poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 4

Siedziałem w samolocie lecącym do Innsbrucka. O tej porze cała czołówka światowych skoków zjeżdżała właśnie do Zakopanego, by oddać kilka skoków na Wielkiej Krokwi przed sobotnim konkursem, a ja w tym czasie wybierałem się do Austrii. To tylko dwa dni, ale czułem, że będą to długie dwa dni. Za oknem rysowała się  panorama Alp co przypominało mi moje kochane Tatry. Chętnie bym się teraz tam wybrał na wycieczkę, ale mogłem o tym zapomnieć, gdyż czekała mnie ciężka praca. Przymknąłem na chwilę oczy, podchodziliśmy właśnie do lądowania, a ja jakoś nie bardzo lubiłem ten moment stykania się kół samolotu z podłożem. Po kilkunastu minutach odetchnąłem spokojnie i opuściłem wnętrze maszyny.
Na lotnisku przywitał mnie pan Piotr, przyjaciel Łukasza Kruczka, a zarazem były trener kadry młodzieżowej skoczków. To właśnie pod jego okiem miałem odbyć trening na Bergisel. Podchodząc do mężczyzny zauważyłem, że nie jest sam. Obok niego stała niewysoka brunetka, prawdopodobnie w moim wieku. Nie wyglądała jakby cieszyła się na mój widok. Uśmiechnąłem się lekko by przełamać pierwsze lody i przywitałem.
- Dzień dobry, nazywam się Maciej Kot, bardzo mi miło- uścisnąłem dłoń pana Piotra.
- Cześć Maciusiu- mężczyzna zachowywał się bardziej jakbym był jego synem niż wychowankiem, nawet delikatnie mnie przytulił- Ciesze się, że mogę w końcu osobiście Cie poznać. Łukasz ma zdolnych chłopaków, więc czuje się zaszczycony, że oddał mi pod opiekę jednego z nich.- uśmiechnął się- Mów mi Piotrek..-przypomniał sobie wreszcie o obecności jeszcze jednej osoby i spojrzał w bok- A tak, poznaj moją córkę, Maja.
Uścisnąłem lekko rękę dziewczyny- Maciek.
- Majka- rzuciła krótko i spojrzała na mnie chłodno- Zbierajmy się już, nie mam całego dnia.
Ojciec spojrzał na nią karcąco, ale dziewczyna najwidoczniej nic sobie z tego nie robiła. Chwyciłem szybko swoje bagaże nie chcąc, żeby zaczęli się jeszcze nie daj Boże prze ze mnie kłócić i ruszyliśmy do samochody, który jak się spodziewałem prowadziła brunetka. Drogę do domu państwa Nowakowskich odbyliśmy w milczeniu. Jestem pewny, że pan Piotr chciał się dowiedzieć ode mnie wielu rzeczy, jednak musiałem wyglądać na zupełnie padniętego, skoro nie zadawał żadnych pytań.
Dostałem mały pokoik na poddaszu, wypakowałem tylko kilka potrzebnych rzeczy i po szybkim prysznicu i jeszcze szybszej kolacji położyłem się do łóżka. Prawie już przysypiałem, kiedy moja komórka zawibrowała. Spojrzałem nieprzytomnie na wyświetlacz i odczytałem smsa: Żyjesz? Może byś się chociaż odezwał czy doleciałeś? Masz pozdrowienia od dziewczyn, K.
No tak, dla Krzyśka mój wyjazd nie był na rękę. Chciał mnie przecież swatać, a ja się zmyłem. Nawet nie wiem na ile dziewczyny przyjechały, więc nie wiem ile miał na to czasu, jednak nie chciałem się nad tym zastanawiać. Polubiłem Olę od razu, była ładna, zabawna i mądra, ale nie chciałem się wiązać, jeszcze nie. Mój ostatni związek był jednym wielkim błędem, do tego omal nie straciłem przyjaciela, dlatego życie singla na razie bardzo mi odpowiadało. Szybko wyklikałem kilka słów odpowiedzi po czym zasnąłem.

Rozdział 3

Oczy same mi się zamykały na każdym kroku. Gdyby droga na skocznie była choćby o 10 m dłuższa pewnie bym już spał.
- Obudź się księżniczko!- zawołał Krzysiek i klepnął mnie w ramię.
W tej chwili miałem ochotę zrobić mu krzywdę. Owszem był moim przyjacielem i zrobiłbym dla niego wszystko, ale położenie się o 3 nad ranem wiedząc, że muszę wstać za niecałe 4 godziny to była lekka przesada, doliczając do tego to, że Łukasz wyciśnie z nas dzisiaj ostatnie poty. No dobrze może i wczorajszy wieczór był całkiem miły, ale sam nie wiem jak dopuściłem do tego, że przez Krzyśka włóczyliśmy się po zakopiańskich uliczkach do wczesnego rana. Nawet nie zauważyłem kiedy z samochodu zmył się Titus. Wysiadłem więc i ja i oparłem się o auto. Zamknąłem oczy i wdychałem mocno mroźne powietrze, które powoli zaczynało mnie rozbudzać.
- Proszę- otworzyłem oczy a przed sobą zobaczyłem Krzyśka z kawą w wyciągniętej do mnie ręce.
- Dzięki, ratujesz mi życie stary- mruknąłem i upiłem duży łyk gorącego napoju.
- Coś Ty, nie ma sprawy, to Ty mnie wczoraj ratowałeś, więc to i tak żaden rewanż.
- Ja? Niby jak?- spojrzałem na niego już nieco bardziej przytomnie, dobrze wiedziałem co ma na myśli, ale od kiedy kawa zaczęła krążyć po moim organizmie chęć uduszenia kumpla spadła do zera.
- No poświęciłeś nam tyle czasu…Oli i w ogóle…a ja mogłem spokojnie poznawać Dominikę..- ciężko mu było to z siebie wydusić, ale na sam dźwięk imienia Dominika rozpromienił się i spojrzał na mnie już mniej speszony.
- Właściwie to nic takiego- wzruszyłem ramionami i dopiłem kawę po czym ruszyliśmy do pomieszczeń ze sprzętem.- Mogłeś zaprosić Dominikę na spacer we dwoje, a Ola, jestem tego pewny, sama by się sobą zajęła by nie robić wam problemu.
- Pewnie tak, to dobra dziewczyna, ale chciałem was zapoznać no i wiesz…- spuścił wzrok.
Zatrzymałem się momentalnie kiedy zrozumiałem o czym mówi.
- Chyba żartujesz?- spojrzałem na niego wymownie.
- Nieeee…- uśmiechnął się zadowolony z tego, że zupełnie wyprowadził mnie z równowagi.
- Barti trzymaj mnie, bo go uduszę!- krzyknąłem do przechodzącego obok nas Bartłomieja Kłuska, chłopak zaśmiał się. Dobrze wiedział, że nie potrafiłbym nawet uderzyć przyjaciela, ale mimo to stanął w obronie Titusa i zakrył go własnym ciałem, odgradzając nas od siebie.
Nie byłem zły na Krzyśka, ale jego plan naprawdę wyprowadził mnie z równowagi. Jak burza wpadłem po narty, po czym szybko skierowałem się na wyciąg i założyłem słuchawki na uszy koncentrując się już tylko na treningu.

Siedziałem na belce czekając na znak od trenera, w głowie ciągle brzmiały mi słowa Miętusa. Pokręciłem głową chcąc je odpędzić od siebie. Kiedy Kruczek machnął chorągiewką, odepchnąłem się i ruszyłem w dół, wyłączając  myślenie o tej rozmowie. W głowie miałem tylko: odpowiedni najazd, idealne odbicie, lot…i telemark. Kiedy dojechałem do bandy czułem się niesamowicie. Oddałem dzisiaj już ponad 10 skoków, ale żaden nie był tak fenomenalny. Oszołomiony lekkością lotu przez chwilę stałem jeszcze i z szerokim uśmiechem wpatrywałem się w powietrze nad skocznią, które jeszcze chwile temu przecinałem nartami. Dawno już się tak nie czułem, taki wolny…tego odczucia nie zamieniłbym na nic innego. Usłyszałem ciche oklaski, rozejrzałem się i na trybunach zobaczyłem Olę i Dominikę. Dziewczyny uśmiechały się, a Ola trzymała uniesione do góry kciuki, gratulując mi skoku. Pomachałem im tylko, odpiąłem narty i pomaszerowałem na wyciąg. W domu skoczków podszedł do mnie Łukasz i poprosił o kilka słów na osobności.
- Świetnie Ci dzisiaj szło Maciek- Kruczek poklepał mnie po plecach.
- Dziękuję..
- Chciałem z Tobą porozmawiać, bo widzisz…Twoje skoki stają się coraz lepsze, widzę, że w trening wkładasz dużo pracy, do tego Wielka Krokiew Ci służy, jednak..- przez chwilę dobierał słowa- z uwagi na Twoje poprzednie starty mam dla Ciebie pewną propozycję. Jeszcze w tym tygodniu pojedziesz do Austrii. Razem ze sztabem przygotowaliśmy dla Ciebie trening na dwa dni, na skoczni podobnej profilowo do Wielkiej Krokwi. Chciałbym, abyś przez te dwa dni odpoczął od naszej skoczni na rzecz sobotniego konkursu. Wszyscy zgodziliśmy się, że przy obecnej formie masz szanse na wysoką lokatę, ale musisz teraz zmienić otoczenie. Potem wpadnę do Ciebie i przekaże Ci pozostałe informacje, a teraz wracaj do domu i odpocznij trochę.
Kiwnąłem tylko głową, na znak, że wszystko zrozumiałem, zabrałem swój plecak i ruszyłem w dół skoczni.