piątek, 8 marca 2013

Coś ode mnie

Witam wszystkich :) Mam dla was pewną wiadomość. Zdecydowałam się na utworzenie nowego bloga, więc jeśli są tu osoby, które lubią siatkówkę zapraszam na http://z-obu-stron-siatki.blogspot.com/ :D
Pozdrawiam ciepło ;*

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 13

Siedziałem wpatrując się w ciemność za oknem. W tle leciała cicha muzyka, której prawie nikt nie słuchał zajęty rozmowami ze znajomymi. Mieszkanie Dominiki i Oli wydawało się całkiem przytulne. Upiłem łyk trzymanego w rękach napoju i przeniosłem wzrok na pokój. Wszędzie kręciło się pełno skoczków. Bardzo chętnie zjawili się na zaproszenie dziewczyn. Ola rozmawiała z Bartkiem, Krzysiek z Dawidem, Piotrek z Kamilem i kilkoma chłopakami grali w jakąś grę. Brakowało mi tylko Dominiki. Powolnym krokiem ruszyłem do kuchni mając nadzieję, że tam ją spotkam. Był to chyba najlepszy moment, żebym mógł z nią porozmawiać. Wszedłem do kuchni i spojrzałem na nią. Opierała się o zlew i wpatrywała podobnie jak ja chwilę temu w przestrzeń za oknem. Usiadłem na jednym z krzeseł, obok niewielkiego stołu i wtedy dziewczyna na mnie spojrzała.
- Maciek! Co Ty tu robisz? Nie bawisz się z resztą?- spytała zdziwiona moją obecnością.
- Mógłbym Cię zapytać o to samo, nie sądzisz?- uśmiechnąłem się lekko.
- Musiałam chwilę odetchnąć...
- Nie lubisz takich imprez?
- Lubię, ale...-zamilkła.
 - Więc o co chodzi? Możesz mi powiedzieć.
- Myślałam, że ta impreza będzie wyglądać trochę inaczej..
Początkowo nie miałem pojęcia o co jej chodzi. Dopiero kiedy do kuchni zajrzał Krzysiek, by zaraz potem się ulotnić zrozumiałem. Spojrzenie dziewczyny mówiło wszystko.
- Chodzi Ci o Krzyśka?
- Skąd wiesz?- spojrzała na mnie speszona.
- A możesz mi dokładnie powiedzieć jak wyobrażałaś sobie tą imprezę?
- Nie wiem czy powinnam Ci to mówić, jesteś jego przyjacielem...Ale, on mi się bardzo podoba. Myślałam, że dziś będziemy mogli trochę czasu spędzić ze sobą, ale ja go chyba nie interesuję. Prawie ze mną nie rozmawiał..Chyba nie mam u niego szans, co?- Dominika spojrzała na mnie w oczekiwaniu na to co powiem.
Zaśmiałem się tylko i pokręciłem głową.
- Wiedziałam...
- Nie, nie to nie o to chodzi. Po prostu śmiać mi się z was chce. To Krzysiek myślał, że nie ma u Ciebie szans, a tu proszę Ty masz takie same wątpliwości jak on. Normalnie jak dzieci. Czy nie można tak po prostu porozmawiać i powiedzieć sobie co do siebie czujecie? Tylko od razu zakładać, że się nie ma szans i najlepiej nie robić nic by było dobrze?
- Więc, Krzysiek coś do mnie czuje?- na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Tego już Ci nie powiem. Idę po niego, zaraz sami porozmawiacie.- rzuciłem przez ramie i wyszedłem.
Po chwili już byłem przy Miętusie, zabrałem go na bok i klepnąłem go mocno w ramię.
- Co Ty wyprawiasz? Przez cały tydzień chodziłeś jak nakręcony, że ją dzisiaj zobaczysz, a teraz nawet z nią nie pogadasz? Wolisz kolegów od niej?
- Co Ci powiedziała?- Krzysiek spojrzał na mnie przestraszonymi oczami.
- Debilu, podobasz się jej i to bardzo, ale do cholery jak zaraz do niej nie pójdziesz i nie pogadasz o tym to nie pokazuj mi się na oczy.
Titus nawet nic mi nie odpowiedział, tylko odwrócił się i powoli stawiając kroki ruszył do kuchni.
Odetchnąłem głęboko i przyłączyłem się do chłopaków.

Opuściłem imprezę jako jedna z pierwszych osób. Wyszedłem przed blok nowych sąsiadek, dziewczyny faktycznie znalazły świetną lokalizację mieszkania. Blisko skoczni, blisko Krzyśka no i przy okazji mnie. Zaczerpnąłem mocno powietrze w płuca. Zawsze tak robiłem wychodząc na dwór i przez te kilka zimowych miesięcy spotykałem się z przenikającym chłodem, który wdzierał się teraz do moich płuc. Lubiłem to uczucie, dawało poczucie, że naprawdę się jest. Na głowę jednak naciągnąłem czapkę w zielono-białe paski, mój nowy nabytek od sponsora. Od razu mi się spodobała. Stałem tak jeszcze chwile przed blokiem po czym po krótkim namyśle ruszyłem w drogę powrotną do domu. Wyjąłem z kieszeni kurtki komórkę i wybrałem numer po czym wcisnąłem zieloną słuchawkę. Jeden sygnał, drugi, trzeci...ósmy..nic. Po drugiej stronie cisza. Zrezygnowany wcisnąłem ze złością telefon  z powrotem do kieszeni. Przeszedłem kilkanaście metrów i znów wyjąłem komórkę. Powtórzyłem poprzednią czynność i znowu nic. Byłem już tym zmęczony. Nie miałem od Majki żadnej wiadomości już od kilku dni. Początkowo myślałem, że chce sobie poukładać to wszystko co wydarzyło się między nami, ale teraz zaczynałem mieć wątpliwości co do przyczyny tego milczenia. Irytowało mnie to, że nie jest w stanie dać mi jakiegokolwiek znaku. W głowie zaczęło mi się pojawiać tysiące scenariuszy. Chwile wytchnienia od tego ciągłego myślenia miałem tylko na skoczni i przebywając z chłopakami. Ale kiedy zostawałem sam nie mogłem się na niczym skupić. Jedynym pocieszeniem było dla mnie to, że już pojutrze znów ją zobaczę. Wtedy nie pozwolę jej zniknąć bez wyjaśnień.

Od rana nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Obudziłem się tak wcześnie jak to tylko możliwe. Po prostu nie mogłem spać, choć ta dolegliwość męczyła mnie już od kilku ładnych dni. Byłem zadowolony,że konkurs odbywa się w Wiśle, a nie poza granicami kraju. Przynajmniej czas przed i po konkursie mogłem na spokojnie spędzić w domu, bez problemów z dojazdem. Chodziłem właśnie w kółko czekając, aż przyjedzie po mnie Krzysiek. Teraz zdawało mi się to złym pomysłem, by jechać z nim na skocznie. Mogłem wziąć samochód i już dawno być na miejscu. No, ale wiedziałem, że zapewne będzie mi się chciał pochwalić jak tam sprawa ma się z Dominiką. Wczoraj na treningu nie mieliśmy za wiele czasu by porozmawiać. Kruczek chyba czuł się urażony, za to, że nie został zaproszony na domówkę i chciał nam zgotować istne piekło w siłowni. Właściwie jak się nad tym dłużej zastanawiałem to stwierdzałem, że Dawid chyba miał racje rzucając taki argument na wytłumaczenie, dlaczego tak zawzięcie musimy harować. Mnie to nie przeszkadzało, wolałem już to niż bezczynne siedzenie i zamartwianie się nad swoim losem. Ale chyba na następny raz będę musiał poprosić Dawida, żeby nie wyjeżdżał więcej z takimi tekstami wtedy kiedy akurat piję. Z tego zastanowienia wyrwało mnie Audi Krzycha, które głośnym klaksonem dawało mi znać, że mam się pojawić przed domem i wpakować swoje cztery litery do środka.

Tak jak myślałem, Titus podzielił się ze mną wszystkimi nowinkami związanymi z jego życiem uczuciowym. Na szczęście chociaż w tym temacie mogłem trochę odetchnąć, ponieważ u Miętusa wszystko wyglądało bardzo kolorowo. Ucieszyła mnie ta wiadomość, również dlatego, że nie byłem teraz w najlepszej kondycji by w razie jakiegoś niepowodzenia przyjaciela móc sprawnie interweniować.
- Stary a z Tobą co?- spytał wreszcie Krzysiek po kilku chwilach milczenia, przyglądając mi się uważnie.
- Wszystko w porządku- skłamałem. Wszystko wewnątrz mnie niebezpiecznie drgało.
- Ta jasne, a ja zdobędę w tym roku Kryształową Kulę.- prychnął.
- Nic mi nie jest, okej?
- Maciek przecież mi możesz powiedzieć, bo...bo jak nie mi to komu?- dodał szybko.
Zaśmiałem się nerwowo.
- Właściwie to każdemu mógłbym powiedzieć wszystko co bym chciał, pieprzyć życie prywatne i tak niewiele go mam.
- Kocie wyluzuj. Spytałem tylko bo widzę, że coś z Tobą nie tak, chciałbym pomóc, ale jak nie chcesz to wystarczy kulturalnie powiedzieć.
- Przepraszam, nerwy mnie ponoszą.- przyznałem ze skruchą.
- Oj nie martw się jak nie pierwsze to dziesiąte. Raz może być, nic się nie stanie.
Spojrzałem bacznie na Krzyśka. O czym on do cholery mówi?- pomyślałem. Dziś znów działałem z opóźnieniem. Dopiero po chwili zajarzyłem o czym mówi.
- Nie stresuje się konkursem...Jak na razie to drugorzędna sprawa.
- Co Ty mówisz? Ej teraz musisz powiedzieć o co chodzi, bo...bo Cię nie wypuszczę.- właśnie zajechaliśmy na parking, Krzysiek wyłączył silnik po czym szybko włączył zamki w drzwiach.
- Jak dziecko- pokręciłem głową, rozbawił mnie tym zagraniem.- Nie mam czasu tu sobie z Tobą siedzieć, muszę iść kogoś poszukać okej? A potem pogadamy.
- Kogo poszukać?
- Dziewczyny...
- Oooo...no dobra...ale przedstawisz mi ją w końcu?
Zamyśliłem się chwilę, miałem nadzieję, że jeśli powiem tak, faktycznie będę mógł dotrzymać słowa.
- Tak, a teraz mnie wypuść.
Miętus posłusznie otworzył drzwi, wysiadliśmy z auta, po czym Titus skierował się po sprzęt, a ja ruszyłem przed siebie, właściwie nie mając pojęcia gdzie mogę ją znaleźć. Żołądek skręcał mi się ze zdenerwowania, czułem się jak jakiś małolat, który wybiera się na pierwszą randkę, ale ja naprawdę nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. Jednak chyba dziś miałem jakieś wielkie szczęście, kilkanaście metrów przed sobą zobaczyłem ją. Była odwrócona plecami, ale poznałem ją po kurtce i czapce, którą zawsze nosiła w kieszeni zamiast ubrać na głowę, jednak dziś widocznie zrobiła wyjątek, gdyż czapka sterczała jej śmiesznie na głowie. Podszedłem bliżej. Zajęta była jakimiś papierkami, więc stanąłem za nią i zakryłem jej oczy.
- Kto to?- usłyszałem i zamarłem zdając sobie sprawę, że to nie jest głos, który chciałem usłyszeć.

 ____________________________________________________
I jest...Jeśli dopatrzyłyście się jakiś poważnych błędów to przepraszam.
Piszę go będąc już dość zmęczona, ale cóż wena się pojawiła, więc musiałam.
Mam nadzieję, że mimo wszystko się spodoba, pozdrawiam :*