Odwróciłem się i zobaczyłem niską blondynkę, która wyciągała właśnie w moją stronę zeszyt i długopis.
- Mogę prosić o autograf?- uśmiechnęła się szeroko.
Moja nadzieja w jednej chwili rozwiała się jak mgła. Nie mam pojęcia jaką musiałem mieć minę, ale dziewczyna była wyraźnie w szoku.
- Przepraszam jeśli Ci przeszkadzam...
- Nie, nie w porządku- zmusiłem się do uśmiechu, wziąłem od niej zeszyt, złożyłem w nim swój podpis po czym szybko jej go oddałem.
- Dziękuję- rzuciła i po chwili jej nie było.
Spojrzałem jeszcze raz po hali i dostrzegłem pana Piotra, który nie ruszył się ani o krok. Pomachałem mu i ruszyłem do samolotu.
Wjeżdżając do Zakopanego czuło się już atmosferę jutrzejszych zawodów. Sam nie mogłem się ich doczekać, chciałem sprawdzić swoje możliwości i czy wyjazd przyniósł coś pozytywnego czy może właśnie na odwrót, niepotrzebnie rozregulowałem się. Nie mogłem się też doczekać by zobaczyć przyjaciół. W czasie sezonu czy to zimowego czy też letniego prawie cały czas spędzaliśmy wspólnie, więc mój wyjazd trochę wybił mnie z tego rytmu. Wiedziałem, że muszę odpowiednio skoncentrować się przed jutrem i porządnie odpocząć, ale o dziwo nie czułem się zmęczony.
Po kolacji i krótkiej pogawędce z rodzicami postanowiłem odprężyć się trochę i zaczerpnąć świeżego powietrza. Ubrałem więc ciepłą kurtkę, na głowę zarzuciłem kaptur i wyszedłem z domu. Właściwie nie było zbyt zimno, ale dobrze wiedziałem co dzieje się na ulicach Zakopanego dzień przed zawodami. Wszędzie pełno kibiców, którzy już nie mogą się doczekać jutrzejszego dnia. Nie chciałem by ktoś mnie rozpoznał, nie miałem sił na autografy czy inne zaczepki. Dlatego też skręciłem w jedną z bocznych uliczek, która miała mnie zaprowadzić na upragnione miejsce. Tak, właśnie teraz chciałem zaleźć się na Wielkiej Krokwi, w miejscu pełnym uroku, w którym dorastałem. Miałem nadzieję, że wszystkie przygotowania obiektu są na dziś już zakończone i w spokoju będę mógł trochę posiedzieć. Spojrzałem na zegarek, 23:16. O tej porze powinno być już prawie pusto- pomyślałem. Nie wiele się pomyliłem. Wejście na skocznie było otwarte, ale pilnował go ochroniarz. Ostatnie ekipy odpowiedzialne za przygotowanie Krokwi i całego zaplecza technicznego opuszczały właśnie obiekt.
Ochroniarz nie bardzo chciał pozwolić mi wejść, ale za dobrze wiedział kim jestem by tego nie zrobić.
- Muszę wejść, w biurze zostawiłem ważne notatki dla trenera Kruczka, a muszę mieć je jeszcze na dzisiaj. Waldek błagam Cię, poratuj- poprosiłem robiąc niewinną minę.
- Ok młody, wchodź. Ale wiesz...-pokręcił głową- jakby co to Ciebie tu nie było.
- Jasne, wielkie dzięki. -klepnąłem go w ramię i szybko zniknąłem z pola widzenia.
Okolica skoczni po woli tonęła w ciemnościach, jednak sama Krokiew była bardzo dobrze oświetlona. O każdej porze w nocy można było ją podziwiać, nawet z odległych miejsc Zakopanego. Uważając by niczego nie potrącić, ani nigdzie się nie poślizgnąć, po woli dotarłem do band zeskoku. Stanąłem sobie za jedną z nich i oparłem się wygodnie, podziwiając. Moją uwagę przyciągnęła pewna sylwetka, jak się po chwili okazało dobrze mi znana. Jak mógłbym ją pomylić z kimś innym?- pomyślałem. Jeszcze chwilę patrzyłem jak dziewczyna krząta się po zeskoku z aparatem w ręce po czym niezbyt głośno krzyknąłem:
- Dzień dobry!
Ewa momentalnie się odwróciła, a po chwili, zapewne gdy zorientowała się już z kim ma do czynienia rozłożyła szeroko ręce, jednak nie ruszyła się z miejsca. Dopiero gdy przeskoczyłem bandę i ruszyłem w jej kierunku ona także poszła moim śladem. Uśmiechała się szeroko na mój widok, a gdy byłem już tylko o kilka kroków rzuciła się w moje ramiona.
- Kurcze Maciek Ty to masz wejście jak nikt inny!- powiedziała radośnie i uścisnęła mnie mocno.
Prychnąłem rozbawiony i przytuliłem ją mocno. Po chwili odsunąłem ją na wyciągnięcie swoich rąk i spojrzałem na nią. Moja najlepsza przyjaciółka, Ewa Bilan-Stoch, żona wspaniałego skoczka Kamila Stocha, pani fotograf. Uśmiechnąłem się lekko, a ona zmierzyła mnie od stup do głów.
- Skarbie, a Tobie co, mowę odjęło?- zaśmiała się.
- Nie, po prostu tak dawno Cie nie widziałem.- jęknąłem.
- Oj dawno, dawno...-przytaknęła.
- Co Ty za sesje zdjęciowe sobie tu urządzasz bez swojego najlepszego modela?- puściłem jej oczko.
- A gdzie to mój najlepszy model sobie podróżuje co?
- Aaa..sprawy zawodowe. A tak na serio to co Ty tu wyprawiasz sama o tej porze? Że też Kamil Ci na to pozwala.
- A pozwala, pozwala, bo wie jaką wspaniałą i silną żonę ma- uśmiechnęła się - Nie mogłam wysiedzieć w domu przed jutrzejszym, dlatego przyszłam tu już dziś. Nawet nie wiedziałam jak tu może być pięknie kiedy skocznia jest taka opuszczona i cicha. Zazwyczaj widuje tu mnóstwo kibiców i pełno mordek skoczków, także nie miałam jeszcze sposobności zrobić takiej unikatowej sesji, a dzisiaj mnie właśnie taki pomysł naszedł i proszę, jestem.
Pokręciłem tylko z rozbawieniem głową i objąłem ją ramieniem.
- No chyba, że chcesz się załapać na parę fotek?
- O nie, nie mam na to siły, a znając Ciebie nieźle byś mnie wymęczyła, by tylko efekt był zadowalający.
- Oszałamiający nie zadowalający! Ile razy mam Ci to powtarzać?- dała mi prztyczka w nos.
Kiwnąłem tylko głową na znak, że rozumiem wszystko co powiedziała, a ona spojrzała na mnie, chwile mi się przyglądała, a całe rozbawienie nagle gdzieś zniknęło.
- Panie Kot, pan jest coś zbyt cichy jak na mój gust.
Kiedy nie odpowiedziałem wróciła po swój sprzęt, przez chwile składała wszystko po czym wróciła do mnie.
- Na dziś już skończyłam, wiem, że nie powinnam Cie zatrzymywać o tej porze, ale chyba powinniśmy pogadać, co? Albo wiem, odwiozę Cie do domu i wtedy pogadamy, bo jak znając Ciebie to pewnie nie jesteś tu samochodem tak?
- No tak. Ok, więc chodźmy stąd tylko powiedz, że w swoim plecaku masz jakieś papiery.
Ewa zdziwiła się trochę, ale zajrzała do plecaka po czym podała mi plik jakiś formularzy po czym udaliśmy się ku wyjściu. Przy bramie machnąłem ochroniarzowi "dokumentami" i rzuciłem krótkie dziękuję. Oddałem Ewie papiery i wsiedliśmy do samochodu państwa Stoch. Opowiedziałem Ewie o moim pobycie u państwa Nowakowskich, o Majce i o tym, że nie wiem dlaczego nigdy jej nie spotkałem.
Ewa też uważała, że jest to dziwne, że chodź bywa często na zawodach zawsze się jak widać mijaliśmy. Jednak obiecała mi, ze postara się czegoś dowiedzieć na temat dziewczyny, gdyż sama zauważyła, że zależy mi na Majce. Byłem jej wdzięczny, że chce mi pomóc, gdyż zdawałem sobie sprawę, że jak na razie chyba sam jestem z moim małym problemem.
Przepraszam, miał być w poprzedni weekend- nie było go, miał być długi- nie jest, miał być dobry- nie jest :/
No cóż przygotowany rozdział mi się skasował i musiałam improwizować, a poza tym dużo szkoły, a mało wolnego czasu:( No, ale taki jakiś przerywnik w akcji jest. Do następnego, mam nadzieję lepszego :)
Miłego czytania:)
Blog poświęcony jest skoczkowi Maciejowi Kotowi. Opowiadanie pisane jest z jego perspektywy; jego oczami. Wszystkich, którzy kochają skoki narciarskie zapraszam do czytania. Dwa pierwsze rozdziały możecie przeczytac tu http://polskieskoki.blog.onet.pl/
czwartek, 18 października 2012
sobota, 6 października 2012
Rozdział 7
Kiedy się obudziłem poczułem zapach kawy. Leniwie otworzyłem oczy i zobaczyłem, że na stoliku obok mojego łóżka stoi kawa, a obok niej leżała jakaś karteczka. Podparłem się na łokciach i usadowiłem wygodnie po czym wziąłem ją do rąk i przeczytałem:
Nie chciałam Cię budzić by się pożegnać, więc tylko zostawiłam kawę. Mam nadzieję, że będzie Ci smakować, to takie małe podziękowanie za wczorajszy wieczór i że dzięki Tobie nie był on tak bolesny i smutny. Chyba nie uda nam się pożegnać przed Twoim powrotem do Polski, dlatego już teraz życzę Ci wszystkiego najlepszego i będę za Ciebie trzymać kciuki, abyś wygrywał wszystkie zawody ;)
Jeszcze raz Ci dziękuję...Trzymaj się.
Majka
Spojrzałem na zegarek, który wyświetlał 9:06. Zastanawiałem się, gdzie teraz jest Maja i dlaczego ma nam się nie udać spotkać przed moimwyjazdem. Przypomniałem sobie, że ostatnio zostawiła mnie i swojego ojca pod skocznią, a sama udała się w jej okolice. Pracowała tam? Zrozumiałem, że chciaż poznałem jej sekret nie oznaczało to, że wiem o niej wszystko. Tak naprawdę wciąż niewiele wiedziałem.
Wzięłem do rąk kubek z kawą i upiłem łyka. Gorący napój był pyszny, dziewczyna znała się na rzeczy. Gdy wypiłem już wszystko niechętnie wstałem z łóżka, wziąłem prysznic i po chwili byłem na dole w kuchni, gdzie zastałem pana Piotra.
- Dzień dobry!- przywitałem się grzecznie.
- Cześć Maciusiu. Siadaj, właśnie miałem po Ciebie iść, żebyśmy mogli spokojnie zjeść śniadanie i ruszać na skocznie. Ciesze się, że nie musiałem Cię budzić, nie lubię tego- puścił do mnie oczko.
Usiadłem więc koło mojego obecnego trenera i zabrałem się za przygotowanie sobie kanapek.
- Masz może ochotę na kawę?- zagadnął.
- Nie dziękuję, już piłem- uśmiechnąłem się widząc dezorientację mężczyzny i pospieszyłem z wyjaśnieniem- Maja zrobiła mi rano kawę i zostawiła ją u mnie w pokoju zanim się obudziłem. Właściwie to chciałem zapytać, gdzie ona jest?
- Majusia zrobiła Ci kawę? - pan Nowakowski spojrzał na mnie szeroko otwierając oczy z niedowierzania- a jeszcze wczoraj wydawało mi się, że nawet nie potraficie ze sobą normalnie porozmawiać.
- Udało nam się wreszcie dojśc do porozumienia- znów uśmiechnąłem się lekko.
- Bardzo sie ciesze- pan Piotrek nadal nie dowierzał, ale odwzajemnił mój uśmiech. - A Majeczka musiała wcześniej pojechac do pracy, ma wywiad z nowo wschodzącą gwiazdeczką Austriackich skoków.
- To Majka jest dziennikarką?- teraz ja byłem lekko rozbity.
- Nie wiedziałeś? - mężczyzna z jeszcze większym niedowierzaniem popatrzył na mnie.
- Nie... Nigdy podczas zawodów nie spotkałem jej...
- Dziwna sprawa.. Gdyby pracowała tylko tu na miejscu to wszystko było by jasne, ale Majeczka nie opuszcza prawie żadnych zawodów.
- Ma pan racje, dziwne..
W drodze na skocznie zastanawiałem się jak to możliwe, że nigdy nie udało mi się spotkac Majki w czasie zawodów. Może i ekipa polskich skoczków nie udzielała jakoś wielu wywiadów stacjom zagranicznym, ale jednak Majka dobrze mówiła po Polsku, więc były duże szanse, że mogła takie rozmowy przeprowadzac z Polakami.
Swoje przemyślenia musiałem pozostawic na potem, gdyż za 10 min miał rozpocząc się trening. Dziś o wiele więcej czasu mieliśmy spędzic na sali, wykonując różne ćwiczenia, niż na skoczni. Miałem zagrac jeden mecz siatkówki z ekipą młodych austriackich skoczków, a potem przejśc szereg ćwiczeń, które pomogą mi w dzisiejszych skokach. Na chwilę więc mogłem zapomniec o wszystkim i wziąśc w ręce piłkę, którą kilkanaście lat temu pokochałem. Dziś już wiedziałem, że skoki narciarskie i siatkówka to to czym żyje, jednak nie wiedziałem jeszcze z kim chciałbym dzielic te pasje. Czasem bałem się, że nigdy nie będzie mi dane spotkac tej odpowiedniej osoby. Owszem byłem przekonany, że kogos na pewno spotkam na swojej drodze, ale często martwiło mnie to, że nie będę do końca pewny czy to ta kobieta. W takich chwilach w Polsce miałem przyjaciół, którzy pomagali mi zapomniec o moich obawach, którzy zajmowali mój czas bym nie musiał o tym myślec. Brakowało mi w tej chwili Krzyśka, Piotrka, Kamila czy też Bartka. Brakowało mi również Kuby. Nie wiem dlaczego w pewnym momencie oddaliliśmy się troche od siebie. Już nie byliśmy tymi chłopcami, którzy marzyli o tym by pójśc w ślady legendy, by stac się Adamem. Teraz staraliśmy się spełnic nasze marzenia, ale z czasem zauważyłem, że zaczeliśmy to robic każdy na swoją rękę. Postanowiłem, że powinienem poświęcic więcej czasu bratu jak tylko wrócę.
Po udanym treningu i tym na sali i tym na skoczni wróciliśmy razem z trenerem do domu. Miałem 2 godziny by troszeczkę odpocząc, spakowac się i dotrzec na lotnisko. Gdy moje bagaże stanęły już w salonie, usiadłem na kanapie i razem z panem Piotrem oglądaliśmy jakiś mecz, na którym kompletnie nie mogłem sie skupic. Cały czas spoglądałem w stronę drzwi, czy może Maja nie wróciła, jednak za każdym razem spoglądałem tylko w pustą przestrzeń.
- No dobrze, zamówię taksówkę i zaraz możemy jechac- powiedział pan Nowakowski i wyszedł z salonu by pójśc zadzwonic po taksówkę.
Do odlotu zostało mi tylko pół godziny i naprawdę zaczynałem wierzyc w to, że nie uda mi się pożegnac z Mają. Sam nie wiedziałem dlaczego mi tak na tym zależało, ale z jakiegoś powodu bylo to dla mnie ważne.
- Czy Maja będzie na zawodach w Zakopanem?- zapytałem trenera gdy tylko wrócił.
- Z tego co wiem to miała jechac, ale znaleźli na jej miejsce kogoś innego, kogoś "bardziej doświadczonego" jak to mówiła.
Westchnąłem tylko zrezygnowany i wziąłem swoje rzeczy po czym powoli ruszyłem do wyjścia.
Już na lotnisku ciężko było mi się pożegnac z panem Piotrem. Traktował mnie jak syna za co byłem mu bardzo wdzięczny. Cieszyłem się, że przyjął moje zaproszenie by odwiedzic mnie w Zakopanem. Już miałem kierowac się w stronę odprawy, gdy ktoś mnie zawołał. Nadzieja na to, że ją zobacze wróciła. Odwróciłem się i zobaczyłem...
Nie chciałam Cię budzić by się pożegnać, więc tylko zostawiłam kawę. Mam nadzieję, że będzie Ci smakować, to takie małe podziękowanie za wczorajszy wieczór i że dzięki Tobie nie był on tak bolesny i smutny. Chyba nie uda nam się pożegnać przed Twoim powrotem do Polski, dlatego już teraz życzę Ci wszystkiego najlepszego i będę za Ciebie trzymać kciuki, abyś wygrywał wszystkie zawody ;)
Jeszcze raz Ci dziękuję...Trzymaj się.
Majka
Spojrzałem na zegarek, który wyświetlał 9:06. Zastanawiałem się, gdzie teraz jest Maja i dlaczego ma nam się nie udać spotkać przed moimwyjazdem. Przypomniałem sobie, że ostatnio zostawiła mnie i swojego ojca pod skocznią, a sama udała się w jej okolice. Pracowała tam? Zrozumiałem, że chciaż poznałem jej sekret nie oznaczało to, że wiem o niej wszystko. Tak naprawdę wciąż niewiele wiedziałem.
Wzięłem do rąk kubek z kawą i upiłem łyka. Gorący napój był pyszny, dziewczyna znała się na rzeczy. Gdy wypiłem już wszystko niechętnie wstałem z łóżka, wziąłem prysznic i po chwili byłem na dole w kuchni, gdzie zastałem pana Piotra.
- Dzień dobry!- przywitałem się grzecznie.
- Cześć Maciusiu. Siadaj, właśnie miałem po Ciebie iść, żebyśmy mogli spokojnie zjeść śniadanie i ruszać na skocznie. Ciesze się, że nie musiałem Cię budzić, nie lubię tego- puścił do mnie oczko.
Usiadłem więc koło mojego obecnego trenera i zabrałem się za przygotowanie sobie kanapek.
- Masz może ochotę na kawę?- zagadnął.
- Nie dziękuję, już piłem- uśmiechnąłem się widząc dezorientację mężczyzny i pospieszyłem z wyjaśnieniem- Maja zrobiła mi rano kawę i zostawiła ją u mnie w pokoju zanim się obudziłem. Właściwie to chciałem zapytać, gdzie ona jest?
- Majusia zrobiła Ci kawę? - pan Nowakowski spojrzał na mnie szeroko otwierając oczy z niedowierzania- a jeszcze wczoraj wydawało mi się, że nawet nie potraficie ze sobą normalnie porozmawiać.
- Udało nam się wreszcie dojśc do porozumienia- znów uśmiechnąłem się lekko.
- Bardzo sie ciesze- pan Piotrek nadal nie dowierzał, ale odwzajemnił mój uśmiech. - A Majeczka musiała wcześniej pojechac do pracy, ma wywiad z nowo wschodzącą gwiazdeczką Austriackich skoków.
- To Majka jest dziennikarką?- teraz ja byłem lekko rozbity.
- Nie wiedziałeś? - mężczyzna z jeszcze większym niedowierzaniem popatrzył na mnie.
- Nie... Nigdy podczas zawodów nie spotkałem jej...
- Dziwna sprawa.. Gdyby pracowała tylko tu na miejscu to wszystko było by jasne, ale Majeczka nie opuszcza prawie żadnych zawodów.
- Ma pan racje, dziwne..
W drodze na skocznie zastanawiałem się jak to możliwe, że nigdy nie udało mi się spotkac Majki w czasie zawodów. Może i ekipa polskich skoczków nie udzielała jakoś wielu wywiadów stacjom zagranicznym, ale jednak Majka dobrze mówiła po Polsku, więc były duże szanse, że mogła takie rozmowy przeprowadzac z Polakami.
Swoje przemyślenia musiałem pozostawic na potem, gdyż za 10 min miał rozpocząc się trening. Dziś o wiele więcej czasu mieliśmy spędzic na sali, wykonując różne ćwiczenia, niż na skoczni. Miałem zagrac jeden mecz siatkówki z ekipą młodych austriackich skoczków, a potem przejśc szereg ćwiczeń, które pomogą mi w dzisiejszych skokach. Na chwilę więc mogłem zapomniec o wszystkim i wziąśc w ręce piłkę, którą kilkanaście lat temu pokochałem. Dziś już wiedziałem, że skoki narciarskie i siatkówka to to czym żyje, jednak nie wiedziałem jeszcze z kim chciałbym dzielic te pasje. Czasem bałem się, że nigdy nie będzie mi dane spotkac tej odpowiedniej osoby. Owszem byłem przekonany, że kogos na pewno spotkam na swojej drodze, ale często martwiło mnie to, że nie będę do końca pewny czy to ta kobieta. W takich chwilach w Polsce miałem przyjaciół, którzy pomagali mi zapomniec o moich obawach, którzy zajmowali mój czas bym nie musiał o tym myślec. Brakowało mi w tej chwili Krzyśka, Piotrka, Kamila czy też Bartka. Brakowało mi również Kuby. Nie wiem dlaczego w pewnym momencie oddaliliśmy się troche od siebie. Już nie byliśmy tymi chłopcami, którzy marzyli o tym by pójśc w ślady legendy, by stac się Adamem. Teraz staraliśmy się spełnic nasze marzenia, ale z czasem zauważyłem, że zaczeliśmy to robic każdy na swoją rękę. Postanowiłem, że powinienem poświęcic więcej czasu bratu jak tylko wrócę.
Po udanym treningu i tym na sali i tym na skoczni wróciliśmy razem z trenerem do domu. Miałem 2 godziny by troszeczkę odpocząc, spakowac się i dotrzec na lotnisko. Gdy moje bagaże stanęły już w salonie, usiadłem na kanapie i razem z panem Piotrem oglądaliśmy jakiś mecz, na którym kompletnie nie mogłem sie skupic. Cały czas spoglądałem w stronę drzwi, czy może Maja nie wróciła, jednak za każdym razem spoglądałem tylko w pustą przestrzeń.
- No dobrze, zamówię taksówkę i zaraz możemy jechac- powiedział pan Nowakowski i wyszedł z salonu by pójśc zadzwonic po taksówkę.
Do odlotu zostało mi tylko pół godziny i naprawdę zaczynałem wierzyc w to, że nie uda mi się pożegnac z Mają. Sam nie wiedziałem dlaczego mi tak na tym zależało, ale z jakiegoś powodu bylo to dla mnie ważne.
- Czy Maja będzie na zawodach w Zakopanem?- zapytałem trenera gdy tylko wrócił.
- Z tego co wiem to miała jechac, ale znaleźli na jej miejsce kogoś innego, kogoś "bardziej doświadczonego" jak to mówiła.
Westchnąłem tylko zrezygnowany i wziąłem swoje rzeczy po czym powoli ruszyłem do wyjścia.
Już na lotnisku ciężko było mi się pożegnac z panem Piotrem. Traktował mnie jak syna za co byłem mu bardzo wdzięczny. Cieszyłem się, że przyjął moje zaproszenie by odwiedzic mnie w Zakopanem. Już miałem kierowac się w stronę odprawy, gdy ktoś mnie zawołał. Nadzieja na to, że ją zobacze wróciła. Odwróciłem się i zobaczyłem...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)