niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 15

Kiedy wróciłem od Kruczka od razu pognałem do swojego pokoju. Z szafy wyjąłem walizkę i w szale zacząłem wrzucać do niej co popadnie.
- Maciek co Ty robisz?!- usłyszałem za sobą głos mamy.
- Dlaczego wchodzisz bez zaproszenia?- warknąłem.
- Przepraszam. Pukałam, ale chyba nie słyszałeś.
- To po co wchodziłaś?!- krzyknąłem.
- Stary opanuj się może trochę co?- do pokoju wpadł jak burza mój brat.
Usiadłem zrezygnowany na łóżku i schowałem twarz w dłoniach.
- Przepraszam...- powiedziałem cicho.
Mama uklękła obok mnie i zdjęła moje dłonie z twarzy, po czym przyjrzała mi się dokładnie.
- Maciusiu powiesz mi co się dzieje? Po co Ci ta walizka?- zapytała niepewnie.
- Rano wyjeżdżam do Austrii....
- Pogrzało Cie? Po co chcesz tam jechać?- wtrącił się Kuba.
- Córka pana Nowakowskiego jest chora, leży w szpitalu... Chcę mu pomóc.
Na kilka minut w pomieszczeniu zapadła cisza.
- Maciek czy Ty... Czy ona coś dla Ciebie znaczy?- zapytała z troską mama.
- Tak mamo.. Kocham ją.- po raz kolejny schowałem twarz w dłoniach, a mama usiadła obok mnie i mocno mnie przytuliła.
- Stary nie łam się wszystko będzie dobrze, może chcesz żebym z Tobą jechał?- Kuba usiadł po drugiej stronie.
- Nie, poradzę sobie. Rozmawiałem już z Łukaszem. Robił trochę problemów, ale udało mi się go przekonać. Ma pogadać ze sztabem, jeśli byłyby jakieś problemy zajmijcie się tym. Proszę.
- Nic się nie martw synku. Wszystko załatwimy jeśli będzie trzeba.
- Mogę teraz zostać sam? Chciałbym się w spokoju spakować, a potem się kładę, bo wyjeżdżam o 4 rano. Mam nadzieję, że drogi będą puste.
- Dobrze kochanie, jeśli będziesz czegoś potrzebował to wołaj.
- Wiesz gdzie mnie szukać.- dodał Kuba i razem z mamą opuścili mój pokój.
Tym razem już spokojniej zacząłem się pakować. Spakowałem ubrania i wszystkie potrzebne dokumenty oraz kilka drobiazgów. Zdawałem sobie sprawę, że pewnie czegoś zapomniałem, ale od tego problemu miałem sklepy.
Kilka minut po 4 siedziałem już w samochodzie. Wcześniej pożegnałem się ze wszystkimi w domu i obiecałem mamie, że będę się odzywał jak często będę mógł. Sam nie wiedziałem na jaki czas wyjeżdżam, więc nic nie wspominałem o dacie powrotu. Pierwsze co zrobiłem na początku podróży to zajechałem na stację paliw i kupiłem sobie kawę, którą wlałem w siebie w szybkim tempie. Nie mogłem sobie pozwolić na zaśnięcie za kierownicą, ale wydawało mi się to i tak nie możliwe, patrząc na stan w jakim się znajdowałem. Byłem zupełnie pobudzony i zmotywowany do tego by w jak najszybszym czasie dojechać do posiadłości Nowakowskich.
Po ponad 8 godzinach jazdy zaparkowałem w końcu auto. Zamknąłem samochód zostawiając w nim walizkę, a sam czym prędzej ruszyłem do drzwi. Zapukałem i po chwili drzwi otworzyły się.
- Maciusiu!- pan Piotr miał łzy w oczach.
- Mogę wejść?- zapytałem mężczyznę, nie chciałem żadnych ckliwych powitań, chciałem mu pokazać, że obaj musimy być silni.
- Tak oczywiście.- przepuścił mnie w drzwiach i udaliśmy się do salonu- Wiesz Maciusiu nie wierzyłem, że jednak przyjedziesz. Chcesz kawy, herbaty, coś do jedzenia?- zapytał.
- Tylko kawy- odparłem trochę sennie- Nie powinien pan w ogóle w to wątpić.
Nowakowski nastawił wodę i nasypał do kubków kawy. Po chwili pojawił się w salonie z dwoma gorącymi napojami. Upiłem łyk parującej cieczy i westchnąłem.
- Czy możemy dzisiaj pojechać do szpitala? Chciałbym ją zobaczyć..
- Zamówię taksówkę i możemy jechać.
- Ale ja mogę nas zawieźć.- zaprotestowałem.
- Jesteś po długiej podróży, jesteś zmęczony, nie możesz prowadzić.
Nie chciałem się z nim sprzeczać, dlatego nawet się nie odezwałem. Wypiliśmy swoje kawy i pan Piotr zadzwonił po taksówkę.
Po krótkiej przejażdżce byliśmy już na miejscu. Już od progu byłem przerażony. Nienawidziłem szpitali, kojarzyły mi się chyba tak samo jak większości ludzi, ale postanowiłem wziąć się w garść. Nie mogłem pokazywać swojej słabości. Nowakowski poszedł porozmawiać z lekarzem i od razu powiadomić go, że od teraz i ja będę przy Mai, a ja zostałem na korytarzu. Po kilku minutach pan Piotr wrócił do mnie i razem mogliśmy wejść do sali.
Moje zdenerwowanie sięgało zenitu. Nawet na belce się tak nie czułem. Przekroczyliśmy próg sali i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to biały kolor, który tu dominował i łóżko na środku, a w nim krucha istota. Niepewnie podszedłem bliżej i spojrzałem na nią. Wyglądała jak śpiąca królewna. Miała zamknięte oczy, blade policzki i rozrzucone po całej poduszce ciemne włosy. Pan Piotr usiadł obok niej i chwycił ją za rękę.
- Spójrz córciu kogo Ci przyprowadziłem.- powiedział cicho.
Maja otworzyła powoli oczy, jakby sprawiało jej to ogromne trudności i zdezorientowana spojrzała w przestrzeń. Chwilę patrzyła przed siebie, jak się domyśliłem przyzwyczajała swój wzrok do jakiegokolwiek widoku. Nie sądziłem, że jest aż tak osłabiona. Podszedłem do łóżka i ująłem jej dłoń w swoją.
- Cześć piękna.- powiedziałem niepewnie.
Brunetka powoli przeniosła swój wzrok na mnie i kiedy mnie rozpoznała kąciki jej ust minimalnie się uniosły.
- Maciek..- delikatnie poruszyła ustami, ale doskonale ją zrozumiałem.
- Jestem kochana..
Maja zamknęła zmęczona oczy, a ja powoli rozpadałem się na miliony kawałków.

5 komentarzy:

  1. Co mam powiedzieć, jak nie jestem w stanie wydobyć z siebie słowa, a skoro jestem pierwsza pasowało by coś napisać, ale cóż może innym razem napiszę twórczy komentarz :)
    Rozdział Cudowny, aż zapiera dech w piersiach, a taki zakochany Maciek jest chyba najsłodszy na świecie :D
    Już czekam na kolejny, bo ciekawa jestem jak dalej potoczę się te sprawy :D
    Pozdrawiam Całuski :*

    OdpowiedzUsuń
  2. jak to możliwe, że zawsze jak czytam to opowiadanie to nie spodziewam się zakończenia? to znaczy przeważnie mam tak, że czytam, jadę w dół strony i widze, że za chwilę koniec, a u Ciebie to zawsze jest takie bam! i robię wielkie oczy i myślę sobie: ja chcę jeszcze! no ale niestety, to koniec rozdziału, muszę czekać do następnego na dalszy ciąg.
    Maciek zachował się tak że aż nie da się tego wyrazić słowami. O rany, gdyby to mnie odwiedził w szpitalu to bym chyba z miejsca cudownie ozdrowaiała :D szkoda, że to tak nie działa. Drżę z niepokoju o stan Mai, mam nadzieję, że nie szykujesz niczego bardzo poważnego. Nie zrobisz jej żadnej krzywdy, prawda? Już dość się nawzruszałam i napłakalam na tym opowiadaniem niech więc zakończenie historii Maćka i Mai będzie szczęśliwe, proszę :D Bo tak w ogóle to podoba mi się postać Kuby z tego rozdziału. Jak ja go kocham, i tu i normalnie *_* Czasami chyba nawet bardziej niż Maćka ^^ A ta scena jak Maciek powiedział mamie, że kocha Maję, o Jezu, miałam łzy wzruszenia w oczach :) No nic. Czekam na kolejny niecierpliwie, mam nadzieję,że dodasz jak najszybciej, że będzie baaardzo romantyczny i że się nad nim popłaczę, ale ze wzruszenia i szczęścia z niczego innego :D
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. "Maja zamknęła zmęczona oczy, a ja powoli rozpadałem się na miliony kawałków."
    Cudowne, cudowne, cudowne! Nic więcej nie mogę powiedzieć... :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję kochane za te komentarze :) Bardzo dużego kopa mi dają i ciesze się, że nie skasowałam bloga :) To dzięki wam ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie nowy rozdział, zapraszam serdecznie :D

    OdpowiedzUsuń