Oczy same mi się zamykały na każdym kroku. Gdyby droga na skocznie była choćby o 10 m dłuższa pewnie bym już spał.
- Obudź się księżniczko!- zawołał Krzysiek i klepnął mnie w ramię.
W tej chwili miałem ochotę zrobić mu krzywdę. Owszem był moim
przyjacielem i zrobiłbym dla niego wszystko, ale położenie się o 3 nad
ranem wiedząc, że muszę wstać za niecałe 4 godziny to była lekka
przesada, doliczając do tego to, że Łukasz wyciśnie z nas dzisiaj
ostatnie poty. No dobrze może i wczorajszy wieczór był całkiem miły, ale
sam nie wiem jak dopuściłem do tego, że przez Krzyśka włóczyliśmy się
po zakopiańskich uliczkach do wczesnego rana. Nawet nie zauważyłem kiedy
z samochodu zmył się Titus. Wysiadłem więc i ja i oparłem się o auto.
Zamknąłem oczy i wdychałem mocno mroźne powietrze, które powoli
zaczynało mnie rozbudzać.
- Proszę- otworzyłem oczy a przed sobą zobaczyłem Krzyśka z kawą w wyciągniętej do mnie ręce.
- Dzięki, ratujesz mi życie stary- mruknąłem i upiłem duży łyk gorącego napoju.
- Coś Ty, nie ma sprawy, to Ty mnie wczoraj ratowałeś, więc to i tak żaden rewanż.
- Ja? Niby jak?- spojrzałem na niego już nieco bardziej przytomnie,
dobrze wiedziałem co ma na myśli, ale od kiedy kawa zaczęła krążyć po
moim organizmie chęć uduszenia kumpla spadła do zera.
- No poświęciłeś nam tyle czasu…Oli i w ogóle…a ja mogłem spokojnie
poznawać Dominikę..- ciężko mu było to z siebie wydusić, ale na sam
dźwięk imienia Dominika rozpromienił się i spojrzał na mnie już mniej
speszony.
- Właściwie to nic takiego- wzruszyłem ramionami i dopiłem kawę po
czym ruszyliśmy do pomieszczeń ze sprzętem.- Mogłeś zaprosić Dominikę na
spacer we dwoje, a Ola, jestem tego pewny, sama by się sobą zajęła by
nie robić wam problemu.
- Pewnie tak, to dobra dziewczyna, ale chciałem was zapoznać no i wiesz…- spuścił wzrok.
Zatrzymałem się momentalnie kiedy zrozumiałem o czym mówi.
- Chyba żartujesz?- spojrzałem na niego wymownie.
- Nieeee…- uśmiechnął się zadowolony z tego, że zupełnie wyprowadził mnie z równowagi.
- Barti trzymaj mnie, bo go uduszę!- krzyknąłem do przechodzącego
obok nas Bartłomieja Kłuska, chłopak zaśmiał się. Dobrze wiedział, że
nie potrafiłbym nawet uderzyć przyjaciela, ale mimo to stanął w obronie
Titusa i zakrył go własnym ciałem, odgradzając nas od siebie.
Nie byłem zły na Krzyśka, ale jego plan naprawdę wyprowadził mnie z
równowagi. Jak burza wpadłem po narty, po czym szybko skierowałem się na
wyciąg i założyłem słuchawki na uszy koncentrując się już tylko na
treningu.
Siedziałem na belce czekając na znak od trenera, w głowie ciągle
brzmiały mi słowa Miętusa. Pokręciłem głową chcąc je odpędzić od siebie.
Kiedy Kruczek machnął chorągiewką, odepchnąłem się i ruszyłem w dół,
wyłączając myślenie o tej rozmowie. W głowie miałem tylko: odpowiedni
najazd, idealne odbicie, lot…i telemark. Kiedy dojechałem do bandy
czułem się niesamowicie. Oddałem dzisiaj już ponad 10 skoków, ale żaden
nie był tak fenomenalny. Oszołomiony lekkością lotu przez chwilę stałem
jeszcze i z szerokim uśmiechem wpatrywałem się w powietrze nad skocznią,
które jeszcze chwile temu przecinałem nartami. Dawno już się tak nie
czułem, taki wolny…tego odczucia nie zamieniłbym na nic innego.
Usłyszałem ciche oklaski, rozejrzałem się i na trybunach zobaczyłem Olę i
Dominikę. Dziewczyny uśmiechały się, a Ola trzymała uniesione do góry
kciuki, gratulując mi skoku. Pomachałem im tylko, odpiąłem narty i
pomaszerowałem na wyciąg. W domu skoczków podszedł do mnie Łukasz i
poprosił o kilka słów na osobności.
- Świetnie Ci dzisiaj szło Maciek- Kruczek poklepał mnie po plecach.
- Dziękuję..
- Chciałem z Tobą porozmawiać, bo widzisz…Twoje skoki stają się coraz
lepsze, widzę, że w trening wkładasz dużo pracy, do tego Wielka Krokiew
Ci służy, jednak..- przez chwilę dobierał słowa- z uwagi na Twoje
poprzednie starty mam dla Ciebie pewną propozycję. Jeszcze w tym
tygodniu pojedziesz do Austrii. Razem ze sztabem przygotowaliśmy dla
Ciebie trening na dwa dni, na skoczni podobnej profilowo do Wielkiej
Krokwi. Chciałbym, abyś przez te dwa dni odpoczął od naszej skoczni na
rzecz sobotniego konkursu. Wszyscy zgodziliśmy się, że przy obecnej
formie masz szanse na wysoką lokatę, ale musisz teraz zmienić otoczenie.
Potem wpadnę do Ciebie i przekaże Ci pozostałe informacje, a teraz
wracaj do domu i odpocznij trochę.
Kiwnąłem tylko głową, na znak, że wszystko zrozumiałem, zabrałem swój plecak i ruszyłem w dół skoczni.
Co mi tak piszę kolejny komentarz. No Fajnie, fajnie to wygląda, po za tym masz blogspot łatwy w obsłudze.
OdpowiedzUsuńA co mi tam piszę jeszcze raz komentarz, bardzo fajny rozdział. Już czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuń