piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 11

Wszędzie ciemność. Po chwili zobaczyłem przed sobą jedyny jasny punkt, więc zacząłem podążać w jego kierunku. Z każdym krokiem jasność rozlewała się coraz bardziej wokół mnie. W końcu stanąłem przed dużymi szklanymi drzwiami, pchnąłem je zdecydowanie i blask słońca oślepił mnie tak, że musiałem zakryć oczy dłonią. Minęła chwila zanim spojrzałem znów w przestrzeń. Znajdowałem się na zeskoku Wielkiej Krokwi, właściwie za bandami, a przede mną w odległości jakiś 50 metrów stały wszystkie bliskie mi osoby. Byli tam moi rodzice, Kuba, Kamil z Ewą, Piotrek, Krzysiek, Dawid, Bartek, Łukasz, kilka pozostałych osób ze sztabu, z którymi mam bardzo dobry kontakt, kilku młodszych skoczków, a na środku tego zgromadzenia stała ona- Maja. Uśmiechała się do mnie szeroko i przywoływała mnie ręką do siebie. Bardzo chciałem tam podejść, ale coś mnie zatrzymywało, nie pozwalało ruszyć się z miejsca. Stałem więc tak i patrzyłem na nich nie wiedząc co zrobić dalej. Co chwilę przenosiłem wzrok z jednej osoby na drugą szukając jakiejś pomocy z ich strony, ale tak naprawdę nikt nie zwracał na mnie uwagi oprócz Mai. Jakby tego było mało, moi bliscy zaczęli opuszczać zeskok, teraz tym bardziej chciałem się znaleźć jak najbliżej ich wszystkich, ale moje starania na nic się zdały. Próbowałem krzyczeć, ale tak jakby mnie nie słyszeli. Zaczęła ogarniać mnie panika, dlaczego Maja mnie widziała, a oni nie? Dlaczego ich nie zatrzymała, dlaczego nie podeszła do mnie? Tyle pytań nagle zaczęło mi się cisnąć do głowy. Po chwili nie było już tam nikogo, oprócz dziewczyny. I wtedy udało mi się ruszyć, już prawie byłem przy niej i wtedy się obudziłem.

Oddychałem szybko, jakbym pokonał jakiś olbrzymi dystans. Podciągnąłem się na łokciach i oparłem głowę o ścianę. Spojrzałem na zegarek i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jest dopiero krótko po 6. Na skoczni miałem być dzisiaj około 9, więc miałem trochę czasu, ale wiedziałem, że już nie zasnę. To co właśnie przed chwilą doświadczyłem wprawiało mnie z każdą sekundą w coraz gorszy humor. Co to niby miało znaczyć? Nawet nie chciałem się nad tym zastanawiać. Zawsze śmieszyło mnie to, że ludzie przypisują jakieś znaczenie snom i innym rzeczom, ale teraz sam zachodziłem w głowę co to miało znaczyć, bo chyba coś znaczyło. Takie bynajmniej miałem wrażenie. Odetchnąłem głęboko i postanowiłem, że nie będę już dzisiaj o tym myślał, to tylko sen i już. Wstałem z łóżka i poszedłem po laptopa. Włączyłem go i znów wygodnie usadowiłem się w łóżku. Na początek sprawdziłem facebook'a, a potem pocztę. Odpisałem na kilka wiadomości, po czym włączyłem sobie jeden z odcinków Top Gear, żeby trochę się zrelaksować, a nic tak nie odprężało mnie jak siatkówka i samochody. Dzięki temu czas zleciał mi bardzo szybko. Właśnie miałem wstawać kiedy usłyszałem ciche pukanie.
- Proszę.
Drzwi uchyliły się i do środka zajrzała mama.
- Wstałeś już skarbie? Krzyś po Ciebie przyjechał.
- Ok, już schodzę tylko wezmę szybki prysznic.
Po kwadransie byłem już gotowy by kolejny raz podbijać skocznie, uśmiechnąłem się sam do siebie i ruszyłem do salonu. Moja mama w najlepsze prowadziła rozmówki z Titusem. Rozsiadłem się w jednym z foteli, przysłuchując się o czym rozmawiają. Niestety nie wiele usłyszałem, bo gdy tylko Miętus mnie zobaczył stwierdził, że musimy szybko się zbierać na skocznie. Miałem nadzieję, że trochę się pośmieje oglądając jak Krzyś męczy się odpowiadając na wszystkie pytania mojej rodzicielki, no ale musiałem obejść się smakiem. Wstałem więc i ruszyliśmy do samochodu.
- Dawno nie miałem okazji porozmawiać sobie z Twoją mamą.- rzucił Miętus, gdy tylko znaleźliśmy się we wnętrzu jego Audi.- Ona jest gorsza od Ciebie, jak coś ją interesuje to wyciągnie to z człowieka choćby nie wiem co.- żalił się skoczek z miną małego, biednego szczeniaczka.
- Znasz ją, już taka jest.- odpowiedziałem z rozbawieniem- A co tak bardzo interesowało ją tym razem?
- Czy masz kogoś na oku...
No i już tak bardzo nie było mi do śmiechu.
- Co jej powiedziałeś?- okręciłem się na fotelu tak by dokładnie widzieć twarz przyjaciela.
- No...że polubiłeś moją kuzynkę...
- Że co?- pokręciłem głową. - Krzysiek posłuchaj...
- Nie, to Ty Maciek posłuchaj. Ja wiem jak jest. Ewa coś wspominała, że w Innsbrucku poznałeś kogoś i chyba Ci na niej zależy. Rozumiem, kapuje, ok? Ale co chciałeś żebym powiedział to Twojej mamie? Chciałbyś żeby to Ciebie wypytywała o tą dziewczynę? A poza tym nie powiedziałem nic co by nie było prawdą, co nie?
- No tak, ale...
- Nie ma żadnego ale.- Krzysiek uśmiechnął się szeroko- Ola też bardzo Cie polubiła, ale wiesz jeśli chodzi o przystojniaków to ona jest z tych, które wolą typ Kłuska.
Zrobiłem duże oczy i uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Co Ty mówisz? Ola i Bartek? Ale jak to?
- Oj Kocie gdybyś chociaż trochę żył w tym świecie, wiedziałbyś, że jest coś na rzeczy. A poza tym jak Cie nie było to starałem się jej zorganizować czas, ale ona lepiej wie co jest dla niej dobre.- chłopak nie przestawał się uśmiechać.
- Krzysiek...
- No?
- A co u Ciebie? Ten mój wyjazd, potem wygrana, zero wolnego czasu..Prawie wcale nie gadamy..no jedynie o sprawach związanych ze skokami. Co u Ciebie i Dominiki?
Krzysiek nie odpowiedział mi tylko skręcił w drogę prowadzącą do domu Stochów.
- Pogadamy o tym potem dobra?
- Niech będzie, ale powiedz mi, mieliśmy w planach zabranie Kamila?
- Nie.
- To po co jedziemy do jego domu?
Zatrzymaliśmy się właśnie pod domem Stochów a odpowiedź na moje pytanie pojawiła się w drzwiach. Ewa pomachała do nas, poprawiła torbę na swoim ramieniu i zamknęła drzwi. Wsadziła klucze do kieszeni i po chwili siedziała na tylnym siedzeniu.
- Cześć łobuzy!- spojrzała po nas- Jedziemy?
- No pewnie, mamy mało czasu.
- No to szybciutko, bo Kruczek da wam popalić.
Oboje z Krzyśkiem wywróciliśmy oczami co nie uszło uwadze Ewy, ale oberwało się tylko mnie.
- A Ty Kocie co? Uważasz, że wygrałeś wczorajszy konkurs to dzisiaj wszystko Ci wolno?
Miętus ledwie skupiał się na prowadzeniu, powstrzymując śmiech, a i mi nie dużo było trzeba by udzielił się ten sam nastrój.
- Ale ja się nawet nie odezwałem- próbowałem się bronić.
- No to co? Myślisz, że nie wiem co tam sobie myślisz?- dziewczyna ledwie sama zachowywała powagę.
- Ona zna każdą Twoją myśl, strzeż się- dorzucił Krzysiek i teraz już wszyscy śmialiśmy się głośno.
Ewa wyjęła z torby aparat i zaczęła nam robić zdjęcia, więc my zaczęliśmy się prześcigiwać w robieniu jak najgłupszych min. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Titus zaparkował i nadal zataczając się ze śmiechu wyszliśmy z auta.
- A tu co tak wesoło? Zjaraliście się czegoś?- przy nas pojawił się Piotrek z nartami w ręce, który wybierał się już na górę.
- Piotruś mamy tu tyle tego, że i dla Ciebie wystarczy- szepnęła Ewa ledwie powstrzymując śmiech.
- A przestań, ja nic od was nie chce- Wiewiór machnął ręką i ruszył na wyciąg, ale odwrócił się jeszcze i rzucił- Ale możemy się spotkać po konkursie w tym magicznym samochodzie, więc zostawcie coś dla mnie- puścił oczko i odszedł.
Nie wiem kiedy ostatnio tak się śmiałem, ale było mi to naprawdę potrzebne. Tak bardzo się cieszyłem, że mam takich przyjaciół. Nie musiałem się nawet odzywać, a oni i tak potrafili sprawić, że dzień wydawał się wspaniały. Całą trójką oparliśmy się o samochód i staraliśmy się opanować śmiech. Kiedy udało nam się już mniej więcej dojść do siebie przytuliłem Ewę i rozstaliśmy się. Ona poszła do biur znajdujących się pod skocznią, a ja z Krzyśkiem ruszyliśmy w drugim kierunku, na górę Krokwi.


___________________________________________
Tak wiem krótki ;) ale to jest taki rozdzialik coby nam się humor poprawił ;) można powiedzieć taki przerywnik mały :D Ja również mam ferie, więc zaczynam już szykować kolejny rozdział taki " na poważnie" i myślę, że w końcu dłuższy :) Także do następnego, już niebawem :P

3 komentarze:

  1. Ten ,,przerywnik" był genialny :D Po prostu ciągle miałam uśmiech na ustach :D uwielbiam tych naszych chłopaków, czy to w tym opowiadaniu czy w ogóle, oni zawsze mi poprawiają humor ^^
    Ciekawe tylko co tam u Krzyśka - wykręcił się od odpowiedzi, i mam dziwne wrażenie, że ma jakiś problem ... oby tylko Kot szybko się dowiedział o co chodzi i mu pomógł w miarę możliwości. Krzysiu jest za fajny, żeby mieć problemy :D
    A ten sen Maćka? Na pewno nie miał żadnego ukrytego znaczenia, nie powinien się tym zamartwiać :)
    czekam na ten kolejny, długi rozdział, oby była w nim obecna Maja ^^
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku... Ten sen... był dosc dziwny ;O
    Biedny Krzysio, nie dosyc, że mama Kota tak go wypytywała i biedak musiał gadac jak na spowiedzi, to jeszcze coś z Olą nie tak. (tylko nie ogarniam czy to dziewczyna czy kuzynka).
    I wiesz co ci powiem? Że chciałabym się kiedyś znaleźć z "najaranymi" skoczkami w samochodzie ;D To mogłoby być ciekawe doświadczenie ;) I niech się chłopcy nie boją, Piter już tam ma swoje rzeczy na rozweselenie, oni mogą wszystko zostawić dla siebie ;D ehehehe
    pozdrawim cieplutko ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. http://zakopianski.blogspot.com/ nowiusieńka czwórka ;)

    OdpowiedzUsuń