sobota, 18 maja 2013

Epilog

Siedzę na ławce i patrze przed siebie. Dookoła mnie wirują płatki śniegu i powoli zaczyna się ściemniać. Kocham takie wieczory. Do płuc mocno wciągam mroźne powietrze, to za którym najbardziej przepadam. Całe to otoczenie działa na mnie kojąco i pozwala oderwać się od otaczającej rzeczywistości która nie jest łatwa. Powracają wspomnienia i teraz nie jest już tak miło. W głowie ciągle mam obraz kruchej brunetki leżącej w szpitalnym łóżku. Jej twarz jest przerażająco blada, a usta sine. Kiedy pomyślę, że nigdy nie zobaczę już jej roześmianych oczu, pod moimi powiekami zbierają się łzy. Przypominam sobie każdą sekundę spędzoną z nią. Pamiętam jej pogardliwe spojrzenie kiedy popatrzyła na mnie pierwszy raz. Pamiętam jej smutne oczy wpatrujące się w piękne szczyty Alp, gdy siedziała w kawiarence na Bergisel. Pamiętam łzy, które płynęły po jej policzkach za każdym razem gdy mówiła lub wspominała swoją mamę. Pamiętam jej słodkie usta, które mną zawładnęły i pamiętam ciepło bijące z jej ciała. Żadnego z wspomnień nigdy nie chciałbym zapomnieć, nawet tych, z chwil spędzonych w szpitalu, bo właśnie wtedy choć wiedziałem, że jestem tak blisko utraty jej to wtedy po raz pierwszy usłyszałem najpiękniejsze słowa na świecie. Pokochała mnie. Pokochała mnie za to kim jestem i za to kim chciałem się stać, a dzięki niej stałem się lepszy. Nic nie mogło równać się z tym uczuciem.
Kochałem ją rok temu i kocham ją dzisiaj. Jedyne co zmieniło się to siła tego uczucia.
Na mój policzek spada płatek śniegu i po chwili spływa po nim jak samotna łza.
- Dlaczego płaczesz?- słyszę pytanie.
Momentalnie prostuje się i wstaje.
- Nie płaczę, to zima tak bardzo mnie kocha, że na moim policzku składa pocałunki w postaci śnieżynek.- uśmiecham się szeroko patrząc na nią.
- Lepiej niech się od Ciebie odczepi, bo będę bardzo zazdrosna.- mówi poważnie i wspina się na palce by dosięgnąć swoimi ustami moich.
- Nie ma z Tobą szans.- szepcze i wpijam się w jej usta.
Trwamy w pocałunku dopóki nie zabraknie nam tchu, dopiero wtedy odrywamy się od siebie.
- Dlaczego chciałeś spotkać się akurat tu?- pada pytanie.
- Bo właśnie w tym miejscu poczułem, że Cie kocham. Może wtedy tego jeszcze nie wiedziałem, ale czułem to. I dlatego w tym miejscu chciałem zapytać Cię- klękam przed nią a z kieszeni kurtki wyjmuję pudełeczko, które powoli otwieram- czy uczynisz mi ten honor i zostaniesz moją żoną?
Maja klęka na wprost mnie i zarzuca mi ręce na szyję.
- Tak, Maćku! Z największą przyjemnością!- szepcze po czym składa na moich ustach namiętny pocałunek.
Po chwili na jej palcu błyszczy przepiękny pierścionek, a ja jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi.
- Co ja bym bez Ciebie zrobił?- pytam, gdy siedzimy już wtuleni w siebie na ławce na rynku w Zakopanym.
- Co ja zrobiłabym bez Ciebie? Gdyby nie Ty nie wiem czy byłabym teraz tu.
- Głupoty opowiadasz.- całuje ją w czubek głowy.
- Gdybyś nie był przy mnie nie wiem czy miałabym siłę przetrwać to wszystko. Cała ta operacja, leczenie, ciągłe badania, kontrole, lekarstwa. Dziwie się, że nie uciekłeś przy pierwszej lepszej okazji.
- To tego się spodziewałaś?- unoszę brwi.
Kręci głową.
- Ale nie sądziłam też, że zniesiesz to wszystko- uśmiecha się przepraszająco- Wybacz.
- Rozumiem.. Łatwo nie było, ale wiesz, kiedy się kogoś kocha zrobi się dla niego wszystko.
- Kocham Cię Maćku.
- Ja Ciebie też Maju.
***
Równo miesiąc po zaręczynach stoję przed ołtarzem i czekam na Maję, którą prowadzi do mnie pan Piotr. A właściwie to Piotr, mój teść, mój drugi ojciec. Nie mogę przestać się uśmiechać, mimo, że na zewnątrz mocno prószy śnieg i temperatura spadła grubo poniżej zera to w moim sercu rozgościło się lato. Patrzę na nią jak idzie w białej sukni i nie wierzę, że to dzieje się naprawdę. Rok  temu nie miałem nawet pewności czy wybudzi się po operacji, a dziś jest tu ze mną i za kilka minut ma się stać moją żoną. Kościół pęka w szwach. Są tu wszyscy, których kocham, ale także zupełnie nieznani mi ludzie, którzy w tym najważniejszym dla mnie dniu chcą być ze mną.
- Od teraz ona jest Twoja.-mówi do mnie Piotr i podaje mi rękę swojej córki.
Ceremonia ślubna przebiega jak dla mnie zdecydowanie za wolno, ale mimo to już po kilkunastu minutach zostaje mężem najwspanialszej istoty pod słońcem.
Nadchodzi czas na wesele i na nowe życie.
Z Nią.

 _____________________________________________________________________
Eh... no i mamy koniec... Chyba pasuje wam takie zakończenie, co? :) Jak dla mnie jest
ok, nie mogłabym zostawić Macieja w żałobie, choć myślałyście, że jestem do tego zdolna :P
Dziękuję wam za czas spędzony tu z wami i dla was. Dziękuję za każdy komentarz, który
przyczynił się do tego, że pierwszy raz udało mi się pociągnąć bloga do końca. Chciałabym
powiedziec, że jeszcze wrócę, ale to raczej nie będzie prawdą. Nawet jeśli będę jeszcze
tworzyc jakieś blogi to raczej nie będą one miały nic wspólnego ze skokami..
Mimo wszystko ciesze się, że to opowiadanie napisałam, chwilami było ciężko, ale udało się.
A teraz oficjalnie ogłaszam ZAKOŃCZENIE bloga :)
Trzymajcie się :) 


piątek, 17 maja 2013

Rozdział 17

- Nie panie Nowakowski, to na pewno nie rak.
Gdy usłyszałem te słowa, wydawało mi się, że coś przywróciło mnie do życia. Moje serce znów zaczęło normalnie bić, choć jak na mój gust nadal łomotało nadzwyczaj szybko. Wstałem i szybkim krokiem zmierzałem do sali Mai. Chciałem zobaczyć ją już, teraz i nie było dla mnie ważne to czy mogę tam wejść czy nie. Musiałem się znaleźć przy niej i musiałem ująć jej dłonie w swoje. Zatrzymałem się przed drzwiami pomieszczenia i otworzyłem je cicho. Wsunąłem się bezszelestnie do środka i zorientowałem, że brunetka nie śpi. Patrzyła właśnie w stronę wejścia jakby na mnie czekała. Uśmiechnąłem się do niej szeroko i już po chwili siedziałem na jej łóżku, trzymając ją za rękę.
- Maciek..- wyszeptała.
- Jestem kochanie.- odgarnąłem kosmyk jej włosów.
- Chciałam z Tobą porozmawiać..
Muszę przyznać, ale zaskoczyła mnie. Teraz kiedy patrzyła na mnie, wydawało mi się, jakbyśmy wcale nie byli w tym miejscu, w którym byliśmy, a Maja była zupełnie zdrowa. Na jej policzkach pokazały się lekkie rumieńce, co delikatnie podniosło mnie na duchu. Brunetka wsparła się na łokciach i oparła wygodniej o poduszkę.
- Słucham Cię.- odpowiedziałem nie wiedząc czego się spodziewać.
- Chciałam Ci powiedzieć, że tęskniłam..- mówiła to cicho i widać było, że sprawia jej to trochę wysiłku, ale w tej chwili chyba właśnie tego potrzebowała. A może to ja byłem egoistą i chciałem usłyszeć te wszystkie słowa z jej ust i dlatego nie powstrzymywałem jej przed mówieniem? - Chciałam zadzwonić, ale nie czułam się dobrze. Miałam nadzieję, że przyjedziesz. Może to głupie, ale bardzo tego pragnęłam...
- To nie jest głupie. Gdybym tylko wiedział wcześniej... Byłbym tu już od początku..
- Ważne, że jesteś teraz... Nie wiem czy będę miała Ci okazję jeszcze powiedzieć,że..
- Maja! Nie mów tak!- nie mogłem tego słuchać- Nie chcę, żebyś mówiła mi teraz coś pod wpływem chwili. Będziemy mieli jeszcze możliwość porozmawiania milion razy, więc lepiej się zastanów o czym chciałabyś mi wtedy powiedzieć i czy nie będziesz żałować słów, które teraz wypowiesz.- uśmiechnąłem się do niej lekko by pokazać, że wierzę w to co mówię.
- Milion razy?- zapytała.
- Milion milionów, a nawet więcej.- pogładziłem ją po policzku, a ona wtuliła się nim w moją dłoń.
- Obiecujesz?- spojrzała mi w oczy.
- Obiecuję.- powiedziałem pewnie.
- Ale chce żebyś wiedział, że...- zamilkła jakby chciała sprawdzić czy jej przerwę, a kiedy upewniła się, że tego nie zrobię kontynuowała- że, zakochałam się w Tobie.
Przez chwilę nie wiedziałem co jej odpowiedzieć, a wiedziałem, że każda sekunda mojego zwlekania jest dla niej bolesna, ale po prostu rozmiękczyła mnie tym zupełnie. Kiedy patrzyłem na nią, jaka jest krucha coś we mnie pękało. Starałem się nie dopuszczać do siebie myśli, że może odejść, ale kilka razy już wdarły się one do mojej głowy. Wizje te były straszne, a teraz, po tym wyznaniu po prostu coś się zmieniło. Nie potrafiłem myśleć jak wyglądałoby moje życie bez niej. I choćbym miał spędzić resztę swojego życia z nią w tym szpitalu wolałem to niż wizję samotnego życia.
- Pewnie Cie przestraszyłam..- westchnęła cicho- Ale musiałam Ci powiedzieć, dopóki mogę. Na początku nawet nie chciałam Cię znać, moje takie małe uprzedzenie, które pomogłeś mi przezwyciężyć- kąciki jej ust uniosły się lekko.
- Jakie uprzedzenie?- wyrwało się z moich ust.
- Jakby to powiedzieć... nie cierpię Polaków- zawstydzona spuściła wzrok, ale mówiła dalej- Moja mama zginęła przez jednego z nich.. Gdyby zachował się jak człowiek i wezwał pomoc ona była by tu ze mną, rozumiesz?
Pokiwałem głową.
- A on po prostu uciekł z miejsca wypadku, w sądzie wszystkim wciskał kit, że to moja mama spowodowała wypadek, szkoda, że nie wspomniał, że tamtego dnia był zalany w trupa. Na szczęście policja złapała go na czas, zrobiono mu wszystkie badania, więc nie mógł się wywinąć.
- Maja rozumiem Cię, ale to jeden pojedynczy przypadek.
- Wiem...ale nie potrafiłam się z tym pogodzić przez długi czas.. Nigdy nie chciałam już jechać do Polski, dlatego nigdy tam się nie spotkaliśmy. W innych krajach z resztą też trzymałam się z dala od waszej ekipy.
- To wiele tłumaczy.- uśmiechnąłem się lekko.
- Na szczęście pojawiłeś się Ty, zobaczyłam jakim dobrym człowiekiem jesteś i wreszcie zostawiłam przeszłość za sobą.
- Maja.. ja też się w Tobie zakochałem- wyszeptałem.
Na jej twarzy dostrzegłem ten cudowny uśmiech, na który czekałem z takim utęsknieniem.
- Teraz mogę spokojnie zasnąć.- odpowiedziała nie przestając się uśmiechać.
- Niedługo pojawi się lekarz, który ma Ci pomóc. Damy sobie radę. Teraz odpoczywaj.
Przysunąłem się do niej i pocałowałem. Maja zaraz potem zasnęła a ja wyszedłem na korytarz.
***
Specjalista miał się zjawić dopiero późnym popołudniem, więc trochę spokojniejszy o brunetkę przekonałem pana Piotra by pojechał ze mną do domu. Nowakowski zajął się swoimi sprawami, których miał dość dużo na głowie, a ja zabrałem się za robienie obiadu. Z zakupów, które zrobiłem kilka dni temu prawie nic już nie zostało, więc musiałem mocno improwizować, jednak pomysł ze zrobieniem spaghetii nie wydawał mi się taki najgorszy. Kiedy makaron się gotował, zajrzałem do Nowakowskiego.
- Pomóc w czymś?- zapytałem przekraczając próg jego gabinetu.
- O Maciuś. Choć, choć. Chyba powinieneś coś zobaczyć.
Podszedłem bliżej, a mężczyzna obrócił w moją stronę laptopa na którym pracował. Usiadłem obok niego i spojrzałem na pulpit. Przedstawiał on jakiś artykuł o skokach. No tak, w końcu wczoraj odbył się kolejny konkurs. Straciłem już nawet rachubę, które to zawody były, w których nie brałem udziału. Właściwie mogłem powiedzieć, że ten sezon mam już za sobą. Mówi się trudno. Szybko przeleciałem wzrokiem po tekście i z ogłupieniem spojrzałem na Piotra.
- Co ich obchodzi jakie mam problemy?- zapytałem.
- Przykro mi Maciusiu. Ale nie dziw się, że skupiają na Tobie swoją uwagę. Jeszcze kilka tygodni temu wygrałeś konkurs, rozbudziłeś nadzieje a teraz zniknąłeś.
Nie miałem siły myśleć o tym co te dziennikarskie hieny wypisują na mój temat. Jak przegrywam jest źle, jak wygrywam wcale nie lepiej, a jak mnie nie ma to wtedy głupie spekulacje. Kocham ten sport, ale czasem mam chęć to wszystko rzucić. Stać się zwykłym chłopakiem którego nikt nie zna.
- Zadzwonię później do rodziców, może oni pomogą mi chociaż to załatwić.
- Jeśli mógłbym jakoś pomóc, to jestem do Twojej dyspozycji.
- Dziękuję- rzuciłem i wróciłem do kuchni, by móc ocalić chociaż obiad.
***
Po 16 razem z Nowakowskim byliśmy już w szpitalu. Maja była podobno po kolejnych badaniach. Doktor Baum, który stał się jej nowym lekarzem prowadzącym niewiele nam powiedział. Jedyne co wiedzieliśmy na pewno to to, że czekamy na wyniki jakiś ważnych badań, które zdecydują co robić dalej. Chyba nigdy w życiu się tak nie bałem jak dzisiaj. Nawet mój pierwszy skok nie umywał się do tego. Wyniki miały być dopiero jutro rano, więc jak codziennie posiedzieliśmy z Mają kilka godzin i wróciliśmy do domu czekając na kolejny dzień.
- Cześć mamo.
- Cześć skarbie- usłyszałem po drugiej stronie- Jak się czujesz? Co z Mają?
W małym skrócie opowiedziałem mamie co i jak, zapewniłem, że dajemy sobie radę i nie potrzebujemy pomocy z zewnątrz.
- A co w domu?
- W porządku...
Po tonie jej głosu wywnioskowałem, że chyba nie bardzo.
- Mamo? Co się dzieje?
- Ojciec chciałby żebyś już wrócił.. Tłumaczę mu, że nie możesz, ale wiesz jaki on jest.
- Mam problemy w kadrze prawda? Kruczek do mnie dzwonił, ale nie miałem czasu z nim porozmawiać.
- Kolorowo nie jest. W tym sezonie nie będziesz już występował. Kolejny też nie jest pewny, ale będzie dobrze, zobaczysz. Kuba daje z siebie wszystko i stara się na sobie skupiać uwagę. Poza tym to on załatwiał wszystko z trenerem i chłopakami, ojciec trochę mu pomagał.
- Podziękuj mu ode mnie, a jak wrócę to zrobię to osobiście. Muszę kończyć. Kocham was, pa.
- My też Cie synku kochamy i pamiętaj wszystko będzie dobrze.
***
Kolejny dzień wydawał się istnym szaleństwem.
Kiedy zadzwonił budzik miałem ochotę go wyłączyć i pójść dalej spać, ale kiedy tylko odłożyłem na szafkę telefon do pokoju bez uprzedzenia wpadł pan Piotr.
- Maciusiu wstawaj proszę! Dzwonili ze szpitala, że są wyniki i potrzebują mnie tam natychmiast.
Te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. Wyskoczyłem z łóżka i ubrałem się w zawrotnym tempie. Chwyciłem tylko kluczyki, Nowakowski zamknął dom i już po chwili byliśmy w drodze do szpitala. Po kilku minutach pukaliśmy już do drzwi pokoju lekarskiego.
- Pan Nowakowski! Dobrze pana widzieć.- powiedział Baum, gdy tylko weszliśmy do gabinetu.
- Panie doktorze co się dzieje?- zapytałem.
Lekarz spojrzał na mnie mierząc mnie wzrokiem i zwrócił się do Piotra.
- Potrzebujemy pana zgody na operację.
- Jaką operacje?- zapytałem zdenerwowany, ale znowu zostałem zignorowany.
- Pańska córka ma guza.- powiedział spokojnie mężczyzna.
- I do tej pory nikt tego nie wykrył?- Nowakowski nie ukrywał swojej złości.
- Guz ten jest bardzo specyficzny, daje objawy takie same jak wiele przeciętnych chorób. Dodatkowo jest zlokalizowany w trudnym obszarze mózgu i dlatego potrzebna mi pańska zgoda na operację w Szwajcarii.
- Dlaczego w Szwajcarii?- dalej byłem w szoku tego co usłyszałem.
- Dlatego, że- lekarz zwrócił się do mnie- tam są najlepsze kliniki, z najlepszym sprzętem, który w tym przypadku jest niezbędny. Poza tym na terenie Austrii raczej nikt nie podejmie się tak ryzykownej operacji.
Z wrażenia usiadłem. Dalsza część rozmowy słabo do mnie docierała. Wiedziałem tylko tyle, że Nowakowski podpisał wszystkie dokumenty i za 2 godziny Maja miała być już w drodze do Szwajcarii. O 15 miała odbyć się operacja, która była przewidywana na kilka lub nawet kilkanaście godzin. Razem z panem Piotrem udaliśmy się do domu by spakować najpotrzebniejsze rzeczy i udać się do kliniki, w której będzie się odbywać operacja. Godzinę przed zabiegiem byliśmy już na miejscu.

__________________________________________________________________
Witam was :) Dziś chyba nie jest tak najkrótszy, bynajmniej dla mnie rozdział ten ma
odpowiednie rozmiary. Jestem już po maturze i wreszcie mogę na spokojnie pomyśleć
jak zakończyć tego bloga, a muszę wam powiedzieć, że zakończy się on już w kolejnym
rozdziale, którym będzie epilog :)
Ps. Chciałam podziękować za życzenia dobrze zdanej matury, dzięki dziewczynki ;*

środa, 1 maja 2013

Rozdział 16

Kolejne dni mijały mi przy łóżku Mai. Kiedy siedział przy niej Nowakowski, ja zajmowałem się zakupami i domem. Nie powiem żeby było to dla mnie łatwe, do tej pory nie musiałem tego robić, więc i nie bardzo miałem o tym pojęcie. Jednakże dobrze wiedziałem, że muszę się teraz zająć panem Piotrem. Mój były trener nie dawał sobie sam rady, to wszystko było ponad jego siły. Ponad moje także, ale musiałem się jakoś trzymać dla tej dwójki.
Lekarze nadal nie wiedzieli co jej dolega. Była zabierana na masę badań co moim zdaniem jeszcze bardziej ją osłabiało. Nie potrafiłem patrzeć na jej cierpienie, a to, że byłem bezsilny jeszcze bardziej mnie dobijało.
Wieczorami przez długie godziny potrafiłem rozmawiać przez internet z bliskimi. Mama nawet zaproponowała, że przyjedzie tu do nas, ale odwiodłem ją od tego pomysłu. Kuba zajął się wszystkimi moimi sprawami razem z Kruczkiem. Byłem im za to wdzięczny z całego serca. Nikt nie znał prawdziwego powodu, dlaczego nie występuje, oprócz chłopaków i sztabu. Koledzy dzielni znosili pytania dziennikarzy na mój temat.
Kiedy wstałem rano, dwa tygodnie po przyjeździe tutaj, nadal nic nie było wiadome. Zszedłem do kuchni jednak pana Piotra już nie było. Na stole leżała tylko karteczka. Podniosłem ją i przeczytałem.
Pojechałem do szpitala, bo po mnie dzwonili. Podobno coś wiadomo.
Nie chciałem Cię budzić. Zjedź spokojnie śniadanie i o nic się nie martw.
P.
Chyba na głowę upadł- pomyślałem. Ubrałem w pędzie kurtkę i buty, złapałem kluczyki do samochodu, zamknąłem dom i po chwili pędziłem już ulicami Innsbrucka do mojej ukochanej. Byłem zły na Nowakowskiego, który pozwolił mi spokojnie spać, kiedy wreszcie nastąpił jakiś przełom.
Jak burza wpadłem do szpitala i pognałem do sali w której leżała Maja. Z pomieszczenia właśnie wychodził pan Piotr, który zatrzymał mnie w wejściu i razem ze mną cofnął się na korytarz.
- Ona musi teraz odpoczywać Maciusiu, nie powinniśmy jej przeszkadzać.
- Nie mogę jej zobaczyć? Jest gorzej?- zapytałem z przerażeniem w głosie.
- Właściwie to jej stan nie zmienił się. Podobno rano czuła się lepiej, nawet lekarz starał się z nią porozmawiać o całej tej sytuacji, ale szybko opadła z sił i teraz śpi.
- Dlaczego tak ją męczą? Nie widzą jak z nią źle? Powinni rozmawiać z panem, rozmowa z nią i tak nie wiele im da.- denerwowałem się.
Mężczyzna pociągnął mnie na jedno z krzesełek, które stało obok sali. Klapnąłem na nie z łoskotem i schowałem twarz w dłoniach.
- Dzień dobry panom!- nad sobą usłyszałem męski głos, spojrzałem w górę i zobaczyłem nad sobą lekarza prowadzącego Majkę.
- Witamy panie doktorze!- odpowiedział za nas dwóch Nowakowski, bo ja nie byłem w stanie się odezwać, albo po prostu nie chciałem powiedzieć czegoś głupiego.
- Mam dla pana wiadomość.- doktor zwrócił się do Piotra- Za kilka godzin pojawi się u nas światowej klasy specjalista, który zajmie się przypadkiem pańskiej córki. Mamy pewne podejrzenia co do przyczyny choroby, ale wszystko musimy potwierdzić, także poprosiliśmy specjalistę o konsultację i jeśli nasze przypuszczenia się potwierdzą wprowadzimy leczenie.
- Myślicie, że to rak?- zapytał cicho Nowakowski, a ja skierowałem swoje przerażone spojrzenie na niego. Do tej pory nawet nie przewinęło mi się to przez myśl, a teraz gdy to usłyszałem..nawet nie potrafiłem opisać tego co poczułem, jednak na chwilę moje serce jakby się zatrzymało. Wzrok przeniosłem na lekarza, w duchu modląc się by zaprzeczył. Pamiętam to jak przez mgłę. Mężczyzna patrzył na nas przez chwilę, a dla mnie równała się ona z wiecznością. Chociaż nigdy mi się to nie zdarzało, myślałem, że zaraz zemdleję.

_____________________________________________________________________
Wiem jest maksymalnie krótki i pewnie mnie za to zabijecie i za to zakończenie, no ale cóż.
A jeśli mnie zabijecie nie będzie dalszego ciągu :P
Przepraszam, że taki krótki, ale mam na głowie maturę i jakoś nie jestem teraz wstanie niczego
sensownego wymyślić. Wybaczcie, kiedy tylko rozprawię się z egzaminem dojrzałości ;)
nadrobię to wszystko :)
Pozdrawiam.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 15

Kiedy wróciłem od Kruczka od razu pognałem do swojego pokoju. Z szafy wyjąłem walizkę i w szale zacząłem wrzucać do niej co popadnie.
- Maciek co Ty robisz?!- usłyszałem za sobą głos mamy.
- Dlaczego wchodzisz bez zaproszenia?- warknąłem.
- Przepraszam. Pukałam, ale chyba nie słyszałeś.
- To po co wchodziłaś?!- krzyknąłem.
- Stary opanuj się może trochę co?- do pokoju wpadł jak burza mój brat.
Usiadłem zrezygnowany na łóżku i schowałem twarz w dłoniach.
- Przepraszam...- powiedziałem cicho.
Mama uklękła obok mnie i zdjęła moje dłonie z twarzy, po czym przyjrzała mi się dokładnie.
- Maciusiu powiesz mi co się dzieje? Po co Ci ta walizka?- zapytała niepewnie.
- Rano wyjeżdżam do Austrii....
- Pogrzało Cie? Po co chcesz tam jechać?- wtrącił się Kuba.
- Córka pana Nowakowskiego jest chora, leży w szpitalu... Chcę mu pomóc.
Na kilka minut w pomieszczeniu zapadła cisza.
- Maciek czy Ty... Czy ona coś dla Ciebie znaczy?- zapytała z troską mama.
- Tak mamo.. Kocham ją.- po raz kolejny schowałem twarz w dłoniach, a mama usiadła obok mnie i mocno mnie przytuliła.
- Stary nie łam się wszystko będzie dobrze, może chcesz żebym z Tobą jechał?- Kuba usiadł po drugiej stronie.
- Nie, poradzę sobie. Rozmawiałem już z Łukaszem. Robił trochę problemów, ale udało mi się go przekonać. Ma pogadać ze sztabem, jeśli byłyby jakieś problemy zajmijcie się tym. Proszę.
- Nic się nie martw synku. Wszystko załatwimy jeśli będzie trzeba.
- Mogę teraz zostać sam? Chciałbym się w spokoju spakować, a potem się kładę, bo wyjeżdżam o 4 rano. Mam nadzieję, że drogi będą puste.
- Dobrze kochanie, jeśli będziesz czegoś potrzebował to wołaj.
- Wiesz gdzie mnie szukać.- dodał Kuba i razem z mamą opuścili mój pokój.
Tym razem już spokojniej zacząłem się pakować. Spakowałem ubrania i wszystkie potrzebne dokumenty oraz kilka drobiazgów. Zdawałem sobie sprawę, że pewnie czegoś zapomniałem, ale od tego problemu miałem sklepy.
Kilka minut po 4 siedziałem już w samochodzie. Wcześniej pożegnałem się ze wszystkimi w domu i obiecałem mamie, że będę się odzywał jak często będę mógł. Sam nie wiedziałem na jaki czas wyjeżdżam, więc nic nie wspominałem o dacie powrotu. Pierwsze co zrobiłem na początku podróży to zajechałem na stację paliw i kupiłem sobie kawę, którą wlałem w siebie w szybkim tempie. Nie mogłem sobie pozwolić na zaśnięcie za kierownicą, ale wydawało mi się to i tak nie możliwe, patrząc na stan w jakim się znajdowałem. Byłem zupełnie pobudzony i zmotywowany do tego by w jak najszybszym czasie dojechać do posiadłości Nowakowskich.
Po ponad 8 godzinach jazdy zaparkowałem w końcu auto. Zamknąłem samochód zostawiając w nim walizkę, a sam czym prędzej ruszyłem do drzwi. Zapukałem i po chwili drzwi otworzyły się.
- Maciusiu!- pan Piotr miał łzy w oczach.
- Mogę wejść?- zapytałem mężczyznę, nie chciałem żadnych ckliwych powitań, chciałem mu pokazać, że obaj musimy być silni.
- Tak oczywiście.- przepuścił mnie w drzwiach i udaliśmy się do salonu- Wiesz Maciusiu nie wierzyłem, że jednak przyjedziesz. Chcesz kawy, herbaty, coś do jedzenia?- zapytał.
- Tylko kawy- odparłem trochę sennie- Nie powinien pan w ogóle w to wątpić.
Nowakowski nastawił wodę i nasypał do kubków kawy. Po chwili pojawił się w salonie z dwoma gorącymi napojami. Upiłem łyk parującej cieczy i westchnąłem.
- Czy możemy dzisiaj pojechać do szpitala? Chciałbym ją zobaczyć..
- Zamówię taksówkę i możemy jechać.
- Ale ja mogę nas zawieźć.- zaprotestowałem.
- Jesteś po długiej podróży, jesteś zmęczony, nie możesz prowadzić.
Nie chciałem się z nim sprzeczać, dlatego nawet się nie odezwałem. Wypiliśmy swoje kawy i pan Piotr zadzwonił po taksówkę.
Po krótkiej przejażdżce byliśmy już na miejscu. Już od progu byłem przerażony. Nienawidziłem szpitali, kojarzyły mi się chyba tak samo jak większości ludzi, ale postanowiłem wziąć się w garść. Nie mogłem pokazywać swojej słabości. Nowakowski poszedł porozmawiać z lekarzem i od razu powiadomić go, że od teraz i ja będę przy Mai, a ja zostałem na korytarzu. Po kilku minutach pan Piotr wrócił do mnie i razem mogliśmy wejść do sali.
Moje zdenerwowanie sięgało zenitu. Nawet na belce się tak nie czułem. Przekroczyliśmy próg sali i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to biały kolor, który tu dominował i łóżko na środku, a w nim krucha istota. Niepewnie podszedłem bliżej i spojrzałem na nią. Wyglądała jak śpiąca królewna. Miała zamknięte oczy, blade policzki i rozrzucone po całej poduszce ciemne włosy. Pan Piotr usiadł obok niej i chwycił ją za rękę.
- Spójrz córciu kogo Ci przyprowadziłem.- powiedział cicho.
Maja otworzyła powoli oczy, jakby sprawiało jej to ogromne trudności i zdezorientowana spojrzała w przestrzeń. Chwilę patrzyła przed siebie, jak się domyśliłem przyzwyczajała swój wzrok do jakiegokolwiek widoku. Nie sądziłem, że jest aż tak osłabiona. Podszedłem do łóżka i ująłem jej dłoń w swoją.
- Cześć piękna.- powiedziałem niepewnie.
Brunetka powoli przeniosła swój wzrok na mnie i kiedy mnie rozpoznała kąciki jej ust minimalnie się uniosły.
- Maciek..- delikatnie poruszyła ustami, ale doskonale ją zrozumiałem.
- Jestem kochana..
Maja zamknęła zmęczona oczy, a ja powoli rozpadałem się na miliony kawałków.

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 14

Szybko opuściłem ręce z oczu dziewczyny, a ona obróciła się w moją stronę. Z początku wyglądała na zszokowana, ale po chwili uśmiechnęła się do mnie słodko.
- Mnie szukałeś?- zapytała.
- Przepraszam.. Ja pomyliłem Cię z kimś.. Bardzo przepraszam.
- Ależ ja się nie gniewam. Nazywasz się Maciek Kot prawda?
- Tak.. Ale to ma jakieś znaczenie?
- Może tak, a może nie.- dziewczyna przekomarzała się ze mną uśmiechając się przy tym szeroko.
Nie miałem siły bawić się z nią w te pogadanki, dlatego przeprosiłem jeszcze raz, pożegnałem się kulturalnie i odwróciłem się by odejść.
- Oj czekaj!- krzyknęła.
- O co chodzi?- zapytałem zaskoczony i po chwili się odwróciłem znów w jej stronę.
- Powiedz mi kogo szukałeś może mogę Ci jakoś pomóc?- tym razem już się nie uśmiechała jakby traktowała mnie jak małego chłopca tylko patrzyła na mnie poważnie.
- Wydaje mi się, że możesz ją znać.- zacząłem- Chyba pracujecie w tej samej stacji telewizyjnej, jeśli się nie mylę, bynajmniej jesteście tak samo ubrane.
- No to faktycznie możemy razem pracować, a dowiem się jak się nazywa ta ona?
- Maja Nowakowska.- odparłem szybko.
- Majki nie ma..- równie szybko dostałem odpowiedź.
- Jak to jej nie ma? Miała przyjechać na te zawody. Coś się stało?- moje wcześniejsze zdenerwowanie nasiliło się.
- Z tego co wiem, nie mogła wyjechać z Austrii, bo miała jakieś sprawy do załatwienia. Dlatego jestem za nią. Nic więcej nie wiem, przykro mi.- dziewczyna wyglądała jakby naprawdę było jej źle z tego powodu, że nie może mi pomóc.
- Nic z tego nie rozumiem..- powiedziałem bardziej do siebie niż do niej- No ale nic. Bardzo dziękuję Ci za pomoc...
- Kaśka jestem.
- Dziękuje za pomoc Kasiu.
- Nie ma sprawy, powodzenia na skoczni.
Kiwnąłem tylko w podzięce głową i z zupełnym mętlikiem w głowie ruszyłem po sprzęt.

I znów zawaliłem. Nie liczyłem na podium, ale 18 miejsce od dawna nie było dla mnie miejscem z którego byłbym zadowolony. Moje ambicje nie pokrywały się ani trochę z dyspozycja dnia. Dobrze wiedziałem, że jestem w stanie lepiej skoczyć, że jest forma, ale po prostu to co działo się w mojej głowie nie pozwalało wyciszyć się dostatecznie i skoncentrować na pracy.
Po raz kolejny nie wiedziałem o co chodzi, co się dzieje i dlaczego jest tak a nie inaczej. Ciekaw byłem co to za sprawy spowodowały, że Majka nie mogła przyjechać. Czy to jednak ja byłem powodem, czy też powód był zupełnie inny.
Postanowiłem jednak nie zważając na wszystko inne, że tym razem nie odpuszczę. Do tej dziewczyny poczułem coś czego nie czułem jeszcze do żadnej. Chyba mogłem z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem zakochany. Zdawałem sobie sprawę, że ona mówiła, że nie chce się wiązać, że jeszcze nie jest na to gotowa, ale jeśli przeze mnie dziś nie pojawiła się na tym konkursie nie mogłem tak tego zostawić. Skoro nic między nie ma i nigdy nie będzie to chce to usłyszeć, inaczej zwariuję. Oczekuje tylko tyle, że mi powie na czym stoję, tylko tyle. Postanowiłem walczyć, dlatego też wyjąłem komórkę z kieszeni i wybrałem numer pana Piotra.
- Słucham.- usłyszałem ciepły głos już po kilku sygnałach.
- Dzień dobry panie Piotrze, z tej strony Maciek Kot.
- Maciusiu! Ciesze się, że dzwonisz, ale stało się coś?- mężczyzna był wyraźnie zaskoczony moim telefonem- Na skoczni wszystko w porządku?
- Tak, tak. Nie dzwonię w sprawie skoków..
- A w jakiej?
- Chciałem zapytać.. Maja się do mnie nie odzywa... Czy u państwa wszystko w porządku? Myślałem, że spotkam ją w Wiśle, ale dowiedziałem się, że nie przyjechała, bo nie pozwoliły jej na to jakieś sprawy.
- Maćku to nie jest takie łatwe...
- Jak to?- zdziwiłem się.
- Majusia... Majusia jest w szpitalu...- panu Piotrowi łamał się głos.
- Jak to w szpitalu?!- poczułem dziwne ukłucie w klatce piersiowej.
- Jej stan jest stabilny, ale jest słaba. Lekarze starają się dowiedzieć co jej jest. Po prostu zasłabła, rozumiesz zasłabła, a teraz jest w szpitalu? I nikt nie potrafi powiedzieć mi co jest nie tak, rozumiesz?- Nowakowski był coraz bardziej zrozpaczony.
- Panie Piotrze, proszę mnie posłuchać. Jutro będę w Austrii, przyjadę do pana i obaj będziemy z nią, dobrze?- nie miałem pojęcia czy Kruczek zgodzi się na to, ale miałem to teraz gdzieś.
- Dobrze... Maciusiu... Będę czekał...
- Proszę się trzymać, do widzenia.
- Do widzenia Maciusiu...
Połączenie zostało zakończone, a ja opadłem ciężko na fotel. Jeszcze kilka minut temu myślałem, że to ze mną jest nie tak, a teraz dowiaduje się czego? Że dziewczyna, którą pokochałem leży w szpitalu bez diagnozy, bez leczenia. W głowie mi się to nie mieściło, ale dobrze wiedziałem, że nie mogę teraz siąść i się załamywać tylko muszę załatwić wszystkie sprawy i znaleźć się przy niej. Muszę pomóc panu Nowakowskiemu, muszę się nimi zaopiekować. Wstałem, chwyciłem kluczyki do auta i pojechałem do Łukasza by wszystko załatwić jak najszybciej.



______________________________________________________________________
No cześć :) Trochę jeszcze myślałam nad tym usunięciem. Poczytałam te rozdziały i
 przypomniałam sobie z jaką lekkością i frajdą je pisałam, także postanowiłam je dokończyć. 
Więc zapowiada się że odcinków będzie jeszcze tylko parę, no ale to już chyba coś? :)
Fajnie, że jeszcze czytacie tego bloga i czekacie na nowe posty, to miłe :)
Dlatego ze względu na was postanawiam się zebrać w sobie.
Pozdrawiam :)

wtorek, 2 kwietnia 2013

...?

Cześć! :)
Ciekawa jestem czy ktoś tu jeszcze zagląda...
Jeśli tak to mam dla was pewną wiadomość. Postanowiłam skasować tego bloga :/
Nie mówię tu o zawieszeniu go na jakiś czas tylko o definitywnym zakończeniu.
Czekam na wasze opinie co do tego pomysłu.
Pozdrawiam.

piątek, 8 marca 2013

Coś ode mnie

Witam wszystkich :) Mam dla was pewną wiadomość. Zdecydowałam się na utworzenie nowego bloga, więc jeśli są tu osoby, które lubią siatkówkę zapraszam na http://z-obu-stron-siatki.blogspot.com/ :D
Pozdrawiam ciepło ;*

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 13

Siedziałem wpatrując się w ciemność za oknem. W tle leciała cicha muzyka, której prawie nikt nie słuchał zajęty rozmowami ze znajomymi. Mieszkanie Dominiki i Oli wydawało się całkiem przytulne. Upiłem łyk trzymanego w rękach napoju i przeniosłem wzrok na pokój. Wszędzie kręciło się pełno skoczków. Bardzo chętnie zjawili się na zaproszenie dziewczyn. Ola rozmawiała z Bartkiem, Krzysiek z Dawidem, Piotrek z Kamilem i kilkoma chłopakami grali w jakąś grę. Brakowało mi tylko Dominiki. Powolnym krokiem ruszyłem do kuchni mając nadzieję, że tam ją spotkam. Był to chyba najlepszy moment, żebym mógł z nią porozmawiać. Wszedłem do kuchni i spojrzałem na nią. Opierała się o zlew i wpatrywała podobnie jak ja chwilę temu w przestrzeń za oknem. Usiadłem na jednym z krzeseł, obok niewielkiego stołu i wtedy dziewczyna na mnie spojrzała.
- Maciek! Co Ty tu robisz? Nie bawisz się z resztą?- spytała zdziwiona moją obecnością.
- Mógłbym Cię zapytać o to samo, nie sądzisz?- uśmiechnąłem się lekko.
- Musiałam chwilę odetchnąć...
- Nie lubisz takich imprez?
- Lubię, ale...-zamilkła.
 - Więc o co chodzi? Możesz mi powiedzieć.
- Myślałam, że ta impreza będzie wyglądać trochę inaczej..
Początkowo nie miałem pojęcia o co jej chodzi. Dopiero kiedy do kuchni zajrzał Krzysiek, by zaraz potem się ulotnić zrozumiałem. Spojrzenie dziewczyny mówiło wszystko.
- Chodzi Ci o Krzyśka?
- Skąd wiesz?- spojrzała na mnie speszona.
- A możesz mi dokładnie powiedzieć jak wyobrażałaś sobie tą imprezę?
- Nie wiem czy powinnam Ci to mówić, jesteś jego przyjacielem...Ale, on mi się bardzo podoba. Myślałam, że dziś będziemy mogli trochę czasu spędzić ze sobą, ale ja go chyba nie interesuję. Prawie ze mną nie rozmawiał..Chyba nie mam u niego szans, co?- Dominika spojrzała na mnie w oczekiwaniu na to co powiem.
Zaśmiałem się tylko i pokręciłem głową.
- Wiedziałam...
- Nie, nie to nie o to chodzi. Po prostu śmiać mi się z was chce. To Krzysiek myślał, że nie ma u Ciebie szans, a tu proszę Ty masz takie same wątpliwości jak on. Normalnie jak dzieci. Czy nie można tak po prostu porozmawiać i powiedzieć sobie co do siebie czujecie? Tylko od razu zakładać, że się nie ma szans i najlepiej nie robić nic by było dobrze?
- Więc, Krzysiek coś do mnie czuje?- na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Tego już Ci nie powiem. Idę po niego, zaraz sami porozmawiacie.- rzuciłem przez ramie i wyszedłem.
Po chwili już byłem przy Miętusie, zabrałem go na bok i klepnąłem go mocno w ramię.
- Co Ty wyprawiasz? Przez cały tydzień chodziłeś jak nakręcony, że ją dzisiaj zobaczysz, a teraz nawet z nią nie pogadasz? Wolisz kolegów od niej?
- Co Ci powiedziała?- Krzysiek spojrzał na mnie przestraszonymi oczami.
- Debilu, podobasz się jej i to bardzo, ale do cholery jak zaraz do niej nie pójdziesz i nie pogadasz o tym to nie pokazuj mi się na oczy.
Titus nawet nic mi nie odpowiedział, tylko odwrócił się i powoli stawiając kroki ruszył do kuchni.
Odetchnąłem głęboko i przyłączyłem się do chłopaków.

Opuściłem imprezę jako jedna z pierwszych osób. Wyszedłem przed blok nowych sąsiadek, dziewczyny faktycznie znalazły świetną lokalizację mieszkania. Blisko skoczni, blisko Krzyśka no i przy okazji mnie. Zaczerpnąłem mocno powietrze w płuca. Zawsze tak robiłem wychodząc na dwór i przez te kilka zimowych miesięcy spotykałem się z przenikającym chłodem, który wdzierał się teraz do moich płuc. Lubiłem to uczucie, dawało poczucie, że naprawdę się jest. Na głowę jednak naciągnąłem czapkę w zielono-białe paski, mój nowy nabytek od sponsora. Od razu mi się spodobała. Stałem tak jeszcze chwile przed blokiem po czym po krótkim namyśle ruszyłem w drogę powrotną do domu. Wyjąłem z kieszeni kurtki komórkę i wybrałem numer po czym wcisnąłem zieloną słuchawkę. Jeden sygnał, drugi, trzeci...ósmy..nic. Po drugiej stronie cisza. Zrezygnowany wcisnąłem ze złością telefon  z powrotem do kieszeni. Przeszedłem kilkanaście metrów i znów wyjąłem komórkę. Powtórzyłem poprzednią czynność i znowu nic. Byłem już tym zmęczony. Nie miałem od Majki żadnej wiadomości już od kilku dni. Początkowo myślałem, że chce sobie poukładać to wszystko co wydarzyło się między nami, ale teraz zaczynałem mieć wątpliwości co do przyczyny tego milczenia. Irytowało mnie to, że nie jest w stanie dać mi jakiegokolwiek znaku. W głowie zaczęło mi się pojawiać tysiące scenariuszy. Chwile wytchnienia od tego ciągłego myślenia miałem tylko na skoczni i przebywając z chłopakami. Ale kiedy zostawałem sam nie mogłem się na niczym skupić. Jedynym pocieszeniem było dla mnie to, że już pojutrze znów ją zobaczę. Wtedy nie pozwolę jej zniknąć bez wyjaśnień.

Od rana nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Obudziłem się tak wcześnie jak to tylko możliwe. Po prostu nie mogłem spać, choć ta dolegliwość męczyła mnie już od kilku ładnych dni. Byłem zadowolony,że konkurs odbywa się w Wiśle, a nie poza granicami kraju. Przynajmniej czas przed i po konkursie mogłem na spokojnie spędzić w domu, bez problemów z dojazdem. Chodziłem właśnie w kółko czekając, aż przyjedzie po mnie Krzysiek. Teraz zdawało mi się to złym pomysłem, by jechać z nim na skocznie. Mogłem wziąć samochód i już dawno być na miejscu. No, ale wiedziałem, że zapewne będzie mi się chciał pochwalić jak tam sprawa ma się z Dominiką. Wczoraj na treningu nie mieliśmy za wiele czasu by porozmawiać. Kruczek chyba czuł się urażony, za to, że nie został zaproszony na domówkę i chciał nam zgotować istne piekło w siłowni. Właściwie jak się nad tym dłużej zastanawiałem to stwierdzałem, że Dawid chyba miał racje rzucając taki argument na wytłumaczenie, dlaczego tak zawzięcie musimy harować. Mnie to nie przeszkadzało, wolałem już to niż bezczynne siedzenie i zamartwianie się nad swoim losem. Ale chyba na następny raz będę musiał poprosić Dawida, żeby nie wyjeżdżał więcej z takimi tekstami wtedy kiedy akurat piję. Z tego zastanowienia wyrwało mnie Audi Krzycha, które głośnym klaksonem dawało mi znać, że mam się pojawić przed domem i wpakować swoje cztery litery do środka.

Tak jak myślałem, Titus podzielił się ze mną wszystkimi nowinkami związanymi z jego życiem uczuciowym. Na szczęście chociaż w tym temacie mogłem trochę odetchnąć, ponieważ u Miętusa wszystko wyglądało bardzo kolorowo. Ucieszyła mnie ta wiadomość, również dlatego, że nie byłem teraz w najlepszej kondycji by w razie jakiegoś niepowodzenia przyjaciela móc sprawnie interweniować.
- Stary a z Tobą co?- spytał wreszcie Krzysiek po kilku chwilach milczenia, przyglądając mi się uważnie.
- Wszystko w porządku- skłamałem. Wszystko wewnątrz mnie niebezpiecznie drgało.
- Ta jasne, a ja zdobędę w tym roku Kryształową Kulę.- prychnął.
- Nic mi nie jest, okej?
- Maciek przecież mi możesz powiedzieć, bo...bo jak nie mi to komu?- dodał szybko.
Zaśmiałem się nerwowo.
- Właściwie to każdemu mógłbym powiedzieć wszystko co bym chciał, pieprzyć życie prywatne i tak niewiele go mam.
- Kocie wyluzuj. Spytałem tylko bo widzę, że coś z Tobą nie tak, chciałbym pomóc, ale jak nie chcesz to wystarczy kulturalnie powiedzieć.
- Przepraszam, nerwy mnie ponoszą.- przyznałem ze skruchą.
- Oj nie martw się jak nie pierwsze to dziesiąte. Raz może być, nic się nie stanie.
Spojrzałem bacznie na Krzyśka. O czym on do cholery mówi?- pomyślałem. Dziś znów działałem z opóźnieniem. Dopiero po chwili zajarzyłem o czym mówi.
- Nie stresuje się konkursem...Jak na razie to drugorzędna sprawa.
- Co Ty mówisz? Ej teraz musisz powiedzieć o co chodzi, bo...bo Cię nie wypuszczę.- właśnie zajechaliśmy na parking, Krzysiek wyłączył silnik po czym szybko włączył zamki w drzwiach.
- Jak dziecko- pokręciłem głową, rozbawił mnie tym zagraniem.- Nie mam czasu tu sobie z Tobą siedzieć, muszę iść kogoś poszukać okej? A potem pogadamy.
- Kogo poszukać?
- Dziewczyny...
- Oooo...no dobra...ale przedstawisz mi ją w końcu?
Zamyśliłem się chwilę, miałem nadzieję, że jeśli powiem tak, faktycznie będę mógł dotrzymać słowa.
- Tak, a teraz mnie wypuść.
Miętus posłusznie otworzył drzwi, wysiadliśmy z auta, po czym Titus skierował się po sprzęt, a ja ruszyłem przed siebie, właściwie nie mając pojęcia gdzie mogę ją znaleźć. Żołądek skręcał mi się ze zdenerwowania, czułem się jak jakiś małolat, który wybiera się na pierwszą randkę, ale ja naprawdę nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. Jednak chyba dziś miałem jakieś wielkie szczęście, kilkanaście metrów przed sobą zobaczyłem ją. Była odwrócona plecami, ale poznałem ją po kurtce i czapce, którą zawsze nosiła w kieszeni zamiast ubrać na głowę, jednak dziś widocznie zrobiła wyjątek, gdyż czapka sterczała jej śmiesznie na głowie. Podszedłem bliżej. Zajęta była jakimiś papierkami, więc stanąłem za nią i zakryłem jej oczy.
- Kto to?- usłyszałem i zamarłem zdając sobie sprawę, że to nie jest głos, który chciałem usłyszeć.

 ____________________________________________________
I jest...Jeśli dopatrzyłyście się jakiś poważnych błędów to przepraszam.
Piszę go będąc już dość zmęczona, ale cóż wena się pojawiła, więc musiałam.
Mam nadzieję, że mimo wszystko się spodoba, pozdrawiam :*

środa, 6 lutego 2013

Rozdział 12

W drodze na wyciąg miałem chwile by porozmawiać z Krzyśkiem postanowiłem to wykorzystać, gdyż bałem się, że po zawodach przyjaciel może zacząć się wymigiwać od rozmowy.
- To powiesz mi w końcu jak jest między Tobą i Dominiką?
Chłopak zamyślił się na chwilę i po długim milczeniu wreszcie spojrzał na mnie.
- Wiesz, ona naprawdę mi się podoba...
- Tak wiem, zauważyłem to już w ten sam dzień, kiedy przybiegłeś do mnie z informacją, że przyjeżdża Twoja kuzynka z koleżanką.
- Nie, no widzisz, to nie tak...- Krzysiek westchnął i zatrzymał się.
Kiedy czekaliśmy na podjazd krzesełka analizowałem jego słowa, ale faktycznie teraz już nie rozumiałem o co mu chodzi. Usiedliśmy na krzesełku, które
do nas podjechało i zaczęliśmy się wznosić ku górze. Nie zdążyłem nawet otworzyć ust, żeby wreszcie dowiedzieć się o co chodzi Miętusowi, bo właśnie sam zaczął mówić.
- Nie chodzi tylko o to, że ona podoba mi się z wyglądu. Może spędziłem z nią mało czasu, ale myślę, że zdążyłem poznać ją wystarczająco, by móc mówić, że
ma wspaniały charakter i osobowość. Jest taka dobra i kochana... Cały czas o niej  myślę.. Chciałbym, żeby i ona czuła do mnie to samo, ale tak naprawdę nie wiem na czym stoję.
Uśmiechnąłem się delikatnie. Mój przyjaciel się zakochał i to tak na serio. Zawsze nie podobały mi się dziewczyny, które wokół niego się kręciły. Krzysiek miał pecha i muszę przyznać, że
przyciągał typ panienek, które chcą się przy nim lansować albo uważają, że zarabia nie wiadomo jaką kasę i całą będzie wydawał na nie. Pierwszy raz byłem o niego spokojny. Wiedziałem, że
Dominika to odpowiednia dziewczyna dla niego i miałem nadzieję, że ona też to zauważyła.
- Titus kto jak kto, ale Ty byś nie miał u niej szans?- poklepałem go przyjaźnie po plecach.
- Oj Kocie, Kocie...Ty nie znasz się na dziewczynach, więc od udzielania mi jakichkolwiek rad powinieneś być daleki.- wytknął mi język, ale po chwili spoważniał.
- No co Ty stary, naprawdę myślisz, że mogłaby się w Tobie nie zakochać?
- A co jeśli uważa mnie za fajnego kumpla? Nie chce być dla niej tylko przyjacielem, rozumiesz?- w spojrzeniu Miętusa krył się ból, on naprawdę bał się, że tak może być.
- Rozumiem, rozumiem....- potarłem dłonią o czoło zastanawiając się, co mogę dla niego zrobić.- Posłuchaj może ja z nią pogadam po konkursie, wybadam co i jak?
- Nie sądzę, abyś miał okazję...- nasze krzesełko właśnie podjechało na sam szczyt, więc Titus szybko zeskoczył i zaczął się ode mnie oddalać.
- Ej czekaj! Jak to nie będę miał okazji?
Krzysiek zatrzymał się i zaczekał na mnie.
- Dziewczyny wczoraj wyjechały. Pamiętasz zapraszałem Cię na kolacje, to miała być kolacja pożegnalna.
Klepnąłem się ręką w czoło.
- Kurcze Krzysiek zapomniałem o tym zaproszeniu... Dlaczego nie zadzwoniłeś po mnie, albo nie wysłałeś mi SMS-a?
- No co Ty? Nie chciałem Ci sprawiać kłopotu, wygrałeś, chciałeś to pewnie wszystko sobie ogarnąć, a jeszcze te wszystkie wywiady, konferencja. Dziewczyny też prosiły, żeby nie zawracać Ci głowy, więc
nie dzwoniłem.
Westchnąłem ciężko i spojrzałem na mojego przyjaciela.
- Trzeba było i tak dzwonić. Może i wygrałem, ale świętowanie w waszym gronie było by o wiele fajniejsze, niż te wszystkie wywiady i cała ta reszta.
- Było minęło, nie ważne.
- Miętus, Kot! Do mnie!- Usłyszeliśmy za sobą głos Kruczka, więc grzecznie ruszyliśmy za nim do domku ze sprzętem.
- Proszę bardzo, przebierzcie się i dołączcie do reszty chłopaków, którzy już się rozgrzewają. Za pół godziny skoki treningowe, a potem kwalifikacje. Maciek, Ty nie bierzesz dzisiaj w nich udziału, tak samo jak Kamil i Piotrek.
Posłusznie przebraliśmy się i razem z resztą chłopaków przystąpiliśmy do rozgrzewki. Tak jak wczoraj sprawa Mai chodziła mi po głowie tak dzisiaj ta Krzyśka nie mogła mi z niej zejść. Miałem do niego jeszcze wiele pytań, ale ta rozmowa powinna odbyć się na spokojnie. Teraz najważniejsze znów stawały się skoki. Na te 3-4 godziny musiałem się odciąć i zapomnieć o tym co dzieje się w moim życiu po za obszarem tej skoczni.

- Jak oceniasz swój skok?- zapytał mnie jeden z dziennikarzy.
- Skok sam w sobie nie był zły, może zabrakło kilku metrów, ale jest jeszcze druga seria i na pewno będę walczył.
- Czy ten skok z treningu był dla Ciebie lepszy?
- Ten treningowy skok owszem był trochę dłuższy, ale nie do końca czułem go. Na progu miałem małe problemy, a mimo to udało mi się wyciągnąć z niego zadziwiająco wiele. Ten skok w pierwszej serii był znowu zupełnie odwrotny. Wszystko było dobrze dopracowane, ale może gdzieś zabrakło trochę wiatru.
- Maciek!- usłyszałem za sobą i oboje z dziennikarzem spojrzeliśmy w tą samą stronę. Niedaleko nas stała brunetka i wesoło machała do mnie. Machnąłem do niej i obróciłem się do mojego rozmówcy.
- W takim razie dziękuję i życzę powodzenia w drugiej serii.
- No dziękuję...
Gdy tylko dziennikarz się odwrócił wziąłem narty i ruszyłem do Mai.
- Wiem, że się spieszysz, ale chciałam Cię zapytać  czy... spotkasz się ze mną po zawodach?
Zdziwiła mnie ta propozycja, ale w mgnieniu oka przypomniałem sobie, że mamy niedokończony wywiad i pewnie o to chodzi.
- Chciałbym, ale mam pewną sprawę do załatwienia...
- To może wieczorem? Będziesz wolny tak koło 19?- dziewczyna nie dawała za wygraną.
- Szybko obliczyłem sobie, że konkurs skończy się gdzieś koło 17, więc zdążę spotkać się jeszcze z Krzyśkiem, a potem z Mają.
- Tak o 19 mi pasuje.- kiwnąłem głową.
- Świetnie. To jeszcze się dokładnie spiszemy.
- Ok- już miałem odchodzić, kiedy brunetka złapała mnie za rękę i zatrzymała.
- Powodzenia Maciek, trzymam za Ciebie kciuki.

Siedziałem we wnętrzu Audi już od jakiś 10 minut czekając na Titusa. Ileż czasu można się ogarniać? Właśnie otworzyły się drzwiczki i do samochodu wpadł Krzysiek.
- Sorry stary, ale wiesz uciec przed fankami wcale nie tak łatwo.
- Miętus miałeś tylko iść po rzeczy, gdzie one niby Cię tam dopadły?
- One są wszędzie człowieku...-Krzysiek uśmiechnął się pod nosem i odpalił silnik.
- Czujesz już na sobie tą presję?
- Jaką presję?- odpowiedziałem zdziwiony.
- No wczoraj wygrywasz konkurs, a dzisiaj tylko 5 miejsce...Tak się nie robi Kocie.- chłopak cicho się zaśmiał.- Media nie dadzą Ci żyć.
- A przestań..Sam widziałeś moje skoki, nie  były złe, a że nie wystarczyły na podium to już inna bajka. Wygrałem jeden konkurs, więc to nie powód, żeby twierdzić, że będę wygrywał każdy kolejny. Nie jestem austriacką gwiazdeczką.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Masz szczęście, że Kamil wygrał. Przynajmniej zajmą się nim i Ciebie nie będą już tak gnębić.
- Ja tam im powiedziałem co miałem powiedzieć. Skoki sprawiają mi frajdę i to najważniejsze, a nie to by co konkurs wygrywać i zatracić tą radość.
- O tak Skarbie, tu się z Tobą zgodzę...Ewa została z Kamilem?
- Tak pytałem jej czy jedzie z nami, ale chciała jeszcze zostać. Poza tym co robiła by w pustym mieszkaniu do późnego wieczora, a tak pobędzie sobie trochę z ludźmi.
- No i ma dziewczyna rację. Wiesz, czasem zazdroszczę Kamilowi takiej  żony.
- Nie Ty jeden.- puściłem oczko.- A właśnie to co robimy z Dominiką?
- No jak to co? Nic...
- Chyba sobie żartujesz, tak tego nie zostawię.
Naszą rozmowę przerwał dźwięk telefonu Krzyśka.
- SMS, weź odczytaj, ja teraz nie mogę.
Wziąłem jego telefon i zacząłem czytać na głos:
" Krzysiu już niedługo zostaniemy sąsiadami.
Wynajęłyśmy razem z Olką mieszkanie w Zakopanem.
Za tydzień się wprowadzamy.
 Mam nadzieję, że odwiedzisz nas razem ze swoimi przyjaciółmi w nowym lokum.
 Pozdrawiam, Dominika. "
- I co?- nie potrafiłem ukryć zadowolenia.- I Ty mi powiesz, że ona nic do Ciebie nie czuje? A wprowadza się do Zakopanego ze względu na Kruczka, tak?
- Oj no dobra, dobra.- Titus sam nie potrafił ukryć radości.- A może i na Kruczka, skąd ja mam wiedzieć?- rzucił rozbawiony moim pomysłem.
- Weź bo jak Cie zaraz walne debilu- zaśmiałem się głośno- Czyli sprawa załatwiona, pogadam z Dominiką na tej "parapetówie" i wszystko będzie jasne.

Tak się cieszyłem, że sprawę Krzyśka mam już prawię załatwioną. Jasne, istniał margines prawdopodobieństwa, że dziewczyna może nie odwzajemniać jego uczuć, ale po tym SMS-ie miałem coraz mniejsze wątpliwości. Wziąłem szybki prysznic, ogarnąłem się trochę i ruszyłem na spotkanie z Mają. Wcześniej umówiliśmy się na tej samej  ławce co podczas wywiadu. Wysiadłem z auta, ciesząc się, że zaraz ją zobaczę. Zakopiańskie uliczki pokrywały się białym puchem, gdyż od popołudnia padał gęsty śnieg. Jak dla mnie świetna pogoda. Zamknąłem samochód i poszedłem na rynek. Dziewczyna już tam była. Chwilę przyglądałem się jak łapie na ręce płatki śniegu i przygląda się ich kształtom. Sam często lubiłem tak robić, ale zapewne wyglądałem wtedy komicznie, a jej dodawało to uroku. Tym razem nie udało mi się jej zaskoczyć, bo zobaczyła mnie zanim do niej podszedłem. Uśmiechała się delikatnie i widać, że dzisiaj nie było mowy o wracaniu do jakichkolwiek smutnych wspomnień.
- Cześć Kocie!
- Cześć mała.
Każda dziewczyna w tym momencie zaczęła by się ze mną kłócić, że wcale nie jest mała, że to, że tamto, ale nie ona.
- Jak minął kolejny dzień pełen przygód?
- Szybko i całkiem zabawnie, muszę przyznać. Już dawno nie śmiałem się tyle co dzisiaj.
- No to fajnie, fajnie. Zastanawiasz się pewnie dlaczego Cię tu wyciągnęłam o tej porze i w taką pogodę?
- Zapewne mamy do dokończenia wywiad.
Maja uśmiechnęła się lekko i powoli pokręciła głową.
- To znaczy...wywiad musimy kiedyś dokończyć, ale dziś chciałam po prostu spędzić z Tobą trochę czasu, jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko?- spojrzała na mnie z napięciem wyczekując mojej odpowiedzi.
Chciała ze mną spędzić trochę czasu?- powtórzyłem w myślach- Czy ten dzień może być jeszcze lepszy?
- To mnie teraz zaskoczyłaś...nie spodziewałem się.
Policzki dziewczyny lekko poczerwieniały.
- No wiesz, jutro wracam do Austrii, dziś załatwiłam już wszystkie sprawy, no i nie miałam co z sobą zrobić, więc pomyślałam, że wyciągnę Cię na spacer.
- Jutro już wracasz?- moja radość nagle gdzieś uleciała.
- No tak, jest już po konkursie, nic tu po mnie. Teraz muszę wrócić do siebie, zająć się paroma artykułami i przygotować na kolejne zawody.
Odetchnąłem spokojniej. Więc w kolejnym tygodniu znów się zobaczymy. Tyle chyba przetrzymam.
- Ktoś tu mówił o jakimś spacerze.- wstałem i podałem jej rękę.
Spletliśmy swoje dłonie i ruszyliśmy na przechadzkę po rynku. Zacząłem się zastanawiać, czy za czasem nie śnię. Wokół nas wirowały płatki śniegu, a ja miałem u swojego boku wspaniałą dziewczynę. Rozmawialiśmy o różnych błahostkach, a dla mnie każde jej słowo, każda uwaga, były tak ważne, by poznać ją choć trochę bliżej. Bardzo chciałem ją zapytać o przeszłość, ale wiedziałem, że tym pytaniem zniszczę wszystko co udało mi się dzisiaj dostać. Dlatego pytałem ją o najmniej istotne rzeczy, sam opowiadałem jej o skokach i o naszych wygłupach na skoczni, albo o spotkaniach poza nią. Maja śmiała się szczerze z każdej historyjki, a ja czułem się jakbym wygrał dziś coś więcej niż mogę sobie wyobrazić. Po godzinnym spacerze znów wróciliśmy na chwilę, na ławkę, by dać odpocząć nogom.
- Zimno Ci?- spytałem widząc jak mocniej naciąga czapkę na uszy.
- Trochę..- przygryzła lekko dolną wargę.
- Choć tu.- uśmiechnąłem się i przyciągnąłem ją do siebie, zamykając w mocnym uścisku.
- Dziękuję.
- Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie.
Oparła głowę na moim ramieniu i westchnęła.
- Jest za co. Za ten cudowny wieczór, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak dobrze czułam się w towarzystwie mężczyzny.
- Zawsze do usług.- pochyliłem się lekko i dałem jej buziaka w czoło.
Jeszcze przez kilka minut siedzieliśmy tak przytuleni do siebie, ale wiedziałem, że pora się żegnać.
- Choć zawiozę Cie do hotelu, bo całkiem przemarzniesz i się rozchorujesz, a musisz być w formie.
Dziewczyna trochę niechętnie wstała, ale bez marudzenia udała się za mną do samochodu.

- O której masz jutro samolot?- zapytałem, gdy już zaparkowałem pod jej hotelem.
- O 14, a dlaczego pytasz?
- No chciałbym się z Tobą pożegnać na lotnisku, w końcu cały tydzień nie będziemy się widzieć.
- Nie chce żebyś tam był...- powiedziała smutno.
- Dlaczego?
- Nie lubię takich pożegnań... A poza tym jak sam mówisz, już za tydzień się widzimy.
- A może dasz się przekonać? Nie będziesz musiała brać taksówki, zawiozę Cie.
- Nie Maciek, naprawdę nie cierpię takich rozstań. 
- Dobrze, skoro tak wolisz...- teraz i mnie zrobiło się smutno.
- Nie smuć się, bo następnym razem jak wyciągnę Cie na spacer to tak natrę Cie śniegiem, że popamiętasz.- uśmiechnęła się lekko.
- Akurat, bo już sobie ze mną dasz radę.- odpowiedziałem rozbawiony.
- Zobaczymy, zobaczymy.- pokiwała mi palcem przed oczami- Muszę już iść.- przysunęła się do mnie i dała mi całusa w policzek po czym odsunęła się na kilka centymetrów, spojrzałem jej tylko w oczy, a już po chwili całowałem. Pierwsza myśl, która przeszła mi przez głowę, to to, że dziewczyna zaraz odsunie się ode mnie, a potem ucieknie z samochodu i powie, że nie tego się po mnie spodziewała, ale miałem się mocno zdziwić. Maja odwzajemniła mój pocałunek. Po chwili dopiero oderwaliśmy się od siebie, brunetka uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała mi w oczy.
- Do zobaczenia Maćku.- rzuciła tylko i wysiadła.


________________________________________________________
Z tego co słyszę to wiele osób ostatnio dopadła wspaniała wena, mnie też dopadła i macie tym razem coś tak " na słodko" :P Miłego czytania :)

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 11

Wszędzie ciemność. Po chwili zobaczyłem przed sobą jedyny jasny punkt, więc zacząłem podążać w jego kierunku. Z każdym krokiem jasność rozlewała się coraz bardziej wokół mnie. W końcu stanąłem przed dużymi szklanymi drzwiami, pchnąłem je zdecydowanie i blask słońca oślepił mnie tak, że musiałem zakryć oczy dłonią. Minęła chwila zanim spojrzałem znów w przestrzeń. Znajdowałem się na zeskoku Wielkiej Krokwi, właściwie za bandami, a przede mną w odległości jakiś 50 metrów stały wszystkie bliskie mi osoby. Byli tam moi rodzice, Kuba, Kamil z Ewą, Piotrek, Krzysiek, Dawid, Bartek, Łukasz, kilka pozostałych osób ze sztabu, z którymi mam bardzo dobry kontakt, kilku młodszych skoczków, a na środku tego zgromadzenia stała ona- Maja. Uśmiechała się do mnie szeroko i przywoływała mnie ręką do siebie. Bardzo chciałem tam podejść, ale coś mnie zatrzymywało, nie pozwalało ruszyć się z miejsca. Stałem więc tak i patrzyłem na nich nie wiedząc co zrobić dalej. Co chwilę przenosiłem wzrok z jednej osoby na drugą szukając jakiejś pomocy z ich strony, ale tak naprawdę nikt nie zwracał na mnie uwagi oprócz Mai. Jakby tego było mało, moi bliscy zaczęli opuszczać zeskok, teraz tym bardziej chciałem się znaleźć jak najbliżej ich wszystkich, ale moje starania na nic się zdały. Próbowałem krzyczeć, ale tak jakby mnie nie słyszeli. Zaczęła ogarniać mnie panika, dlaczego Maja mnie widziała, a oni nie? Dlaczego ich nie zatrzymała, dlaczego nie podeszła do mnie? Tyle pytań nagle zaczęło mi się cisnąć do głowy. Po chwili nie było już tam nikogo, oprócz dziewczyny. I wtedy udało mi się ruszyć, już prawie byłem przy niej i wtedy się obudziłem.

Oddychałem szybko, jakbym pokonał jakiś olbrzymi dystans. Podciągnąłem się na łokciach i oparłem głowę o ścianę. Spojrzałem na zegarek i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jest dopiero krótko po 6. Na skoczni miałem być dzisiaj około 9, więc miałem trochę czasu, ale wiedziałem, że już nie zasnę. To co właśnie przed chwilą doświadczyłem wprawiało mnie z każdą sekundą w coraz gorszy humor. Co to niby miało znaczyć? Nawet nie chciałem się nad tym zastanawiać. Zawsze śmieszyło mnie to, że ludzie przypisują jakieś znaczenie snom i innym rzeczom, ale teraz sam zachodziłem w głowę co to miało znaczyć, bo chyba coś znaczyło. Takie bynajmniej miałem wrażenie. Odetchnąłem głęboko i postanowiłem, że nie będę już dzisiaj o tym myślał, to tylko sen i już. Wstałem z łóżka i poszedłem po laptopa. Włączyłem go i znów wygodnie usadowiłem się w łóżku. Na początek sprawdziłem facebook'a, a potem pocztę. Odpisałem na kilka wiadomości, po czym włączyłem sobie jeden z odcinków Top Gear, żeby trochę się zrelaksować, a nic tak nie odprężało mnie jak siatkówka i samochody. Dzięki temu czas zleciał mi bardzo szybko. Właśnie miałem wstawać kiedy usłyszałem ciche pukanie.
- Proszę.
Drzwi uchyliły się i do środka zajrzała mama.
- Wstałeś już skarbie? Krzyś po Ciebie przyjechał.
- Ok, już schodzę tylko wezmę szybki prysznic.
Po kwadransie byłem już gotowy by kolejny raz podbijać skocznie, uśmiechnąłem się sam do siebie i ruszyłem do salonu. Moja mama w najlepsze prowadziła rozmówki z Titusem. Rozsiadłem się w jednym z foteli, przysłuchując się o czym rozmawiają. Niestety nie wiele usłyszałem, bo gdy tylko Miętus mnie zobaczył stwierdził, że musimy szybko się zbierać na skocznie. Miałem nadzieję, że trochę się pośmieje oglądając jak Krzyś męczy się odpowiadając na wszystkie pytania mojej rodzicielki, no ale musiałem obejść się smakiem. Wstałem więc i ruszyliśmy do samochodu.
- Dawno nie miałem okazji porozmawiać sobie z Twoją mamą.- rzucił Miętus, gdy tylko znaleźliśmy się we wnętrzu jego Audi.- Ona jest gorsza od Ciebie, jak coś ją interesuje to wyciągnie to z człowieka choćby nie wiem co.- żalił się skoczek z miną małego, biednego szczeniaczka.
- Znasz ją, już taka jest.- odpowiedziałem z rozbawieniem- A co tak bardzo interesowało ją tym razem?
- Czy masz kogoś na oku...
No i już tak bardzo nie było mi do śmiechu.
- Co jej powiedziałeś?- okręciłem się na fotelu tak by dokładnie widzieć twarz przyjaciela.
- No...że polubiłeś moją kuzynkę...
- Że co?- pokręciłem głową. - Krzysiek posłuchaj...
- Nie, to Ty Maciek posłuchaj. Ja wiem jak jest. Ewa coś wspominała, że w Innsbrucku poznałeś kogoś i chyba Ci na niej zależy. Rozumiem, kapuje, ok? Ale co chciałeś żebym powiedział to Twojej mamie? Chciałbyś żeby to Ciebie wypytywała o tą dziewczynę? A poza tym nie powiedziałem nic co by nie było prawdą, co nie?
- No tak, ale...
- Nie ma żadnego ale.- Krzysiek uśmiechnął się szeroko- Ola też bardzo Cie polubiła, ale wiesz jeśli chodzi o przystojniaków to ona jest z tych, które wolą typ Kłuska.
Zrobiłem duże oczy i uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Co Ty mówisz? Ola i Bartek? Ale jak to?
- Oj Kocie gdybyś chociaż trochę żył w tym świecie, wiedziałbyś, że jest coś na rzeczy. A poza tym jak Cie nie było to starałem się jej zorganizować czas, ale ona lepiej wie co jest dla niej dobre.- chłopak nie przestawał się uśmiechać.
- Krzysiek...
- No?
- A co u Ciebie? Ten mój wyjazd, potem wygrana, zero wolnego czasu..Prawie wcale nie gadamy..no jedynie o sprawach związanych ze skokami. Co u Ciebie i Dominiki?
Krzysiek nie odpowiedział mi tylko skręcił w drogę prowadzącą do domu Stochów.
- Pogadamy o tym potem dobra?
- Niech będzie, ale powiedz mi, mieliśmy w planach zabranie Kamila?
- Nie.
- To po co jedziemy do jego domu?
Zatrzymaliśmy się właśnie pod domem Stochów a odpowiedź na moje pytanie pojawiła się w drzwiach. Ewa pomachała do nas, poprawiła torbę na swoim ramieniu i zamknęła drzwi. Wsadziła klucze do kieszeni i po chwili siedziała na tylnym siedzeniu.
- Cześć łobuzy!- spojrzała po nas- Jedziemy?
- No pewnie, mamy mało czasu.
- No to szybciutko, bo Kruczek da wam popalić.
Oboje z Krzyśkiem wywróciliśmy oczami co nie uszło uwadze Ewy, ale oberwało się tylko mnie.
- A Ty Kocie co? Uważasz, że wygrałeś wczorajszy konkurs to dzisiaj wszystko Ci wolno?
Miętus ledwie skupiał się na prowadzeniu, powstrzymując śmiech, a i mi nie dużo było trzeba by udzielił się ten sam nastrój.
- Ale ja się nawet nie odezwałem- próbowałem się bronić.
- No to co? Myślisz, że nie wiem co tam sobie myślisz?- dziewczyna ledwie sama zachowywała powagę.
- Ona zna każdą Twoją myśl, strzeż się- dorzucił Krzysiek i teraz już wszyscy śmialiśmy się głośno.
Ewa wyjęła z torby aparat i zaczęła nam robić zdjęcia, więc my zaczęliśmy się prześcigiwać w robieniu jak najgłupszych min. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Titus zaparkował i nadal zataczając się ze śmiechu wyszliśmy z auta.
- A tu co tak wesoło? Zjaraliście się czegoś?- przy nas pojawił się Piotrek z nartami w ręce, który wybierał się już na górę.
- Piotruś mamy tu tyle tego, że i dla Ciebie wystarczy- szepnęła Ewa ledwie powstrzymując śmiech.
- A przestań, ja nic od was nie chce- Wiewiór machnął ręką i ruszył na wyciąg, ale odwrócił się jeszcze i rzucił- Ale możemy się spotkać po konkursie w tym magicznym samochodzie, więc zostawcie coś dla mnie- puścił oczko i odszedł.
Nie wiem kiedy ostatnio tak się śmiałem, ale było mi to naprawdę potrzebne. Tak bardzo się cieszyłem, że mam takich przyjaciół. Nie musiałem się nawet odzywać, a oni i tak potrafili sprawić, że dzień wydawał się wspaniały. Całą trójką oparliśmy się o samochód i staraliśmy się opanować śmiech. Kiedy udało nam się już mniej więcej dojść do siebie przytuliłem Ewę i rozstaliśmy się. Ona poszła do biur znajdujących się pod skocznią, a ja z Krzyśkiem ruszyliśmy w drugim kierunku, na górę Krokwi.


___________________________________________
Tak wiem krótki ;) ale to jest taki rozdzialik coby nam się humor poprawił ;) można powiedzieć taki przerywnik mały :D Ja również mam ferie, więc zaczynam już szykować kolejny rozdział taki " na poważnie" i myślę, że w końcu dłuższy :) Także do następnego, już niebawem :P

piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 10

Nadal nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Byłem zmęczony jak nigdy, ale chyba nigdy nie byłem tak szczęśliwy. Właściwie tylko jeden dzień mógł się równać z tym. Był to dzień, kiedy pierwszy raz założyłem narty i "skoczyłem". Od tamtej pory minęło jakieś 10 lat, ale już zawsze potem marzyłem o podium w Zakopanem. Siedziałem właśnie w swoim pokoju. Na zegarku wyświetlała się godzina 23:23 a ja nadal nie mogłem spać. Miałem za sobą kilka spotkań z dziennikarzami, setki pytań i konferencję prasową. Nadal jednak czekałem na ten najważniejszy wywiad. Moje umowy z określonymi sponsorami zobowiązały mnie w pierwszej kolejności udzielić odpowiedzi podesłanym dziennikarzom. Nie było jednak w ich gronie Mai. Czułem się zawiedziony, że nie mogę tak po prostu z nią porozmawiać, podzielić się wszystkimi przeżyciami. Jej telefon nie odpowiadał kiedy dzwoniłem, a o tej porze byłem przekonany, że śpi już w jednym z przytulnych zakopiańskich hoteli. W tej chwili odezwała się moja komórka, sygnalizując połączenie. Spojrzałem na wyświetlacz i na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Słucham.
- Cześć? Mam nadzieję, że Cie nie obudziłam?- usłyszałem głos Mai.
- Pewnie, że nie. Nie mogę nadal zasnąć. Za dużo emocji- zaśmiałem się.
- Może miałbyś ochotę na spacer?

Po kilku minutach byłem już na miejscu. Było zimno, ale jak dla mnie mogłaby się właśnie zaczynać wiosna. Na jej widok szeroki uśmiech pojawiał się na moich ustach. Nie potrafiłem nawet tego kontrolować. Siedziała na jednej z rynkowych ławek. Wyglądała pięknie. Rano byłem zbyt zaskoczony jej widokiem by na tym się skupić, ale teraz jej zaróżowione policzki podkreślały całą jej urodę, tak, że nie mogłem oderwać od niej wzroku. Nie widziała mnie, byłem tego pewny. Wyglądała zupełnie tak jak wtedy w tej kawiarence na Bergisel. Smutno patrzyła w przestrzeń, która ją otaczała, a ja nie wiedziałem co mógłbym zrobić, by zamiast tej pustki zobaczyć roześmiane oczy. Podszedłem bliżej i cicho usiadłem obok dziewczyny. Wzdrygnęła się lekko i spojrzała na mnie.
- Nie strasz mnie Kocie!
- Przepraszam, nie chciałem Ci przeszkadzać w rozmyślaniach, miałem nadzieję, że nawet nie zobaczysz mojej obecności.
Chwilę mi się przyglądała.
- To nie jest śmieszne.- w końcu dała mi kuksańca w bok- Chcesz, żebym dostała zawału?
- Nie chciałbym tego ani trochę- uśmiechnąłem się do niej.

 Przez jej twarz przebiegł nikły uśmiech, nie było to wiele, ale jak dla mnie było to bardzo dużo.
- No dobrze. A tak w ogóle gratuluję zwycięstwa. Mocno trzymałam kciuki i jak widać opłaciło się.
- Musiałem wygrać...dla Ciebie...yyy...to znaczy skoro tak we mnie wierzyłaś nie mogłem Cie rozczarować.
- No pewnie, że nie. To było przeżycie, nie?
- Tak- pokiwałem głową- Ale wiesz co jest najlepsze? Wcale nie myślałem o tym by walczyć albo by utrzymać miejsce, ale byłem pewien, że wszystko ułoży się tak jak chce i spotkam się z Tobą na tym umówionym wywiadzie.
- W takim razie cieszę się, że tak pewnie czujesz się skacząc i że taką przyjemność Ci to sprawia.
- Ja też bardzo się cieszę- spojrzałem na nią i na potwierdzenie swoich słów uśmiechnąłem się.
Maja wyjęła z kieszeni kurtki telefon i spojrzała znacząco na mnie.
- To teraz poproszę o kilka informacji o tych skokach. Wszystkie stacje zapewne znają już Twoje odpowiedzi na najbardziej uniwersalne pytania, a ja bym chciała usłyszeć coś takiego czego nie powiedziałeś o tym dniu jeszcze nikomu, co Ty na to?- teraz w jej oczach pojawiły się małe iskierki, zapewne jej praca przynosiła jej równie wiele przyjemności co mi skoki.
- Nie ma sprawy, tylko na razie nic nie przychodzi mi do głowy, chyba zbyt dobrze mnie już przepytali.- zaśmiałem się cicho.
- Zaraz coś na to poradzimy.- Maja zastanawiała się chwilę po czym zadała mi pierwsze pytanie- Jak czujesz się jako zwycięzca? Na początek coś wprowadzającego- dodała ciszej do mnie.
- To bardzo wspaniałe uczucie. Od dziecka wyobrażałem sobie, że kiedyś stanę na pierwszym miejscu, ale moje dziecięce fantazje o tym wydarzeniu, czy nawet te już trochę późniejsze nie mogą się równać z tym co teraz czuję. Jestem prze szczęśliwy. Wygrać konkurs u siebie, przed swoją publicznością, a do tego pierwszy w swoim miejscu to coś nie do opisania.
- Co myślałeś rano, kiedy dopiero co pojawiłeś się na skoczni?
- Wtedy byłem zdeterminowany by wygrać ten konkurs, ale po nieudanym skoku treningowym trochę wybiłem się z równowagi. Dopiero, gdy pomyślałem dla kogo to robię znów zebrałem się w sobie i oddałem już dobre skoki.
- A dla kogo to robiłeś?
- Dla mamy...- uśmiechnąłem się na wspomnienie naszej porannej rozmowy- Chociaż ona mówiła mi, że powinienem to zrobić  tylko dla siebie, nie dla innych ludzi, ale ja zrobiłem to dla siebie i dla niej...i dla Ciebie- dodałem w myślach.
- Dlaczego akurat mamie dedykujesz to zwycięstwo? Przecież zapewne wielu ludzi pomogło Ci do niego dojść.
- Oczywiście tak i bardzo im jestem za to wdzięczny, ale dlatego akurat mamie, że ona mimo wszystko zawsze była ze mną i wspierała w najtrudniejszych chwilach- nie udało mi się dokończyć, ponieważ na policzkach Mai pojawiła się pierwsza łza.
 - Wszystko w porządku?
- Tak, przepraszam...po prostu zazdroszczę Ci, że możesz to wszystko powiedzieć. Ja bardzo bym chciała mieć przy sobie mamę, która w tych ciężkich chwilach też by mnie wspierała- dziewczyna szybko otarła łzę i wyłączyła dyktafon.
- Wiem, wiem...- odruchowo przytuliłem ją do swojego ramienia.- Wszystko będzie dobrze.- te słowa wydawały mi się teraz idiotyczne, ale co miałem powiedzieć?
- Jeśli pozwolisz wywiad dokończymy kiedy indziej.
- Jasne, że tak. Choć odprowadzę Cię do hotelu.
Powoli wstaliśmy i ruszyliśmy do hotelu. Nie wiedziałem ile czasu jeszcze z nią spędzę, więc chciałem dowiedzieć się jeszcze czegoś.
- Wiem, że może nie powinienem pytać, ale masz kogoś?
Majka spojrzała na mnie uważnie jakby podejrzewała, że pod tym pytaniem kryje się coś jeszcze, ale po chwili milczenia w końcu się odezwała.
- Nie, ostatni związek mocno dał mi w kość, więc nie chce się teraz na razie wiązać.
Ałć. Nie do końca o to mi chodziło, ale czego mogłem się spodziewać. Dobrze wiedziałem, co też miała na myśli mówiąc, że ostatni związek dał jej w kość. Jednak miałem nadzieję, że miałbym u niej jakieś szanse, ale nie miałem zamiaru na nią naciskać.
- Rozumiem...- tylko na tyle było mnie stać.