś rano i wiedziałem, że robię to tylko dla siebie. Teraz wiedziałem to na pewno.
 Kiedy przyszła moja kolej usiadłem spokojnie na belce i zaczekałem na znak od trenera. Po chwili już zbliżałem się do progu i gdy tylko się odbiłem wiedziałem, że to będzie to. Jednak w tych kilku sekundach nie myślałem o tym, znów rozkoszowałem się wolnością i świadomością, że wszystko będzie dobrze, że tylko ja mogę zdobyć to o czym marzę.
134 metry i drugie miejsce zajmowane na półmetku zawodów cieszyło, ale to nie był szczyt moich marzeń. Polscy kibice oczekiwali dziś zwycięzcy, a ja byłem gotowy by nim się stać. Koledzy gratulowali mi dobrego wyniku, jednak nadal byliśmy tylko rywalami i wszyscy czekali na to, że nie udźwignę presji tak wysokiego miejsca. Gdy wróciłem na górę by zaczekać na swój drugi skok nadal słyszałem kibiców wiwatujących pod skocznią. Wiedziałem, że gdybym wygrał w Zakopanem nie tylko spełnił bym marzenia swoje, ale także kilku tysięcy ludzi na trybunach i tych przed telewizorami w domach.
Powoli stanowisko skoczków zaczęło się wyludniać. Druga seria trwała już w najlepsze i w pomieszczeniu zostałem tylko ja Gregor Schlierenzauer i Thomas Morgenstern, dwóch Austriaków, którzy również powoli zaczęli opuszczać pokój. Wiedziałem, że wygrać z nimi nie będzie łatwo, ale mało mnie to teraz obchodziło. Wiedziałem, że nikt moich marzeń nie spełni za mnie, a poza tym obiecałem dwóm ważnym dla mnie kobietom dzisiejsze zwycięstwo.
Siedząc na belce spojrzałem w dół, wszędzie widniały teraz biało-czerwone flagi, a okrzyki dopingu zlewały się w jeden głośny. Czegoś takiego nie doświadczyłem nigdy, ale teraz wiedziałem, że chce to czuć już zawsze. Ruszyłem szybko w dół i jedyne co pamiętam to jeszcze głośniejszy wrzask niż ten który słyszałem na belce. Sam nie wiedziałem, gdzie wylądowałem, liczyłem się tylko z tym by wykonać prawidłowy telemark, każdy punkt był na wagę złota jeśli chodziło o takiego przeciwnika jakim był Gregor.
Dopiero spiker uświadomił mnie, że polepszyłem swój skok o 2 metry. Ruszyłem za bandy i stanąłem na miejscu przeznaczonym dla lidera, bo oczywiście spokojnie wyprzedziłem Thomasa. Teraz musiałem tylko zaczekać co zrobi Gregor. Skoczek wzbił się w powietrze, szybował kilka sekund i wylądował. Wszyscy spojrzeli na wyświetlacze i po chwili wszystko było jasne. Zostałem poderwany do góry przez chłopaków i na ich ramionach wyniesiony na zeskok. Więc tak o to wśród tłumów skandujących moje imię spełniłem swoje marzenie.




_____________________________________________________________________
Nie mam pojęcia co to jest ;) Nie byłam w stanie skończyć tego rozdziału, nie wiem nawet dlaczego, ale pisałam i pisałam... Jednak na dobre mi to nie wygląda, przepraszam :) No ale obiecałam i jest.
Pozdrawiam

niedziela, 2 grudnia 2012

Informacja

Wiadomość dla tych, którzy jeszcze tu zaglądają: nowy rozdział najprawdopodobniej ukaże się za tydzień, na weekend, gdyż w tygodniu nie mam czasu go napisać. Szkoła :/
Pozdrawiam :)

czwartek, 18 października 2012

Rozdział 8

Odwróciłem się i zobaczyłem niską blondynkę, która wyciągała właśnie w moją stronę zeszyt i długopis.
- Mogę prosić o autograf?- uśmiechnęła się szeroko.
Moja nadzieja w jednej chwili rozwiała się jak mgła. Nie mam pojęcia jaką musiałem mieć minę, ale dziewczyna była wyraźnie w szoku.
- Przepraszam jeśli Ci przeszkadzam...
- Nie, nie w porządku- zmusiłem się do uśmiechu, wziąłem od niej zeszyt, złożyłem w nim swój podpis po czym szybko jej go oddałem.
- Dziękuję- rzuciła i po chwili jej nie było.
Spojrzałem jeszcze raz po hali i dostrzegłem pana Piotra, który nie ruszył się ani o krok. Pomachałem mu i ruszyłem do samolotu.
Wjeżdżając do Zakopanego czuło się już atmosferę jutrzejszych zawodów. Sam nie mogłem się ich doczekać, chciałem sprawdzić swoje możliwości i czy wyjazd przyniósł coś pozytywnego czy może właśnie na odwrót, niepotrzebnie rozregulowałem się. Nie mogłem się też doczekać by zobaczyć przyjaciół. W czasie sezonu czy to zimowego czy też letniego prawie cały czas spędzaliśmy wspólnie, więc mój wyjazd trochę wybił mnie z tego rytmu. Wiedziałem, że muszę odpowiednio skoncentrować się przed jutrem i porządnie odpocząć, ale o dziwo nie czułem się zmęczony.
Po kolacji i krótkiej pogawędce z rodzicami postanowiłem odprężyć się trochę i zaczerpnąć świeżego powietrza. Ubrałem więc ciepłą kurtkę, na głowę zarzuciłem kaptur i wyszedłem z domu. Właściwie nie było zbyt zimno, ale dobrze wiedziałem co dzieje się na ulicach Zakopanego dzień przed zawodami. Wszędzie pełno kibiców, którzy już nie mogą się doczekać jutrzejszego dnia. Nie chciałem by ktoś mnie rozpoznał, nie miałem sił na autografy czy inne zaczepki. Dlatego też skręciłem w jedną z bocznych uliczek, która miała mnie zaprowadzić na upragnione miejsce. Tak, właśnie teraz chciałem zaleźć się na Wielkiej Krokwi, w miejscu pełnym uroku, w którym dorastałem. Miałem nadzieję, że wszystkie przygotowania obiektu są na dziś już zakończone i w spokoju będę mógł trochę posiedzieć. Spojrzałem na zegarek, 23:16. O tej porze powinno być już prawie pusto- pomyślałem. Nie wiele się pomyliłem. Wejście na skocznie było otwarte, ale pilnował go ochroniarz. Ostatnie ekipy odpowiedzialne za przygotowanie Krokwi i całego zaplecza technicznego opuszczały właśnie obiekt.
Ochroniarz nie bardzo chciał pozwolić mi wejść, ale za dobrze wiedział kim jestem by tego nie zrobić.
- Muszę wejść, w biurze zostawiłem ważne notatki dla trenera Kruczka, a muszę mieć je jeszcze na dzisiaj. Waldek błagam Cię, poratuj- poprosiłem robiąc niewinną minę.
- Ok młody, wchodź. Ale wiesz...-pokręcił głową- jakby co to Ciebie tu nie było.
- Jasne, wielkie dzięki. -klepnąłem go w ramię i szybko zniknąłem z pola widzenia.
Okolica skoczni po woli tonęła w ciemnościach, jednak sama Krokiew była bardzo dobrze oświetlona. O każdej porze w nocy można było ją podziwiać, nawet z odległych miejsc Zakopanego. Uważając by niczego nie potrącić, ani nigdzie się nie poślizgnąć, po woli dotarłem do band zeskoku. Stanąłem sobie za jedną z nich i oparłem się wygodnie, podziwiając. Moją uwagę przyciągnęła pewna sylwetka, jak się po chwili okazało dobrze mi znana. Jak mógłbym ją pomylić z kimś innym?- pomyślałem. Jeszcze chwilę patrzyłem jak dziewczyna krząta się po zeskoku z aparatem w ręce po czym niezbyt głośno krzyknąłem:
- Dzień dobry!
Ewa momentalnie się odwróciła, a po chwili, zapewne gdy zorientowała się już z kim ma do czynienia rozłożyła szeroko ręce, jednak nie ruszyła się z miejsca. Dopiero gdy przeskoczyłem bandę i ruszyłem w jej kierunku ona także poszła moim śladem. Uśmiechała się szeroko na mój widok, a gdy byłem już  tylko o kilka kroków rzuciła się w moje ramiona.
- Kurcze Maciek Ty to masz wejście jak nikt inny!- powiedziała radośnie i uścisnęła mnie mocno.
Prychnąłem rozbawiony i przytuliłem ją mocno. Po chwili odsunąłem ją na wyciągnięcie swoich rąk i spojrzałem na nią. Moja najlepsza przyjaciółka, Ewa Bilan-Stoch, żona wspaniałego skoczka Kamila Stocha, pani fotograf. Uśmiechnąłem się lekko, a ona zmierzyła mnie od stup do głów.
- Skarbie, a Tobie co, mowę odjęło?- zaśmiała się.
- Nie, po prostu tak dawno Cie nie widziałem.- jęknąłem.
- Oj dawno, dawno...-przytaknęła.
- Co Ty za sesje zdjęciowe sobie tu urządzasz bez swojego najlepszego modela?- puściłem jej oczko.
- A gdzie to mój najlepszy model sobie podróżuje co?
- Aaa..sprawy zawodowe. A tak na serio to co Ty tu wyprawiasz sama o tej porze? Że też Kamil Ci na to pozwala.
- A pozwala, pozwala, bo wie jaką wspaniałą i silną żonę ma- uśmiechnęła się - Nie mogłam wysiedzieć w domu przed jutrzejszym, dlatego przyszłam tu już dziś. Nawet nie wiedziałam jak tu może być pięknie kiedy skocznia jest taka opuszczona i cicha. Zazwyczaj widuje tu mnóstwo kibiców i pełno mordek skoczków, także nie miałam jeszcze sposobności zrobić takiej unikatowej sesji, a dzisiaj mnie właśnie taki pomysł naszedł i proszę, jestem.
Pokręciłem tylko z rozbawieniem głową i objąłem ją ramieniem.
- No chyba, że chcesz się załapać na parę fotek?
- O nie, nie mam na to siły, a znając Ciebie nieźle byś mnie wymęczyła, by tylko efekt był zadowalający.
- Oszałamiający nie zadowalający! Ile razy mam Ci to powtarzać?- dała mi prztyczka w nos.
Kiwnąłem tylko głową na znak, że rozumiem wszystko co powiedziała, a ona spojrzała na mnie, chwile mi się przyglądała, a całe rozbawienie nagle gdzieś zniknęło.
- Panie Kot, pan jest coś zbyt cichy jak na mój gust.
Kiedy nie odpowiedziałem wróciła po swój sprzęt, przez chwile składała wszystko po czym wróciła do mnie.
- Na dziś już skończyłam, wiem, że nie powinnam Cie zatrzymywać o tej porze, ale chyba powinniśmy pogadać, co? Albo wiem, odwiozę Cie do domu i wtedy pogadamy, bo jak znając Ciebie to pewnie nie jesteś tu samochodem tak?
- No tak. Ok, więc chodźmy stąd tylko powiedz, że w swoim plecaku masz jakieś papiery.
Ewa zdziwiła się trochę, ale zajrzała do plecaka po czym podała mi plik jakiś formularzy po czym udaliśmy się ku wyjściu. Przy bramie machnąłem ochroniarzowi "dokumentami" i rzuciłem krótkie dziękuję. Oddałem Ewie papiery i wsiedliśmy do samochodu państwa Stoch. Opowiedziałem Ewie o moim pobycie u państwa Nowakowskich, o Majce i o tym, że nie wiem dlaczego nigdy jej nie spotkałem.
Ewa też uważała, że jest to dziwne, że chodź bywa często na zawodach zawsze się jak widać mijaliśmy. Jednak obiecała mi, ze postara się czegoś dowiedzieć na temat dziewczyny, gdyż sama zauważyła, że zależy mi na Majce. Byłem jej wdzięczny, że chce mi pomóc, gdyż zdawałem sobie sprawę, że jak na razie chyba sam jestem z moim małym problemem.


Przepraszam, miał być w poprzedni weekend- nie było go, miał być długi- nie jest, miał być dobry- nie jest :/
No cóż przygotowany rozdział mi się skasował i musiałam improwizować, a poza tym dużo szkoły, a mało wolnego czasu:( No, ale taki jakiś przerywnik w akcji jest. Do następnego, mam nadzieję lepszego :)
Miłego czytania:)

sobota, 6 października 2012

Rozdział 7

Kiedy się obudziłem poczułem zapach kawy. Leniwie otworzyłem oczy i zobaczyłem, że na stoliku obok mojego łóżka stoi kawa, a obok niej leżała jakaś karteczka. Podparłem się na łokciach i usadowiłem wygodnie po czym wziąłem ją do rąk i przeczytałem:

Nie chciałam Cię budzić by się pożegnać, więc tylko zostawiłam kawę. Mam nadzieję, że będzie Ci smakować, to takie małe podziękowanie za wczorajszy wieczór i że dzięki Tobie nie był on tak bolesny i smutny. Chyba nie uda nam się pożegnać przed Twoim powrotem do Polski, dlatego już teraz życzę Ci wszystkiego najlepszego i będę za Ciebie trzymać kciuki, abyś wygrywał wszystkie zawody ;)
Jeszcze raz Ci dziękuję...Trzymaj się.


Majka


Spojrzałem na zegarek, który wyświetlał 9:06. Zastanawiałem się, gdzie teraz jest Maja i dlaczego ma nam się nie udać spotkać przed moimwyjazdem. Przypomniałem sobie, że ostatnio zostawiła mnie i swojego ojca pod skocznią, a sama udała się w jej okolice. Pracowała tam? Zrozumiałem, że chciaż poznałem jej sekret nie oznaczało to, że wiem o niej wszystko. Tak naprawdę wciąż niewiele wiedziałem.
Wzięłem do rąk kubek z kawą i upiłem łyka. Gorący napój był pyszny, dziewczyna znała się na rzeczy. Gdy wypiłem już wszystko niechętnie wstałem z łóżka, wziąłem prysznic i po chwili byłem na dole w kuchni, gdzie zastałem pana Piotra.
- Dzień dobry!- przywitałem się grzecznie.
- Cześć Maciusiu. Siadaj, właśnie miałem po Ciebie iść, żebyśmy mogli spokojnie zjeść śniadanie i ruszać na skocznie. Ciesze się, że nie musiałem Cię budzić, nie lubię tego- puścił do mnie oczko.
Usiadłem więc koło mojego obecnego trenera i zabrałem się za przygotowanie sobie kanapek.
- Masz może ochotę na kawę?- zagadnął.
- Nie dziękuję, już piłem- uśmiechnąłem się widząc dezorientację mężczyzny i pospieszyłem z wyjaśnieniem- Maja zrobiła mi rano kawę i zostawiła ją u mnie w pokoju zanim się obudziłem. Właściwie to chciałem zapytać, gdzie ona jest?
- Majusia zrobiła Ci kawę? - pan Nowakowski spojrzał na mnie szeroko otwierając oczy z niedowierzania- a jeszcze wczoraj wydawało mi się, że nawet nie potraficie ze sobą normalnie porozmawiać.
- Udało nam się wreszcie dojśc do porozumienia- znów uśmiechnąłem się lekko.
- Bardzo sie ciesze- pan Piotrek  nadal nie dowierzał, ale odwzajemnił mój uśmiech. - A Majeczka musiała wcześniej pojechac do pracy, ma wywiad z nowo wschodzącą gwiazdeczką Austriackich skoków.
- To Majka jest dziennikarką?- teraz ja byłem lekko rozbity.
- Nie wiedziałeś? - mężczyzna z jeszcze większym niedowierzaniem popatrzył na mnie.
- Nie... Nigdy podczas zawodów nie spotkałem jej...
- Dziwna sprawa.. Gdyby pracowała tylko tu na miejscu to wszystko było by jasne, ale Majeczka nie opuszcza prawie żadnych zawodów.
-  Ma pan racje, dziwne..
W drodze na skocznie zastanawiałem się jak to możliwe, że nigdy nie udało mi się spotkac Majki w czasie zawodów. Może i ekipa polskich skoczków nie udzielała jakoś wielu wywiadów stacjom zagranicznym, ale jednak Majka dobrze mówiła po Polsku, więc były duże szanse, że mogła takie rozmowy przeprowadzac z Polakami.
Swoje przemyślenia musiałem pozostawic na potem, gdyż za 10 min miał rozpocząc się trening. Dziś o wiele więcej czasu mieliśmy spędzic na sali, wykonując różne ćwiczenia, niż na skoczni. Miałem zagrac jeden mecz siatkówki z ekipą młodych austriackich skoczków, a potem przejśc szereg ćwiczeń, które pomogą mi w dzisiejszych skokach. Na chwilę więc mogłem zapomniec o wszystkim  i wziąśc w ręce piłkę, którą kilkanaście lat temu pokochałem. Dziś już wiedziałem, że skoki narciarskie i siatkówka to to czym żyje, jednak nie wiedziałem jeszcze z kim chciałbym dzielic te pasje. Czasem bałem się, że nigdy nie będzie mi dane spotkac tej odpowiedniej osoby. Owszem byłem przekonany, że kogos na pewno spotkam na swojej drodze, ale często martwiło mnie to, że nie będę do końca pewny czy to ta kobieta. W takich chwilach w Polsce miałem przyjaciół, którzy pomagali mi zapomniec o moich obawach, którzy zajmowali mój czas bym nie musiał o tym myślec. Brakowało mi w tej chwili Krzyśka, Piotrka, Kamila czy też Bartka. Brakowało mi również Kuby. Nie wiem dlaczego w pewnym momencie oddaliliśmy się troche od siebie. Już nie byliśmy tymi chłopcami, którzy marzyli o tym by pójśc w ślady legendy, by stac się Adamem. Teraz staraliśmy się spełnic nasze marzenia, ale z czasem zauważyłem, że zaczeliśmy to robic każdy na swoją rękę. Postanowiłem, że powinienem poświęcic więcej czasu bratu jak tylko wrócę.
Po udanym treningu i tym na sali i tym na skoczni wróciliśmy razem z trenerem do domu. Miałem 2 godziny by troszeczkę odpocząc, spakowac się i dotrzec na lotnisko. Gdy moje bagaże stanęły już w salonie, usiadłem na kanapie i razem z panem Piotrem oglądaliśmy jakiś mecz, na którym kompletnie nie mogłem sie skupic. Cały czas spoglądałem w stronę drzwi, czy może Maja nie wróciła, jednak za każdym razem spoglądałem tylko w pustą przestrzeń.
- No dobrze, zamówię taksówkę i zaraz możemy jechac- powiedział pan Nowakowski i wyszedł z salonu by pójśc zadzwonic po taksówkę.
Do odlotu zostało mi tylko pół godziny i naprawdę zaczynałem wierzyc w to, że nie uda mi się pożegnac z Mają. Sam nie wiedziałem dlaczego mi tak na tym zależało, ale z jakiegoś powodu bylo to dla mnie ważne.
- Czy Maja będzie na zawodach w Zakopanem?- zapytałem trenera gdy tylko wrócił.
- Z tego co wiem to miała jechac, ale znaleźli na jej miejsce kogoś innego, kogoś "bardziej doświadczonego" jak to mówiła.
Westchnąłem tylko zrezygnowany i wziąłem swoje rzeczy po czym powoli ruszyłem do wyjścia.
Już na lotnisku ciężko było mi się pożegnac z panem Piotrem. Traktował mnie jak syna za co byłem mu bardzo wdzięczny. Cieszyłem się, że przyjął moje zaproszenie by odwiedzic mnie w Zakopanem. Już miałem kierowac się w stronę odprawy, gdy ktoś mnie zawołał. Nadzieja na to, że ją zobacze wróciła. Odwróciłem się i zobaczyłem...

środa, 19 września 2012

Rozdział 6

Po powrocie ze skoczni nie mogłem opędzić się od telefonów. A to trener chciał wiedziec jak poszedł trening, a to ktoś ze sztabu miał coś do załatwienia, a to Kamil czy Piotrek potrzebowali czegoś z Innsbrucka. Jednym słowem byłem wypompowany jak nigdy. Kiedy telefon odezwał się po raz kolejny miałem chęc rzucic nim o ścianę. W ostatniej chwili zobaczyłem, że na wyświetlaczu ukazał się napis <TATA>.
Po rozmowie z ojcem nie wywnioskowałem za wiele. Niby pytał jak się czuję i szczerze był zainteresowany tym co u mnie, ale nie mogłem rozgryźc tego, co go trapi. A dobrze wiedziałem, że bez przyczyny nie dzwoni. Już miałem zapytac o co tak właściwie chodzi, ale wtedy zdecydował, że musi kończyc...
Miałem lekki mętlik w głowie. Ojciec, zagadkowa Maja, a do tego swatający mnie Krzysiek. A właśnie!- pomyślałem, przypomniawszy sobie, że miałem zadzwonic do Oli. Szybko wybrałem numer, który skontaktował się ze mną na przerwie po treningu i wygodnie oparłem się o oparcie fotela, w którym siedziałem.
- Cześc!- usłyszałem po drugiej stronie.
- Hej, możesz przekazać Krzyśkowi, że ma już swoje dokumenty na poczcie.
- A tak jasne, dzięki.
- Nie ma sprawy..-właściwie wszystko o czym chciałem powiedziec dziewczynie wyleciało mi z głowy.
- Chyba jestes zmęczony, co?
Odruchowo pokiwałem głową, jakby Ola mogła to zobaczyc.
- Tak to prawda- westchnąłem.
- W takim razie ja nie będę Ci przeszkadzać, odpoczywaj.
- Dziękuję Ci bardzo, obiecuję, że jak przyjadę to wtedy na pewno wszystko Ci opowiem.
- Ok, ok- jestem pewny, że w tej chwili się uśmiechała- Dobranoc.
- Dobranoc, kolorowych snów.
Rozłączyłem się i wyłączyłem telefon, tak by już nikt nie mógł mnie męczyc dziś telefonami. Postanowiłem zejśc do kuchni, by napic się czegoś ciepłego. Już na schodach usłyszałem dźwięk włączonego telewizora. Zajrzałem do salonu, w którym rzeczywiście włączony był telewizor jednak nie na nim była skupiona uwaga widza.
Maja siedziała na podłodze przed kominkiem, a w rękach trzymała album ze zdjęciami. Palcami delikatnie przecierała znajdujące się w nim fotografie. Chciałem stamtąd pójśc i zostawic ją samą ze swoimi wspomnieniami, jednak coś ciągnęło mnie do środka pokoju. Po cichu wszedłem do salonu i przysiadłem na kanapie. Niestety nie zrobiłem tego tak bezszelestnie jakbym chciał i dziewczyna odwróciła się w moją stronę. Spodziewałem  się najgorszego, że wybuchnie na mnie i każe mi wyjśc, jednak ona siedziała tak i patrzyła na mnie. Po chwili dopiero zapytała cichym głosem:
- Co Ty tu robisz?
- Przepraszam, że Ci przeszkadzam, ale nie mogłem się oprzec, żeby tu nie wejśc..
- Straciłeś kiedyś kogoś bliskiego?- zbiła mnie z tropu tym pytaniem. Nie tego się spodziewałem, chyba wszystkiego innego, ale nie tego. Jednak Maja nie czekała aż odpowiem, poklepała ręką miejsce obok siebie, więc szybko usiadłem obok niej, a wtedy podała mi jedno ze zdjęć. Gdybym kiedykolwiek widział jak się uśmiecha teraz powiedziałbym, że pokazała mi swoje zdjęcie, jednak na fotografii widniała kobieta na pewno kilkanaście lat od niej starsza z pięknym uśmiechem.
- Ja straciłam mamę...-szepnęła.
Właśnie w tej samej chwili doszedłem do tego kim jest dla niej osoba ze zdjęcia.
- Bardzo mi przykro..-nie wiedziałem, co mogę jej powiedziec, nie była dla mnie nikim znajomym, któremu wiedziałbym co powiedzieć- Jak to się stało?
- No wiesz, zła pogoda, nerwy, wypadek..Brakuje mi jej.
- Domyślam się, to ogromna strata..Czy mógłbym coś zrobic żebyś poczuła się lepiej?
- W tym przypadku raczej nie...- wyjęła mi z rąk zdjęcie, schowała do albumu po czym zamknęła go- ale teraz możesz mi zrobic gorącą herbatę.
- Już się robi!- uścisnąłem jej dłoń, by wiedziała, że jestem z nią i uśmiechnąłem.
- Dzięki...- uśmiechnęła się a ja pierwszy raz mogłem zachwycac się tym uśmiechem. Była równie piękna jak jej matka.
W osłupieniu pomaszerowałem do kuchni a Maja za mną. Z małą pomocą dziewczyny udało mi się przyrządzić dwie herbaty. Całe zmęczenie treningiem odeszło nagle gdzieś w bok. Cieszyłem się jej towarzystwem i faktem, że byc może ten mały epizod ociepli nasze stosunki. Tym razem wyłączyliśmy telewizor i usiedliśmy na kanapie, by w spokoju móc porozmawiac.
- A gdzie jest Twój tata?
- Poszedł na cmentarz...Dziś jest rocznica...
- Nie poszłaś z nim?
- Ja już byłam, a poza tym chciałam by sam mógł porozmawiac z mamą i posiedziec tam sam na sam ze swoimi myślami.
- Rozumiem- przytaknąłem.
Nie jestem pewien ile trwały nasze rozmowy na tematy rodzinne, dotyczące sportu, życia i zainteresowań, ale wiedziałem, że mimo iż ledwie mogę podnieść się z łóżka rano, to było warto spędzić ten czas z Mają.




-----------------------------------------
Nie specjalnie jestem z niego zadowolona, ale rozdział jest.
Kolejny ukaże się mam nadzieję, już na ten weekend, ale nie
obiecuję, gdyż obecnie jestem zajęta przygotowaniami do
wyjazdu na mecz siatkówki  :) Ale zapraszam, zaglądajcie,
czytajcie, komentujcie ;)

wtorek, 11 września 2012

Rozdział 5

- Dzień dobry!- rzuciłem wchodząc do kuchni, rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem parę czekoladowych oczu wpatrujących się we mnie.
- Jak dla kogo dobry...-Maja podała mi talerz z jajecznicą, a ja usiadłem do stołu. Dziewczyna zabrała się do zmywania naczyń, najwyraźniej przerwałem jej tą czynność pojawiając się. Teraz miałem okazję lepiej się jej przyjrzeć. Miała ładną figurę, ale to mnie nie dziwiło, w końcu dzięki ojcu jej życie obracało się wokół sportu. Długie lokowane włosy spięła w kucyka, dzięki czemu dokładniej widziałem jej twarz. Przez głowę przeleciała mi myśl, że włosy musi mieć po mamie i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że nawet nie wiem gdzie znajduje się małżonka pana Piotra. Nie poznałem jej, ani nikt na razie o niej nie wspominał. Zapytam później trenera-pomyślałem.
- Co się tak gapisz?- dziewczyna skończyła już zmywać i pewnie od dłuższej chwili wiedziała, że jej się przyglądam.
- Przepraszam...ja...- nie wiedziałem co powiedzieć- zamyśliłem się...
- Ta..- wywróciła oczami.
- Dziękuję bardzo za śniadanie- próbowałem zmienić zdanie, wstałem od stołu i ruszyłem w stronę zlewu by umyć po sobie talerz, jednak Maja zabrała mi talerz.
- Nie ma sprawy...
Na moje szczęście w kuchni pojawił się pan Piotr, spojrzał po nas po czym zabrał się za przygotowanie sobie kawy.
Po śniadaniu całą trójką wybraliśmy się na skocznię. Przez całą drogę zastanawiałem się czego brakuje mi w tej dziewczynie, dopiero gdy przy krótkiej pogawędce trener uśmiechnął się do mnie zrozumiałem, że nie widziałem jeszcze uśmiechu Mai. Może taka chłodna była tylko w moim towarzystwie, tego nie wiedziałem, jak również tego, dlaczego tak na nią działam.
Majka zniknęła nam z oczu zaraz po zaparkowaniu samochodu. Chciałem zapytać mojego obecnego trenera gdzie się wybrała, gdyż udała się w stronę biur pod skocznią, ale jednak stwierdziłem, że to nie moja sprawa, więc skupiłem się na czekającym mnie treningu.
Zatrzymałem się na chwilę by spojrzeć na Bergisel jakiej nie widziałem jeszcze nigdy. Zazwyczaj w jej okolicach kręciło się pełno skoczków i jeszcze więcej kibiców oraz fotoreporterów. Teraz jednak skocznia wyglądała jakby na uśpioną, można było na palcach policzyć kilku turystów, którzy robili zdjęcia temu pięknemu obiektowi. Oczywiście Bergisel była przygotowana idealnie do użytkowania, jednak dzisiaj chyba niewiele osób odda na niej skoki.
- Maciusiu! Chodź już.- pan Piotr przypomniał mi, że jestem tu po to by ćwiczyć, a nie podziwiać widoki.
Szybkim krokiem dołączyłem do niego i poszliśmy najpierw do jednego z domku skoczków, bym tam poznał kilku ludzi, którzy mieli mi pomóc w dzisiejszym treningu.
Około 14.30 trener wypuścił mnie na przerwę, więc postanowiłem skorzystać z okazji i zjeść coś szybko w kawiarence na górze skoczni. Na czas zawodów była ona niedostępna dla turystów jednak dzisiaj tak nie było. Kiedy wszedłem do pomieszczenia zauważyłem, że nie ma tam zbyt wielu wolnych miejsc, jednak po chwili mój wzrok zatrzymał się na pewniej osobie. Siedziała blisko okna by móc podziwiać panoramę Alp. Wyglądała na smutną, nie tak jak do tej pory ją widywałem, bo wtedy zawsze bardziej wyglądała jakby była zła na cały świat, teraz jednak musiała się czymś gryźć. Już miałem do niej podejść kiedy w kieszeni poczułem wibracje telefonu. Wyjąłem go i wyszedłem na korytarz, spojrzałem na wyświetlacz a na nim zobaczyłem nieznany numer. Przycisnąłem zieloną słuchawkę i usłyszałem kobiecy głos.
- Cześć Maćku, nie chciałam Ci przeszkadzać, ale Krzysiek mówił, że to sprawa życia i śmierci więc dzwonię.
Wywróciłem oczami i wypuściłem cicho powietrze z płuc.
- Cześć Ola, więc o co chodzi?
- Krzysiek mówił, że masz jakieś jego pliki na laptopie, których pilnie potrzebuje i prosił żebyś wysłał mu je na e-maila.
Jasne- pomyślałem- Na pewno "pilnie ich potrzebuje".
- No dobrze, jak tylko wrócę z treningu to mu je prześle. A powiedz mi dlaczego sam nie zadzwonił by mnie o nie zapytać?
- Powiedział, że musi coś załatwić i potrzebuje mojej pomocy, bo on teraz jest zajęty.
- Ah tak...-westchnąłem, cały Krzysiek- pomyślałem.
- A tak w ogóle to jak Ci tam w tej Austrii?- Ola była miła, nie miałem prawa źle o niej myśleć tylko dlatego, że mój przyjaciel chce mnie swatać. Przypomniałem sobie też o dziewczynie siedzącej w kawiarni.
- W porządku. Olu oddzwonię do Ciebie później to opowiem Ci coś więcej, bo teraz mam przerwę, ale chciałbym coś jeszcze zjeść, żeby mieć siłę na dalszy trening- zaśmiałem się cicho.
- Ok, będę czekać no i smacznego, cześć.
Wsadziłem telefon z powrotem do kieszeni. Chwilę stałem zastanawiając się czy taki właśnie plan miał Titus.Wiedział, że będę miły dla jego kuzynki i perfidnie to wykorzystywał. Jeszcze raz cicho westchnąłem po czym wróciłem do kawiarni, jednak Mai już nie było.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 4

Siedziałem w samolocie lecącym do Innsbrucka. O tej porze cała czołówka światowych skoków zjeżdżała właśnie do Zakopanego, by oddać kilka skoków na Wielkiej Krokwi przed sobotnim konkursem, a ja w tym czasie wybierałem się do Austrii. To tylko dwa dni, ale czułem, że będą to długie dwa dni. Za oknem rysowała się  panorama Alp co przypominało mi moje kochane Tatry. Chętnie bym się teraz tam wybrał na wycieczkę, ale mogłem o tym zapomnieć, gdyż czekała mnie ciężka praca. Przymknąłem na chwilę oczy, podchodziliśmy właśnie do lądowania, a ja jakoś nie bardzo lubiłem ten moment stykania się kół samolotu z podłożem. Po kilkunastu minutach odetchnąłem spokojnie i opuściłem wnętrze maszyny.
Na lotnisku przywitał mnie pan Piotr, przyjaciel Łukasza Kruczka, a zarazem były trener kadry młodzieżowej skoczków. To właśnie pod jego okiem miałem odbyć trening na Bergisel. Podchodząc do mężczyzny zauważyłem, że nie jest sam. Obok niego stała niewysoka brunetka, prawdopodobnie w moim wieku. Nie wyglądała jakby cieszyła się na mój widok. Uśmiechnąłem się lekko by przełamać pierwsze lody i przywitałem.
- Dzień dobry, nazywam się Maciej Kot, bardzo mi miło- uścisnąłem dłoń pana Piotra.
- Cześć Maciusiu- mężczyzna zachowywał się bardziej jakbym był jego synem niż wychowankiem, nawet delikatnie mnie przytulił- Ciesze się, że mogę w końcu osobiście Cie poznać. Łukasz ma zdolnych chłopaków, więc czuje się zaszczycony, że oddał mi pod opiekę jednego z nich.- uśmiechnął się- Mów mi Piotrek..-przypomniał sobie wreszcie o obecności jeszcze jednej osoby i spojrzał w bok- A tak, poznaj moją córkę, Maja.
Uścisnąłem lekko rękę dziewczyny- Maciek.
- Majka- rzuciła krótko i spojrzała na mnie chłodno- Zbierajmy się już, nie mam całego dnia.
Ojciec spojrzał na nią karcąco, ale dziewczyna najwidoczniej nic sobie z tego nie robiła. Chwyciłem szybko swoje bagaże nie chcąc, żeby zaczęli się jeszcze nie daj Boże prze ze mnie kłócić i ruszyliśmy do samochody, który jak się spodziewałem prowadziła brunetka. Drogę do domu państwa Nowakowskich odbyliśmy w milczeniu. Jestem pewny, że pan Piotr chciał się dowiedzieć ode mnie wielu rzeczy, jednak musiałem wyglądać na zupełnie padniętego, skoro nie zadawał żadnych pytań.
Dostałem mały pokoik na poddaszu, wypakowałem tylko kilka potrzebnych rzeczy i po szybkim prysznicu i jeszcze szybszej kolacji położyłem się do łóżka. Prawie już przysypiałem, kiedy moja komórka zawibrowała. Spojrzałem nieprzytomnie na wyświetlacz i odczytałem smsa: Żyjesz? Może byś się chociaż odezwał czy doleciałeś? Masz pozdrowienia od dziewczyn, K.
No tak, dla Krzyśka mój wyjazd nie był na rękę. Chciał mnie przecież swatać, a ja się zmyłem. Nawet nie wiem na ile dziewczyny przyjechały, więc nie wiem ile miał na to czasu, jednak nie chciałem się nad tym zastanawiać. Polubiłem Olę od razu, była ładna, zabawna i mądra, ale nie chciałem się wiązać, jeszcze nie. Mój ostatni związek był jednym wielkim błędem, do tego omal nie straciłem przyjaciela, dlatego życie singla na razie bardzo mi odpowiadało. Szybko wyklikałem kilka słów odpowiedzi po czym zasnąłem.

Rozdział 3

Oczy same mi się zamykały na każdym kroku. Gdyby droga na skocznie była choćby o 10 m dłuższa pewnie bym już spał.
- Obudź się księżniczko!- zawołał Krzysiek i klepnął mnie w ramię.
W tej chwili miałem ochotę zrobić mu krzywdę. Owszem był moim przyjacielem i zrobiłbym dla niego wszystko, ale położenie się o 3 nad ranem wiedząc, że muszę wstać za niecałe 4 godziny to była lekka przesada, doliczając do tego to, że Łukasz wyciśnie z nas dzisiaj ostatnie poty. No dobrze może i wczorajszy wieczór był całkiem miły, ale sam nie wiem jak dopuściłem do tego, że przez Krzyśka włóczyliśmy się po zakopiańskich uliczkach do wczesnego rana. Nawet nie zauważyłem kiedy z samochodu zmył się Titus. Wysiadłem więc i ja i oparłem się o auto. Zamknąłem oczy i wdychałem mocno mroźne powietrze, które powoli zaczynało mnie rozbudzać.
- Proszę- otworzyłem oczy a przed sobą zobaczyłem Krzyśka z kawą w wyciągniętej do mnie ręce.
- Dzięki, ratujesz mi życie stary- mruknąłem i upiłem duży łyk gorącego napoju.
- Coś Ty, nie ma sprawy, to Ty mnie wczoraj ratowałeś, więc to i tak żaden rewanż.
- Ja? Niby jak?- spojrzałem na niego już nieco bardziej przytomnie, dobrze wiedziałem co ma na myśli, ale od kiedy kawa zaczęła krążyć po moim organizmie chęć uduszenia kumpla spadła do zera.
- No poświęciłeś nam tyle czasu…Oli i w ogóle…a ja mogłem spokojnie poznawać Dominikę..- ciężko mu było to z siebie wydusić, ale na sam dźwięk imienia Dominika rozpromienił się i spojrzał na mnie już mniej speszony.
- Właściwie to nic takiego- wzruszyłem ramionami i dopiłem kawę po czym ruszyliśmy do pomieszczeń ze sprzętem.- Mogłeś zaprosić Dominikę na spacer we dwoje, a Ola, jestem tego pewny, sama by się sobą zajęła by nie robić wam problemu.
- Pewnie tak, to dobra dziewczyna, ale chciałem was zapoznać no i wiesz…- spuścił wzrok.
Zatrzymałem się momentalnie kiedy zrozumiałem o czym mówi.
- Chyba żartujesz?- spojrzałem na niego wymownie.
- Nieeee…- uśmiechnął się zadowolony z tego, że zupełnie wyprowadził mnie z równowagi.
- Barti trzymaj mnie, bo go uduszę!- krzyknąłem do przechodzącego obok nas Bartłomieja Kłuska, chłopak zaśmiał się. Dobrze wiedział, że nie potrafiłbym nawet uderzyć przyjaciela, ale mimo to stanął w obronie Titusa i zakrył go własnym ciałem, odgradzając nas od siebie.
Nie byłem zły na Krzyśka, ale jego plan naprawdę wyprowadził mnie z równowagi. Jak burza wpadłem po narty, po czym szybko skierowałem się na wyciąg i założyłem słuchawki na uszy koncentrując się już tylko na treningu.

Siedziałem na belce czekając na znak od trenera, w głowie ciągle brzmiały mi słowa Miętusa. Pokręciłem głową chcąc je odpędzić od siebie. Kiedy Kruczek machnął chorągiewką, odepchnąłem się i ruszyłem w dół, wyłączając  myślenie o tej rozmowie. W głowie miałem tylko: odpowiedni najazd, idealne odbicie, lot…i telemark. Kiedy dojechałem do bandy czułem się niesamowicie. Oddałem dzisiaj już ponad 10 skoków, ale żaden nie był tak fenomenalny. Oszołomiony lekkością lotu przez chwilę stałem jeszcze i z szerokim uśmiechem wpatrywałem się w powietrze nad skocznią, które jeszcze chwile temu przecinałem nartami. Dawno już się tak nie czułem, taki wolny…tego odczucia nie zamieniłbym na nic innego. Usłyszałem ciche oklaski, rozejrzałem się i na trybunach zobaczyłem Olę i Dominikę. Dziewczyny uśmiechały się, a Ola trzymała uniesione do góry kciuki, gratulując mi skoku. Pomachałem im tylko, odpiąłem narty i pomaszerowałem na wyciąg. W domu skoczków podszedł do mnie Łukasz i poprosił o kilka słów na osobności.
- Świetnie Ci dzisiaj szło Maciek- Kruczek poklepał mnie po plecach.
- Dziękuję..
- Chciałem z Tobą porozmawiać, bo widzisz…Twoje skoki stają się coraz lepsze, widzę, że w trening wkładasz dużo pracy, do tego Wielka Krokiew Ci służy, jednak..- przez chwilę dobierał słowa- z uwagi na Twoje poprzednie starty mam dla Ciebie pewną propozycję. Jeszcze w tym tygodniu pojedziesz do Austrii. Razem ze sztabem przygotowaliśmy dla Ciebie trening na dwa dni, na skoczni podobnej profilowo do Wielkiej Krokwi. Chciałbym, abyś przez te dwa dni odpoczął od naszej skoczni na rzecz sobotniego konkursu. Wszyscy zgodziliśmy się, że przy obecnej formie masz szanse na wysoką lokatę, ale musisz teraz zmienić otoczenie. Potem wpadnę do Ciebie i przekaże Ci pozostałe informacje, a teraz wracaj do domu i odpocznij trochę.
Kiwnąłem tylko głową, na znak, że wszystko zrozumiałem, zabrałem swój plecak i ruszyłem w dół skoczni.