Po powrocie ze skoczni nie mogłem opędzić się od telefonów. A to trener chciał wiedziec jak poszedł trening, a to ktoś ze sztabu miał coś do załatwienia, a to Kamil czy Piotrek potrzebowali czegoś z Innsbrucka. Jednym słowem byłem wypompowany jak nigdy. Kiedy telefon odezwał się po raz kolejny miałem chęc rzucic nim o ścianę. W ostatniej chwili zobaczyłem, że na wyświetlaczu ukazał się napis <TATA>.
Po rozmowie z ojcem nie wywnioskowałem za wiele. Niby pytał jak się czuję i szczerze był zainteresowany tym co u mnie, ale nie mogłem rozgryźc tego, co go trapi. A dobrze wiedziałem, że bez przyczyny nie dzwoni. Już miałem zapytac o co tak właściwie chodzi, ale wtedy zdecydował, że musi kończyc...
Miałem lekki mętlik w głowie. Ojciec, zagadkowa Maja, a do tego swatający mnie Krzysiek. A właśnie!- pomyślałem, przypomniawszy sobie, że miałem zadzwonic do Oli. Szybko wybrałem numer, który skontaktował się ze mną na przerwie po treningu i wygodnie oparłem się o oparcie fotela, w którym siedziałem.
- Cześc!- usłyszałem po drugiej stronie.
- Hej, możesz przekazać Krzyśkowi, że ma już swoje dokumenty na poczcie.
- A tak jasne, dzięki.
- Nie ma sprawy..-właściwie wszystko o czym chciałem powiedziec dziewczynie wyleciało mi z głowy.
- Chyba jestes zmęczony, co?
Odruchowo pokiwałem głową, jakby Ola mogła to zobaczyc.
- Tak to prawda- westchnąłem.
- W takim razie ja nie będę Ci przeszkadzać, odpoczywaj.
- Dziękuję Ci bardzo, obiecuję, że jak przyjadę to wtedy na pewno wszystko Ci opowiem.
- Ok, ok- jestem pewny, że w tej chwili się uśmiechała- Dobranoc.
- Dobranoc, kolorowych snów.
Rozłączyłem się i wyłączyłem telefon, tak by już nikt nie mógł mnie męczyc dziś telefonami. Postanowiłem zejśc do kuchni, by napic się czegoś ciepłego. Już na schodach usłyszałem dźwięk włączonego telewizora. Zajrzałem do salonu, w którym rzeczywiście włączony był telewizor jednak nie na nim była skupiona uwaga widza.
Maja siedziała na podłodze przed kominkiem, a w rękach trzymała album ze zdjęciami. Palcami delikatnie przecierała znajdujące się w nim fotografie. Chciałem stamtąd pójśc i zostawic ją samą ze swoimi wspomnieniami, jednak coś ciągnęło mnie do środka pokoju. Po cichu wszedłem do salonu i przysiadłem na kanapie. Niestety nie zrobiłem tego tak bezszelestnie jakbym chciał i dziewczyna odwróciła się w moją stronę. Spodziewałem się najgorszego, że wybuchnie na mnie i każe mi wyjśc, jednak ona siedziała tak i patrzyła na mnie. Po chwili dopiero zapytała cichym głosem:
- Co Ty tu robisz?
- Przepraszam, że Ci przeszkadzam, ale nie mogłem się oprzec, żeby tu nie wejśc..
- Straciłeś kiedyś kogoś bliskiego?- zbiła mnie z tropu tym pytaniem. Nie tego się spodziewałem, chyba wszystkiego innego, ale nie tego. Jednak Maja nie czekała aż odpowiem, poklepała ręką miejsce obok siebie, więc szybko usiadłem obok niej, a wtedy podała mi jedno ze zdjęć. Gdybym kiedykolwiek widział jak się uśmiecha teraz powiedziałbym, że pokazała mi swoje zdjęcie, jednak na fotografii widniała kobieta na pewno kilkanaście lat od niej starsza z pięknym uśmiechem.
- Ja straciłam mamę...-szepnęła.
Właśnie w tej samej chwili doszedłem do tego kim jest dla niej osoba ze zdjęcia.
- Bardzo mi przykro..-nie wiedziałem, co mogę jej powiedziec, nie była dla mnie nikim znajomym, któremu wiedziałbym co powiedzieć- Jak to się stało?
- No wiesz, zła pogoda, nerwy, wypadek..Brakuje mi jej.
- Domyślam się, to ogromna strata..Czy mógłbym coś zrobic żebyś poczuła się lepiej?
- W tym przypadku raczej nie...- wyjęła mi z rąk zdjęcie, schowała do albumu po czym zamknęła go- ale teraz możesz mi zrobic gorącą herbatę.
- Już się robi!- uścisnąłem jej dłoń, by wiedziała, że jestem z nią i uśmiechnąłem.
- Dzięki...- uśmiechnęła się a ja pierwszy raz mogłem zachwycac się tym uśmiechem. Była równie piękna jak jej matka.
W osłupieniu pomaszerowałem do kuchni a Maja za mną. Z małą pomocą dziewczyny udało mi się przyrządzić dwie herbaty. Całe zmęczenie treningiem odeszło nagle gdzieś w bok. Cieszyłem się jej towarzystwem i faktem, że byc może ten mały epizod ociepli nasze stosunki. Tym razem wyłączyliśmy telewizor i usiedliśmy na kanapie, by w spokoju móc porozmawiac.
- A gdzie jest Twój tata?
- Poszedł na cmentarz...Dziś jest rocznica...
- Nie poszłaś z nim?
- Ja już byłam, a poza tym chciałam by sam mógł porozmawiac z mamą i posiedziec tam sam na sam ze swoimi myślami.
- Rozumiem- przytaknąłem.
Nie jestem pewien ile trwały nasze rozmowy na tematy rodzinne, dotyczące sportu, życia i zainteresowań, ale wiedziałem, że mimo iż ledwie mogę podnieść się z łóżka rano, to było warto spędzić ten czas z Mają.
-----------------------------------------
Nie specjalnie jestem z niego zadowolona, ale rozdział jest.
Kolejny ukaże się mam nadzieję, już na ten weekend, ale nie
obiecuję, gdyż obecnie jestem zajęta przygotowaniami do
wyjazdu na mecz siatkówki :) Ale zapraszam, zaglądajcie,
czytajcie, komentujcie ;)
Blog poświęcony jest skoczkowi Maciejowi Kotowi. Opowiadanie pisane jest z jego perspektywy; jego oczami. Wszystkich, którzy kochają skoki narciarskie zapraszam do czytania. Dwa pierwsze rozdziały możecie przeczytac tu http://polskieskoki.blog.onet.pl/
środa, 19 września 2012
wtorek, 11 września 2012
Rozdział 5
- Dzień dobry!- rzuciłem wchodząc do kuchni, rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem parę czekoladowych oczu wpatrujących się we mnie.
- Jak dla kogo dobry...-Maja podała mi talerz z jajecznicą, a ja usiadłem do stołu. Dziewczyna zabrała się do zmywania naczyń, najwyraźniej przerwałem jej tą czynność pojawiając się. Teraz miałem okazję lepiej się jej przyjrzeć. Miała ładną figurę, ale to mnie nie dziwiło, w końcu dzięki ojcu jej życie obracało się wokół sportu. Długie lokowane włosy spięła w kucyka, dzięki czemu dokładniej widziałem jej twarz. Przez głowę przeleciała mi myśl, że włosy musi mieć po mamie i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że nawet nie wiem gdzie znajduje się małżonka pana Piotra. Nie poznałem jej, ani nikt na razie o niej nie wspominał. Zapytam później trenera-pomyślałem.
- Co się tak gapisz?- dziewczyna skończyła już zmywać i pewnie od dłuższej chwili wiedziała, że jej się przyglądam.
- Przepraszam...ja...- nie wiedziałem co powiedzieć- zamyśliłem się...
- Ta..- wywróciła oczami.
- Dziękuję bardzo za śniadanie- próbowałem zmienić zdanie, wstałem od stołu i ruszyłem w stronę zlewu by umyć po sobie talerz, jednak Maja zabrała mi talerz.
- Nie ma sprawy...
Na moje szczęście w kuchni pojawił się pan Piotr, spojrzał po nas po czym zabrał się za przygotowanie sobie kawy.
Po śniadaniu całą trójką wybraliśmy się na skocznię. Przez całą drogę zastanawiałem się czego brakuje mi w tej dziewczynie, dopiero gdy przy krótkiej pogawędce trener uśmiechnął się do mnie zrozumiałem, że nie widziałem jeszcze uśmiechu Mai. Może taka chłodna była tylko w moim towarzystwie, tego nie wiedziałem, jak również tego, dlaczego tak na nią działam.
Majka zniknęła nam z oczu zaraz po zaparkowaniu samochodu. Chciałem zapytać mojego obecnego trenera gdzie się wybrała, gdyż udała się w stronę biur pod skocznią, ale jednak stwierdziłem, że to nie moja sprawa, więc skupiłem się na czekającym mnie treningu.
Zatrzymałem się na chwilę by spojrzeć na Bergisel jakiej nie widziałem jeszcze nigdy. Zazwyczaj w jej okolicach kręciło się pełno skoczków i jeszcze więcej kibiców oraz fotoreporterów. Teraz jednak skocznia wyglądała jakby na uśpioną, można było na palcach policzyć kilku turystów, którzy robili zdjęcia temu pięknemu obiektowi. Oczywiście Bergisel była przygotowana idealnie do użytkowania, jednak dzisiaj chyba niewiele osób odda na niej skoki.
- Maciusiu! Chodź już.- pan Piotr przypomniał mi, że jestem tu po to by ćwiczyć, a nie podziwiać widoki.
Szybkim krokiem dołączyłem do niego i poszliśmy najpierw do jednego z domku skoczków, bym tam poznał kilku ludzi, którzy mieli mi pomóc w dzisiejszym treningu.
Około 14.30 trener wypuścił mnie na przerwę, więc postanowiłem skorzystać z okazji i zjeść coś szybko w kawiarence na górze skoczni. Na czas zawodów była ona niedostępna dla turystów jednak dzisiaj tak nie było. Kiedy wszedłem do pomieszczenia zauważyłem, że nie ma tam zbyt wielu wolnych miejsc, jednak po chwili mój wzrok zatrzymał się na pewniej osobie. Siedziała blisko okna by móc podziwiać panoramę Alp. Wyglądała na smutną, nie tak jak do tej pory ją widywałem, bo wtedy zawsze bardziej wyglądała jakby była zła na cały świat, teraz jednak musiała się czymś gryźć. Już miałem do niej podejść kiedy w kieszeni poczułem wibracje telefonu. Wyjąłem go i wyszedłem na korytarz, spojrzałem na wyświetlacz a na nim zobaczyłem nieznany numer. Przycisnąłem zieloną słuchawkę i usłyszałem kobiecy głos.
- Cześć Maćku, nie chciałam Ci przeszkadzać, ale Krzysiek mówił, że to sprawa życia i śmierci więc dzwonię.
Wywróciłem oczami i wypuściłem cicho powietrze z płuc.
- Cześć Ola, więc o co chodzi?
- Krzysiek mówił, że masz jakieś jego pliki na laptopie, których pilnie potrzebuje i prosił żebyś wysłał mu je na e-maila.
Jasne- pomyślałem- Na pewno "pilnie ich potrzebuje".
- No dobrze, jak tylko wrócę z treningu to mu je prześle. A powiedz mi dlaczego sam nie zadzwonił by mnie o nie zapytać?
- Powiedział, że musi coś załatwić i potrzebuje mojej pomocy, bo on teraz jest zajęty.
- Ah tak...-westchnąłem, cały Krzysiek- pomyślałem.
- A tak w ogóle to jak Ci tam w tej Austrii?- Ola była miła, nie miałem prawa źle o niej myśleć tylko dlatego, że mój przyjaciel chce mnie swatać. Przypomniałem sobie też o dziewczynie siedzącej w kawiarni.
- W porządku. Olu oddzwonię do Ciebie później to opowiem Ci coś więcej, bo teraz mam przerwę, ale chciałbym coś jeszcze zjeść, żeby mieć siłę na dalszy trening- zaśmiałem się cicho.
- Ok, będę czekać no i smacznego, cześć.
Wsadziłem telefon z powrotem do kieszeni. Chwilę stałem zastanawiając się czy taki właśnie plan miał Titus.Wiedział, że będę miły dla jego kuzynki i perfidnie to wykorzystywał. Jeszcze raz cicho westchnąłem po czym wróciłem do kawiarni, jednak Mai już nie było.
- Jak dla kogo dobry...-Maja podała mi talerz z jajecznicą, a ja usiadłem do stołu. Dziewczyna zabrała się do zmywania naczyń, najwyraźniej przerwałem jej tą czynność pojawiając się. Teraz miałem okazję lepiej się jej przyjrzeć. Miała ładną figurę, ale to mnie nie dziwiło, w końcu dzięki ojcu jej życie obracało się wokół sportu. Długie lokowane włosy spięła w kucyka, dzięki czemu dokładniej widziałem jej twarz. Przez głowę przeleciała mi myśl, że włosy musi mieć po mamie i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że nawet nie wiem gdzie znajduje się małżonka pana Piotra. Nie poznałem jej, ani nikt na razie o niej nie wspominał. Zapytam później trenera-pomyślałem.
- Co się tak gapisz?- dziewczyna skończyła już zmywać i pewnie od dłuższej chwili wiedziała, że jej się przyglądam.
- Przepraszam...ja...- nie wiedziałem co powiedzieć- zamyśliłem się...
- Ta..- wywróciła oczami.
- Dziękuję bardzo za śniadanie- próbowałem zmienić zdanie, wstałem od stołu i ruszyłem w stronę zlewu by umyć po sobie talerz, jednak Maja zabrała mi talerz.
- Nie ma sprawy...
Na moje szczęście w kuchni pojawił się pan Piotr, spojrzał po nas po czym zabrał się za przygotowanie sobie kawy.
Po śniadaniu całą trójką wybraliśmy się na skocznię. Przez całą drogę zastanawiałem się czego brakuje mi w tej dziewczynie, dopiero gdy przy krótkiej pogawędce trener uśmiechnął się do mnie zrozumiałem, że nie widziałem jeszcze uśmiechu Mai. Może taka chłodna była tylko w moim towarzystwie, tego nie wiedziałem, jak również tego, dlaczego tak na nią działam.
Majka zniknęła nam z oczu zaraz po zaparkowaniu samochodu. Chciałem zapytać mojego obecnego trenera gdzie się wybrała, gdyż udała się w stronę biur pod skocznią, ale jednak stwierdziłem, że to nie moja sprawa, więc skupiłem się na czekającym mnie treningu.
Zatrzymałem się na chwilę by spojrzeć na Bergisel jakiej nie widziałem jeszcze nigdy. Zazwyczaj w jej okolicach kręciło się pełno skoczków i jeszcze więcej kibiców oraz fotoreporterów. Teraz jednak skocznia wyglądała jakby na uśpioną, można było na palcach policzyć kilku turystów, którzy robili zdjęcia temu pięknemu obiektowi. Oczywiście Bergisel była przygotowana idealnie do użytkowania, jednak dzisiaj chyba niewiele osób odda na niej skoki.
- Maciusiu! Chodź już.- pan Piotr przypomniał mi, że jestem tu po to by ćwiczyć, a nie podziwiać widoki.
Szybkim krokiem dołączyłem do niego i poszliśmy najpierw do jednego z domku skoczków, bym tam poznał kilku ludzi, którzy mieli mi pomóc w dzisiejszym treningu.
Około 14.30 trener wypuścił mnie na przerwę, więc postanowiłem skorzystać z okazji i zjeść coś szybko w kawiarence na górze skoczni. Na czas zawodów była ona niedostępna dla turystów jednak dzisiaj tak nie było. Kiedy wszedłem do pomieszczenia zauważyłem, że nie ma tam zbyt wielu wolnych miejsc, jednak po chwili mój wzrok zatrzymał się na pewniej osobie. Siedziała blisko okna by móc podziwiać panoramę Alp. Wyglądała na smutną, nie tak jak do tej pory ją widywałem, bo wtedy zawsze bardziej wyglądała jakby była zła na cały świat, teraz jednak musiała się czymś gryźć. Już miałem do niej podejść kiedy w kieszeni poczułem wibracje telefonu. Wyjąłem go i wyszedłem na korytarz, spojrzałem na wyświetlacz a na nim zobaczyłem nieznany numer. Przycisnąłem zieloną słuchawkę i usłyszałem kobiecy głos.
- Cześć Maćku, nie chciałam Ci przeszkadzać, ale Krzysiek mówił, że to sprawa życia i śmierci więc dzwonię.
Wywróciłem oczami i wypuściłem cicho powietrze z płuc.
- Cześć Ola, więc o co chodzi?
- Krzysiek mówił, że masz jakieś jego pliki na laptopie, których pilnie potrzebuje i prosił żebyś wysłał mu je na e-maila.
Jasne- pomyślałem- Na pewno "pilnie ich potrzebuje".
- No dobrze, jak tylko wrócę z treningu to mu je prześle. A powiedz mi dlaczego sam nie zadzwonił by mnie o nie zapytać?
- Powiedział, że musi coś załatwić i potrzebuje mojej pomocy, bo on teraz jest zajęty.
- Ah tak...-westchnąłem, cały Krzysiek- pomyślałem.
- A tak w ogóle to jak Ci tam w tej Austrii?- Ola była miła, nie miałem prawa źle o niej myśleć tylko dlatego, że mój przyjaciel chce mnie swatać. Przypomniałem sobie też o dziewczynie siedzącej w kawiarni.
- W porządku. Olu oddzwonię do Ciebie później to opowiem Ci coś więcej, bo teraz mam przerwę, ale chciałbym coś jeszcze zjeść, żeby mieć siłę na dalszy trening- zaśmiałem się cicho.
- Ok, będę czekać no i smacznego, cześć.
Wsadziłem telefon z powrotem do kieszeni. Chwilę stałem zastanawiając się czy taki właśnie plan miał Titus.Wiedział, że będę miły dla jego kuzynki i perfidnie to wykorzystywał. Jeszcze raz cicho westchnąłem po czym wróciłem do kawiarni, jednak Mai już nie było.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)