W drodze na wyciąg miałem chwile by porozmawiać z Krzyśkiem postanowiłem to wykorzystać, gdyż bałem się, że po zawodach przyjaciel może zacząć się wymigiwać od rozmowy.
- To powiesz mi w końcu jak jest między Tobą i Dominiką?
Chłopak zamyślił się na chwilę i po długim milczeniu wreszcie spojrzał na mnie.
- Wiesz, ona naprawdę mi się podoba...
- Tak wiem, zauważyłem to już w ten sam dzień, kiedy przybiegłeś do mnie z informacją, że przyjeżdża Twoja kuzynka z koleżanką.
- Nie, no widzisz, to nie tak...- Krzysiek westchnął i zatrzymał się.
Kiedy czekaliśmy na podjazd krzesełka analizowałem jego słowa, ale faktycznie teraz już nie rozumiałem o co mu chodzi. Usiedliśmy na krzesełku, które
do nas podjechało i zaczęliśmy się wznosić ku górze. Nie zdążyłem nawet otworzyć ust, żeby wreszcie dowiedzieć się o co chodzi Miętusowi, bo właśnie sam zaczął mówić.
- Nie chodzi tylko o to, że ona podoba mi się z wyglądu. Może spędziłem z nią mało czasu, ale myślę, że zdążyłem poznać ją wystarczająco, by móc mówić, że
ma wspaniały charakter i osobowość. Jest taka dobra i kochana... Cały czas o niej myślę.. Chciałbym, żeby i ona czuła do mnie to samo, ale tak naprawdę nie wiem na czym stoję.
Uśmiechnąłem się delikatnie. Mój przyjaciel się zakochał i to tak na serio. Zawsze nie podobały mi się dziewczyny, które wokół niego się kręciły. Krzysiek miał pecha i muszę przyznać, że
przyciągał typ panienek, które chcą się przy nim lansować albo uważają, że zarabia nie wiadomo jaką kasę i całą będzie wydawał na nie. Pierwszy raz byłem o niego spokojny. Wiedziałem, że
Dominika to odpowiednia dziewczyna dla niego i miałem nadzieję, że ona też to zauważyła.
- Titus kto jak kto, ale Ty byś nie miał u niej szans?- poklepałem go przyjaźnie po plecach.
- Oj Kocie, Kocie...Ty nie znasz się na dziewczynach, więc od udzielania mi jakichkolwiek rad powinieneś być daleki.- wytknął mi język, ale po chwili spoważniał.
- No co Ty stary, naprawdę myślisz, że mogłaby się w Tobie nie zakochać?
- A co jeśli uważa mnie za fajnego kumpla? Nie chce być dla niej tylko przyjacielem, rozumiesz?- w spojrzeniu Miętusa krył się ból, on naprawdę bał się, że tak może być.
- Rozumiem, rozumiem....- potarłem dłonią o czoło zastanawiając się, co mogę dla niego zrobić.- Posłuchaj może ja z nią pogadam po konkursie, wybadam co i jak?
- Nie sądzę, abyś miał okazję...- nasze krzesełko właśnie podjechało na sam szczyt, więc Titus szybko zeskoczył i zaczął się ode mnie oddalać.
- Ej czekaj! Jak to nie będę miał okazji?
Krzysiek zatrzymał się i zaczekał na mnie.
- Dziewczyny wczoraj wyjechały. Pamiętasz zapraszałem Cię na kolacje, to miała być kolacja pożegnalna.
Klepnąłem się ręką w czoło.
- Kurcze Krzysiek zapomniałem o tym zaproszeniu... Dlaczego nie zadzwoniłeś po mnie, albo nie wysłałeś mi SMS-a?
- No co Ty? Nie chciałem Ci sprawiać kłopotu, wygrałeś, chciałeś to pewnie wszystko sobie ogarnąć, a jeszcze te wszystkie wywiady, konferencja. Dziewczyny też prosiły, żeby nie zawracać Ci głowy, więc
nie dzwoniłem.
Westchnąłem ciężko i spojrzałem na mojego przyjaciela.
- Trzeba było i tak dzwonić. Może i wygrałem, ale świętowanie w waszym gronie było by o wiele fajniejsze, niż te wszystkie wywiady i cała ta reszta.
- Było minęło, nie ważne.
- Miętus, Kot! Do mnie!- Usłyszeliśmy za sobą głos Kruczka, więc grzecznie ruszyliśmy za nim do domku ze sprzętem.
- Proszę bardzo, przebierzcie się i dołączcie do reszty chłopaków, którzy już się rozgrzewają. Za pół godziny skoki treningowe, a potem kwalifikacje. Maciek, Ty nie bierzesz dzisiaj w nich udziału, tak samo jak Kamil i Piotrek.
Posłusznie przebraliśmy się i razem z resztą chłopaków przystąpiliśmy do rozgrzewki. Tak jak wczoraj sprawa Mai chodziła mi po głowie tak dzisiaj ta Krzyśka nie mogła mi z niej zejść. Miałem do niego jeszcze wiele pytań, ale ta rozmowa powinna odbyć się na spokojnie. Teraz najważniejsze znów stawały się skoki. Na te 3-4 godziny musiałem się odciąć i zapomnieć o tym co dzieje się w moim życiu po za obszarem tej skoczni.
- Jak oceniasz swój skok?- zapytał mnie jeden z dziennikarzy.
- Skok sam w sobie nie był zły, może zabrakło kilku metrów, ale jest jeszcze druga seria i na pewno będę walczył.
- Czy ten skok z treningu był dla Ciebie lepszy?
- Ten treningowy skok owszem był trochę dłuższy, ale nie do końca czułem go. Na progu miałem małe problemy, a mimo to udało mi się wyciągnąć z niego zadziwiająco wiele. Ten skok w pierwszej serii był znowu zupełnie odwrotny. Wszystko było dobrze dopracowane, ale może gdzieś zabrakło trochę wiatru.
- Maciek!- usłyszałem za sobą i oboje z dziennikarzem spojrzeliśmy w tą samą stronę. Niedaleko nas stała brunetka i wesoło machała do mnie. Machnąłem do niej i obróciłem się do mojego rozmówcy.
- W takim razie dziękuję i życzę powodzenia w drugiej serii.
- No dziękuję...
Gdy tylko dziennikarz się odwrócił wziąłem narty i ruszyłem do Mai.
- Wiem, że się spieszysz, ale chciałam Cię zapytać czy... spotkasz się ze mną po zawodach?
Zdziwiła mnie ta propozycja, ale w mgnieniu oka przypomniałem sobie, że mamy niedokończony wywiad i pewnie o to chodzi.
- Chciałbym, ale mam pewną sprawę do załatwienia...
- To może wieczorem? Będziesz wolny tak koło 19?- dziewczyna nie dawała za wygraną.
- Szybko obliczyłem sobie, że konkurs skończy się gdzieś koło 17, więc zdążę spotkać się jeszcze z Krzyśkiem, a potem z Mają.
- Tak o 19 mi pasuje.- kiwnąłem głową.
- Świetnie. To jeszcze się dokładnie spiszemy.
- Ok- już miałem odchodzić, kiedy brunetka złapała mnie za rękę i zatrzymała.
- Powodzenia Maciek, trzymam za Ciebie kciuki.
Siedziałem we wnętrzu Audi już od jakiś 10 minut czekając na Titusa. Ileż czasu można się ogarniać? Właśnie otworzyły się drzwiczki i do samochodu wpadł Krzysiek.
- Sorry stary, ale wiesz uciec przed fankami wcale nie tak łatwo.
- Miętus miałeś tylko iść po rzeczy, gdzie one niby Cię tam dopadły?
- One są wszędzie człowieku...-Krzysiek uśmiechnął się pod nosem i odpalił silnik.
- Czujesz już na sobie tą presję?
- Jaką presję?- odpowiedziałem zdziwiony.
- No wczoraj wygrywasz konkurs, a dzisiaj tylko 5 miejsce...Tak się nie robi Kocie.- chłopak cicho się zaśmiał.- Media nie dadzą Ci żyć.
- A przestań..Sam widziałeś moje skoki, nie były złe, a że nie wystarczyły na podium to już inna bajka. Wygrałem jeden konkurs, więc to nie powód, żeby twierdzić, że będę wygrywał każdy kolejny. Nie jestem austriacką gwiazdeczką.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Masz szczęście, że Kamil wygrał. Przynajmniej zajmą się nim i Ciebie nie będą już tak gnębić.
- Ja tam im powiedziałem co miałem powiedzieć. Skoki sprawiają mi frajdę i to najważniejsze, a nie to by co konkurs wygrywać i zatracić tą radość.
- O tak Skarbie, tu się z Tobą zgodzę...Ewa została z Kamilem?
- Tak pytałem jej czy jedzie z nami, ale chciała jeszcze zostać. Poza tym co robiła by w pustym mieszkaniu do późnego wieczora, a tak pobędzie sobie trochę z ludźmi.
- No i ma dziewczyna rację. Wiesz, czasem zazdroszczę Kamilowi takiej żony.
- Nie Ty jeden.- puściłem oczko.- A właśnie to co robimy z Dominiką?
- No jak to co? Nic...
- Chyba sobie żartujesz, tak tego nie zostawię.
Naszą rozmowę przerwał dźwięk telefonu Krzyśka.
- SMS, weź odczytaj, ja teraz nie mogę.
Wziąłem jego telefon i zacząłem czytać na głos:
" Krzysiu już niedługo zostaniemy sąsiadami.
Wynajęłyśmy razem z Olką mieszkanie w Zakopanem.
Za tydzień się wprowadzamy.
Mam nadzieję, że odwiedzisz nas razem ze swoimi przyjaciółmi w nowym lokum.
Pozdrawiam, Dominika. "
- I co?- nie potrafiłem ukryć zadowolenia.- I Ty mi powiesz, że ona nic do Ciebie nie czuje? A wprowadza się do Zakopanego ze względu na Kruczka, tak?
- Oj no dobra, dobra.- Titus sam nie potrafił ukryć radości.- A może i na Kruczka, skąd ja mam wiedzieć?- rzucił rozbawiony moim pomysłem.
- Weź bo jak Cie zaraz walne debilu- zaśmiałem się głośno- Czyli sprawa załatwiona, pogadam z Dominiką na tej "parapetówie" i wszystko będzie jasne.
Tak się cieszyłem, że sprawę Krzyśka mam już prawię załatwioną. Jasne, istniał margines prawdopodobieństwa, że dziewczyna może nie odwzajemniać jego uczuć, ale po tym SMS-ie miałem coraz mniejsze wątpliwości. Wziąłem szybki prysznic, ogarnąłem się trochę i ruszyłem na spotkanie z Mają. Wcześniej umówiliśmy się na tej samej ławce co podczas wywiadu. Wysiadłem z auta, ciesząc się, że zaraz ją zobaczę. Zakopiańskie uliczki pokrywały się białym puchem, gdyż od popołudnia padał gęsty śnieg. Jak dla mnie świetna pogoda. Zamknąłem samochód i poszedłem na rynek. Dziewczyna już tam była. Chwilę przyglądałem się jak łapie na ręce płatki śniegu i przygląda się ich kształtom. Sam często lubiłem tak robić, ale zapewne wyglądałem wtedy komicznie, a jej dodawało to uroku. Tym razem nie udało mi się jej zaskoczyć, bo zobaczyła mnie zanim do niej podszedłem. Uśmiechała się delikatnie i widać, że dzisiaj nie było mowy o wracaniu do jakichkolwiek smutnych wspomnień.
- Cześć Kocie!
- Cześć mała.
Każda dziewczyna w tym momencie zaczęła by się ze mną kłócić, że wcale nie jest mała, że to, że tamto, ale nie ona.
- Jak minął kolejny dzień pełen przygód?
- Szybko i całkiem zabawnie, muszę przyznać. Już dawno nie śmiałem się tyle co dzisiaj.
- No to fajnie, fajnie. Zastanawiasz się pewnie dlaczego Cię tu wyciągnęłam o tej porze i w taką pogodę?
- Zapewne mamy do dokończenia wywiad.
Maja uśmiechnęła się lekko i powoli pokręciła głową.
- To znaczy...wywiad musimy kiedyś dokończyć, ale dziś chciałam po prostu spędzić z Tobą trochę czasu, jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko?- spojrzała na mnie z napięciem wyczekując mojej odpowiedzi.
Chciała ze mną spędzić trochę czasu?- powtórzyłem w myślach- Czy ten dzień może być jeszcze lepszy?
- To mnie teraz zaskoczyłaś...nie spodziewałem się.
Policzki dziewczyny lekko poczerwieniały.
- No wiesz, jutro wracam do Austrii, dziś załatwiłam już wszystkie sprawy, no i nie miałam co z sobą zrobić, więc pomyślałam, że wyciągnę Cię na spacer.
- Jutro już wracasz?- moja radość nagle gdzieś uleciała.
- No tak, jest już po konkursie, nic tu po mnie. Teraz muszę wrócić do siebie, zająć się paroma artykułami i przygotować na kolejne zawody.
Odetchnąłem spokojniej. Więc w kolejnym tygodniu znów się zobaczymy. Tyle chyba przetrzymam.
- Ktoś tu mówił o jakimś spacerze.- wstałem i podałem jej rękę.
Spletliśmy swoje dłonie i ruszyliśmy na przechadzkę po rynku. Zacząłem się zastanawiać, czy za czasem nie śnię. Wokół nas wirowały płatki śniegu, a ja miałem u swojego boku wspaniałą dziewczynę. Rozmawialiśmy o różnych błahostkach, a dla mnie każde jej słowo, każda uwaga, były tak ważne, by poznać ją choć trochę bliżej. Bardzo chciałem ją zapytać o przeszłość, ale wiedziałem, że tym pytaniem zniszczę wszystko co udało mi się dzisiaj dostać. Dlatego pytałem ją o najmniej istotne rzeczy, sam opowiadałem jej o skokach i o naszych wygłupach na skoczni, albo o spotkaniach poza nią. Maja śmiała się szczerze z każdej historyjki, a ja czułem się jakbym wygrał dziś coś więcej niż mogę sobie wyobrazić. Po godzinnym spacerze znów wróciliśmy na chwilę, na ławkę, by dać odpocząć nogom.
- Zimno Ci?- spytałem widząc jak mocniej naciąga czapkę na uszy.
- Trochę..- przygryzła lekko dolną wargę.
- Choć tu.- uśmiechnąłem się i przyciągnąłem ją do siebie, zamykając w mocnym uścisku.
- Dziękuję.
- Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie.
Oparła głowę na moim ramieniu i westchnęła.
- Jest za co. Za ten cudowny wieczór, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak dobrze czułam się w towarzystwie mężczyzny.
- Zawsze do usług.- pochyliłem się lekko i dałem jej buziaka w czoło.
Jeszcze przez kilka minut siedzieliśmy tak przytuleni do siebie, ale wiedziałem, że pora się żegnać.
- Choć zawiozę Cie do hotelu, bo całkiem przemarzniesz i się rozchorujesz, a musisz być w formie.
Dziewczyna trochę niechętnie wstała, ale bez marudzenia udała się za mną do samochodu.
- O której masz jutro samolot?- zapytałem, gdy już zaparkowałem pod jej hotelem.
- O 14, a dlaczego pytasz?
- No chciałbym się z Tobą pożegnać na lotnisku, w końcu cały tydzień nie będziemy się widzieć.
- Nie chce żebyś tam był...- powiedziała smutno.
- Dlaczego?
- Nie lubię takich pożegnań... A poza tym jak sam mówisz, już za tydzień się widzimy.
- A może dasz się przekonać? Nie będziesz musiała brać taksówki, zawiozę Cie.
- Nie Maciek, naprawdę nie cierpię takich rozstań.
- Dobrze, skoro tak wolisz...- teraz i mnie zrobiło się smutno.
- Nie smuć się, bo następnym razem jak wyciągnę Cie na spacer to tak natrę Cie śniegiem, że popamiętasz.- uśmiechnęła się lekko.
- Akurat, bo już sobie ze mną dasz radę.- odpowiedziałem rozbawiony.
- Zobaczymy, zobaczymy.- pokiwała mi palcem przed oczami- Muszę już iść.- przysunęła się do mnie i dała mi całusa w policzek po czym odsunęła się na kilka centymetrów, spojrzałem jej tylko w oczy, a już po chwili całowałem. Pierwsza myśl, która przeszła mi przez głowę, to to, że dziewczyna zaraz odsunie się ode mnie, a potem ucieknie z samochodu i powie, że nie tego się po mnie spodziewała, ale miałem się mocno zdziwić. Maja odwzajemniła mój pocałunek. Po chwili dopiero oderwaliśmy się od siebie, brunetka uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała mi w oczy.
- Do zobaczenia Maćku.- rzuciła tylko i wysiadła.
________________________________________________________
Z tego co słyszę to wiele osób ostatnio dopadła wspaniała wena, mnie też dopadła i macie tym razem coś tak " na słodko" :P Miłego czytania :)
Blog poświęcony jest skoczkowi Maciejowi Kotowi. Opowiadanie pisane jest z jego perspektywy; jego oczami. Wszystkich, którzy kochają skoki narciarskie zapraszam do czytania. Dwa pierwsze rozdziały możecie przeczytac tu http://polskieskoki.blog.onet.pl/
środa, 6 lutego 2013
piątek, 1 lutego 2013
Rozdział 11
Wszędzie ciemność. Po chwili zobaczyłem przed sobą jedyny jasny punkt, więc zacząłem podążać w jego kierunku. Z każdym krokiem jasność rozlewała się coraz bardziej wokół mnie. W końcu stanąłem przed dużymi szklanymi drzwiami, pchnąłem je zdecydowanie i blask słońca oślepił mnie tak, że musiałem zakryć oczy dłonią. Minęła chwila zanim spojrzałem znów w przestrzeń. Znajdowałem się na zeskoku Wielkiej Krokwi, właściwie za bandami, a przede mną w odległości jakiś 50 metrów stały wszystkie bliskie mi osoby. Byli tam moi rodzice, Kuba, Kamil z Ewą, Piotrek, Krzysiek, Dawid, Bartek, Łukasz, kilka pozostałych osób ze sztabu, z którymi mam bardzo dobry kontakt, kilku młodszych skoczków, a na środku tego zgromadzenia stała ona- Maja. Uśmiechała się do mnie szeroko i przywoływała mnie ręką do siebie. Bardzo chciałem tam podejść, ale coś mnie zatrzymywało, nie pozwalało ruszyć się z miejsca. Stałem więc tak i patrzyłem na nich nie wiedząc co zrobić dalej. Co chwilę przenosiłem wzrok z jednej osoby na drugą szukając jakiejś pomocy z ich strony, ale tak naprawdę nikt nie zwracał na mnie uwagi oprócz Mai. Jakby tego było mało, moi bliscy zaczęli opuszczać zeskok, teraz tym bardziej chciałem się znaleźć jak najbliżej ich wszystkich, ale moje starania na nic się zdały. Próbowałem krzyczeć, ale tak jakby mnie nie słyszeli. Zaczęła ogarniać mnie panika, dlaczego Maja mnie widziała, a oni nie? Dlaczego ich nie zatrzymała, dlaczego nie podeszła do mnie? Tyle pytań nagle zaczęło mi się cisnąć do głowy. Po chwili nie było już tam nikogo, oprócz dziewczyny. I wtedy udało mi się ruszyć, już prawie byłem przy niej i wtedy się obudziłem.
Oddychałem szybko, jakbym pokonał jakiś olbrzymi dystans. Podciągnąłem się na łokciach i oparłem głowę o ścianę. Spojrzałem na zegarek i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jest dopiero krótko po 6. Na skoczni miałem być dzisiaj około 9, więc miałem trochę czasu, ale wiedziałem, że już nie zasnę. To co właśnie przed chwilą doświadczyłem wprawiało mnie z każdą sekundą w coraz gorszy humor. Co to niby miało znaczyć? Nawet nie chciałem się nad tym zastanawiać. Zawsze śmieszyło mnie to, że ludzie przypisują jakieś znaczenie snom i innym rzeczom, ale teraz sam zachodziłem w głowę co to miało znaczyć, bo chyba coś znaczyło. Takie bynajmniej miałem wrażenie. Odetchnąłem głęboko i postanowiłem, że nie będę już dzisiaj o tym myślał, to tylko sen i już. Wstałem z łóżka i poszedłem po laptopa. Włączyłem go i znów wygodnie usadowiłem się w łóżku. Na początek sprawdziłem facebook'a, a potem pocztę. Odpisałem na kilka wiadomości, po czym włączyłem sobie jeden z odcinków Top Gear, żeby trochę się zrelaksować, a nic tak nie odprężało mnie jak siatkówka i samochody. Dzięki temu czas zleciał mi bardzo szybko. Właśnie miałem wstawać kiedy usłyszałem ciche pukanie.
- Proszę.
Drzwi uchyliły się i do środka zajrzała mama.
- Wstałeś już skarbie? Krzyś po Ciebie przyjechał.
- Ok, już schodzę tylko wezmę szybki prysznic.
Po kwadransie byłem już gotowy by kolejny raz podbijać skocznie, uśmiechnąłem się sam do siebie i ruszyłem do salonu. Moja mama w najlepsze prowadziła rozmówki z Titusem. Rozsiadłem się w jednym z foteli, przysłuchując się o czym rozmawiają. Niestety nie wiele usłyszałem, bo gdy tylko Miętus mnie zobaczył stwierdził, że musimy szybko się zbierać na skocznie. Miałem nadzieję, że trochę się pośmieje oglądając jak Krzyś męczy się odpowiadając na wszystkie pytania mojej rodzicielki, no ale musiałem obejść się smakiem. Wstałem więc i ruszyliśmy do samochodu.
- Dawno nie miałem okazji porozmawiać sobie z Twoją mamą.- rzucił Miętus, gdy tylko znaleźliśmy się we wnętrzu jego Audi.- Ona jest gorsza od Ciebie, jak coś ją interesuje to wyciągnie to z człowieka choćby nie wiem co.- żalił się skoczek z miną małego, biednego szczeniaczka.
- Znasz ją, już taka jest.- odpowiedziałem z rozbawieniem- A co tak bardzo interesowało ją tym razem?
- Czy masz kogoś na oku...
No i już tak bardzo nie było mi do śmiechu.
- Co jej powiedziałeś?- okręciłem się na fotelu tak by dokładnie widzieć twarz przyjaciela.
- No...że polubiłeś moją kuzynkę...
- Że co?- pokręciłem głową. - Krzysiek posłuchaj...
- Nie, to Ty Maciek posłuchaj. Ja wiem jak jest. Ewa coś wspominała, że w Innsbrucku poznałeś kogoś i chyba Ci na niej zależy. Rozumiem, kapuje, ok? Ale co chciałeś żebym powiedział to Twojej mamie? Chciałbyś żeby to Ciebie wypytywała o tą dziewczynę? A poza tym nie powiedziałem nic co by nie było prawdą, co nie?
- No tak, ale...
- Nie ma żadnego ale.- Krzysiek uśmiechnął się szeroko- Ola też bardzo Cie polubiła, ale wiesz jeśli chodzi o przystojniaków to ona jest z tych, które wolą typ Kłuska.
Zrobiłem duże oczy i uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Co Ty mówisz? Ola i Bartek? Ale jak to?
- Oj Kocie gdybyś chociaż trochę żył w tym świecie, wiedziałbyś, że jest coś na rzeczy. A poza tym jak Cie nie było to starałem się jej zorganizować czas, ale ona lepiej wie co jest dla niej dobre.- chłopak nie przestawał się uśmiechać.
- Krzysiek...
- No?
- A co u Ciebie? Ten mój wyjazd, potem wygrana, zero wolnego czasu..Prawie wcale nie gadamy..no jedynie o sprawach związanych ze skokami. Co u Ciebie i Dominiki?
Krzysiek nie odpowiedział mi tylko skręcił w drogę prowadzącą do domu Stochów.
- Pogadamy o tym potem dobra?
- Niech będzie, ale powiedz mi, mieliśmy w planach zabranie Kamila?
- Nie.
- To po co jedziemy do jego domu?
Zatrzymaliśmy się właśnie pod domem Stochów a odpowiedź na moje pytanie pojawiła się w drzwiach. Ewa pomachała do nas, poprawiła torbę na swoim ramieniu i zamknęła drzwi. Wsadziła klucze do kieszeni i po chwili siedziała na tylnym siedzeniu.
- Cześć łobuzy!- spojrzała po nas- Jedziemy?
- No pewnie, mamy mało czasu.
- No to szybciutko, bo Kruczek da wam popalić.
Oboje z Krzyśkiem wywróciliśmy oczami co nie uszło uwadze Ewy, ale oberwało się tylko mnie.
- A Ty Kocie co? Uważasz, że wygrałeś wczorajszy konkurs to dzisiaj wszystko Ci wolno?
Miętus ledwie skupiał się na prowadzeniu, powstrzymując śmiech, a i mi nie dużo było trzeba by udzielił się ten sam nastrój.
- Ale ja się nawet nie odezwałem- próbowałem się bronić.
- No to co? Myślisz, że nie wiem co tam sobie myślisz?- dziewczyna ledwie sama zachowywała powagę.
- Ona zna każdą Twoją myśl, strzeż się- dorzucił Krzysiek i teraz już wszyscy śmialiśmy się głośno.
Ewa wyjęła z torby aparat i zaczęła nam robić zdjęcia, więc my zaczęliśmy się prześcigiwać w robieniu jak najgłupszych min. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Titus zaparkował i nadal zataczając się ze śmiechu wyszliśmy z auta.
- A tu co tak wesoło? Zjaraliście się czegoś?- przy nas pojawił się Piotrek z nartami w ręce, który wybierał się już na górę.
- Piotruś mamy tu tyle tego, że i dla Ciebie wystarczy- szepnęła Ewa ledwie powstrzymując śmiech.
- A przestań, ja nic od was nie chce- Wiewiór machnął ręką i ruszył na wyciąg, ale odwrócił się jeszcze i rzucił- Ale możemy się spotkać po konkursie w tym magicznym samochodzie, więc zostawcie coś dla mnie- puścił oczko i odszedł.
Nie wiem kiedy ostatnio tak się śmiałem, ale było mi to naprawdę potrzebne. Tak bardzo się cieszyłem, że mam takich przyjaciół. Nie musiałem się nawet odzywać, a oni i tak potrafili sprawić, że dzień wydawał się wspaniały. Całą trójką oparliśmy się o samochód i staraliśmy się opanować śmiech. Kiedy udało nam się już mniej więcej dojść do siebie przytuliłem Ewę i rozstaliśmy się. Ona poszła do biur znajdujących się pod skocznią, a ja z Krzyśkiem ruszyliśmy w drugim kierunku, na górę Krokwi.
___________________________________________
Tak wiem krótki ;) ale to jest taki rozdzialik coby nam się humor poprawił ;) można powiedzieć taki przerywnik mały :D Ja również mam ferie, więc zaczynam już szykować kolejny rozdział taki " na poważnie" i myślę, że w końcu dłuższy :) Także do następnego, już niebawem :P
Oddychałem szybko, jakbym pokonał jakiś olbrzymi dystans. Podciągnąłem się na łokciach i oparłem głowę o ścianę. Spojrzałem na zegarek i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jest dopiero krótko po 6. Na skoczni miałem być dzisiaj około 9, więc miałem trochę czasu, ale wiedziałem, że już nie zasnę. To co właśnie przed chwilą doświadczyłem wprawiało mnie z każdą sekundą w coraz gorszy humor. Co to niby miało znaczyć? Nawet nie chciałem się nad tym zastanawiać. Zawsze śmieszyło mnie to, że ludzie przypisują jakieś znaczenie snom i innym rzeczom, ale teraz sam zachodziłem w głowę co to miało znaczyć, bo chyba coś znaczyło. Takie bynajmniej miałem wrażenie. Odetchnąłem głęboko i postanowiłem, że nie będę już dzisiaj o tym myślał, to tylko sen i już. Wstałem z łóżka i poszedłem po laptopa. Włączyłem go i znów wygodnie usadowiłem się w łóżku. Na początek sprawdziłem facebook'a, a potem pocztę. Odpisałem na kilka wiadomości, po czym włączyłem sobie jeden z odcinków Top Gear, żeby trochę się zrelaksować, a nic tak nie odprężało mnie jak siatkówka i samochody. Dzięki temu czas zleciał mi bardzo szybko. Właśnie miałem wstawać kiedy usłyszałem ciche pukanie.
- Proszę.
Drzwi uchyliły się i do środka zajrzała mama.
- Wstałeś już skarbie? Krzyś po Ciebie przyjechał.
- Ok, już schodzę tylko wezmę szybki prysznic.
Po kwadransie byłem już gotowy by kolejny raz podbijać skocznie, uśmiechnąłem się sam do siebie i ruszyłem do salonu. Moja mama w najlepsze prowadziła rozmówki z Titusem. Rozsiadłem się w jednym z foteli, przysłuchując się o czym rozmawiają. Niestety nie wiele usłyszałem, bo gdy tylko Miętus mnie zobaczył stwierdził, że musimy szybko się zbierać na skocznie. Miałem nadzieję, że trochę się pośmieje oglądając jak Krzyś męczy się odpowiadając na wszystkie pytania mojej rodzicielki, no ale musiałem obejść się smakiem. Wstałem więc i ruszyliśmy do samochodu.
- Dawno nie miałem okazji porozmawiać sobie z Twoją mamą.- rzucił Miętus, gdy tylko znaleźliśmy się we wnętrzu jego Audi.- Ona jest gorsza od Ciebie, jak coś ją interesuje to wyciągnie to z człowieka choćby nie wiem co.- żalił się skoczek z miną małego, biednego szczeniaczka.
- Znasz ją, już taka jest.- odpowiedziałem z rozbawieniem- A co tak bardzo interesowało ją tym razem?
- Czy masz kogoś na oku...
No i już tak bardzo nie było mi do śmiechu.
- Co jej powiedziałeś?- okręciłem się na fotelu tak by dokładnie widzieć twarz przyjaciela.
- No...że polubiłeś moją kuzynkę...
- Że co?- pokręciłem głową. - Krzysiek posłuchaj...
- Nie, to Ty Maciek posłuchaj. Ja wiem jak jest. Ewa coś wspominała, że w Innsbrucku poznałeś kogoś i chyba Ci na niej zależy. Rozumiem, kapuje, ok? Ale co chciałeś żebym powiedział to Twojej mamie? Chciałbyś żeby to Ciebie wypytywała o tą dziewczynę? A poza tym nie powiedziałem nic co by nie było prawdą, co nie?
- No tak, ale...
- Nie ma żadnego ale.- Krzysiek uśmiechnął się szeroko- Ola też bardzo Cie polubiła, ale wiesz jeśli chodzi o przystojniaków to ona jest z tych, które wolą typ Kłuska.
Zrobiłem duże oczy i uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Co Ty mówisz? Ola i Bartek? Ale jak to?
- Oj Kocie gdybyś chociaż trochę żył w tym świecie, wiedziałbyś, że jest coś na rzeczy. A poza tym jak Cie nie było to starałem się jej zorganizować czas, ale ona lepiej wie co jest dla niej dobre.- chłopak nie przestawał się uśmiechać.
- Krzysiek...
- No?
- A co u Ciebie? Ten mój wyjazd, potem wygrana, zero wolnego czasu..Prawie wcale nie gadamy..no jedynie o sprawach związanych ze skokami. Co u Ciebie i Dominiki?
Krzysiek nie odpowiedział mi tylko skręcił w drogę prowadzącą do domu Stochów.
- Pogadamy o tym potem dobra?
- Niech będzie, ale powiedz mi, mieliśmy w planach zabranie Kamila?
- Nie.
- To po co jedziemy do jego domu?
Zatrzymaliśmy się właśnie pod domem Stochów a odpowiedź na moje pytanie pojawiła się w drzwiach. Ewa pomachała do nas, poprawiła torbę na swoim ramieniu i zamknęła drzwi. Wsadziła klucze do kieszeni i po chwili siedziała na tylnym siedzeniu.
- Cześć łobuzy!- spojrzała po nas- Jedziemy?
- No pewnie, mamy mało czasu.
- No to szybciutko, bo Kruczek da wam popalić.
Oboje z Krzyśkiem wywróciliśmy oczami co nie uszło uwadze Ewy, ale oberwało się tylko mnie.
- A Ty Kocie co? Uważasz, że wygrałeś wczorajszy konkurs to dzisiaj wszystko Ci wolno?
Miętus ledwie skupiał się na prowadzeniu, powstrzymując śmiech, a i mi nie dużo było trzeba by udzielił się ten sam nastrój.
- Ale ja się nawet nie odezwałem- próbowałem się bronić.
- No to co? Myślisz, że nie wiem co tam sobie myślisz?- dziewczyna ledwie sama zachowywała powagę.
- Ona zna każdą Twoją myśl, strzeż się- dorzucił Krzysiek i teraz już wszyscy śmialiśmy się głośno.
Ewa wyjęła z torby aparat i zaczęła nam robić zdjęcia, więc my zaczęliśmy się prześcigiwać w robieniu jak najgłupszych min. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Titus zaparkował i nadal zataczając się ze śmiechu wyszliśmy z auta.
- A tu co tak wesoło? Zjaraliście się czegoś?- przy nas pojawił się Piotrek z nartami w ręce, który wybierał się już na górę.
- Piotruś mamy tu tyle tego, że i dla Ciebie wystarczy- szepnęła Ewa ledwie powstrzymując śmiech.
- A przestań, ja nic od was nie chce- Wiewiór machnął ręką i ruszył na wyciąg, ale odwrócił się jeszcze i rzucił- Ale możemy się spotkać po konkursie w tym magicznym samochodzie, więc zostawcie coś dla mnie- puścił oczko i odszedł.
Nie wiem kiedy ostatnio tak się śmiałem, ale było mi to naprawdę potrzebne. Tak bardzo się cieszyłem, że mam takich przyjaciół. Nie musiałem się nawet odzywać, a oni i tak potrafili sprawić, że dzień wydawał się wspaniały. Całą trójką oparliśmy się o samochód i staraliśmy się opanować śmiech. Kiedy udało nam się już mniej więcej dojść do siebie przytuliłem Ewę i rozstaliśmy się. Ona poszła do biur znajdujących się pod skocznią, a ja z Krzyśkiem ruszyliśmy w drugim kierunku, na górę Krokwi.
___________________________________________
Tak wiem krótki ;) ale to jest taki rozdzialik coby nam się humor poprawił ;) można powiedzieć taki przerywnik mały :D Ja również mam ferie, więc zaczynam już szykować kolejny rozdział taki " na poważnie" i myślę, że w końcu dłuższy :) Także do następnego, już niebawem :P
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)