Nadal nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Byłem zmęczony jak nigdy, ale chyba nigdy nie byłem tak szczęśliwy. Właściwie tylko jeden dzień mógł się równać z tym. Był to dzień, kiedy pierwszy raz założyłem narty i "skoczyłem". Od tamtej pory minęło jakieś 10 lat, ale już zawsze potem marzyłem o podium w Zakopanem. Siedziałem właśnie w swoim pokoju. Na zegarku wyświetlała się godzina 23:23 a ja nadal nie mogłem spać. Miałem za sobą kilka spotkań z dziennikarzami, setki pytań i konferencję prasową. Nadal jednak czekałem na ten najważniejszy wywiad. Moje umowy z określonymi sponsorami zobowiązały mnie w pierwszej kolejności udzielić odpowiedzi podesłanym dziennikarzom. Nie było jednak w ich gronie Mai. Czułem się zawiedziony, że nie mogę tak po prostu z nią porozmawiać, podzielić się wszystkimi przeżyciami. Jej telefon nie odpowiadał kiedy dzwoniłem, a o tej porze byłem przekonany, że śpi już w jednym z przytulnych zakopiańskich hoteli. W tej chwili odezwała się moja komórka, sygnalizując połączenie. Spojrzałem na wyświetlacz i na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Słucham.
- Cześć? Mam nadzieję, że Cie nie obudziłam?- usłyszałem głos Mai.
- Pewnie, że nie. Nie mogę nadal zasnąć. Za dużo emocji- zaśmiałem się.
- Może miałbyś ochotę na spacer?
Po kilku minutach byłem już na miejscu. Było zimno, ale jak dla mnie mogłaby się właśnie zaczynać wiosna. Na jej widok szeroki uśmiech pojawiał się na moich ustach. Nie potrafiłem nawet tego kontrolować. Siedziała na jednej z rynkowych ławek. Wyglądała pięknie. Rano byłem zbyt zaskoczony jej widokiem by na tym się skupić, ale teraz jej zaróżowione policzki podkreślały całą jej urodę, tak, że nie mogłem oderwać od niej wzroku. Nie widziała mnie, byłem tego pewny. Wyglądała zupełnie tak jak wtedy w tej kawiarence na Bergisel. Smutno patrzyła w przestrzeń, która ją otaczała, a ja nie wiedziałem co mógłbym zrobić, by zamiast tej pustki zobaczyć roześmiane oczy. Podszedłem bliżej i cicho usiadłem obok dziewczyny. Wzdrygnęła się lekko i spojrzała na mnie.
- Nie strasz mnie Kocie!
- Przepraszam, nie chciałem Ci przeszkadzać w rozmyślaniach, miałem nadzieję, że nawet nie zobaczysz mojej obecności.
Chwilę mi się przyglądała.
- To nie jest śmieszne.- w końcu dała mi kuksańca w bok- Chcesz, żebym dostała zawału?
- Nie chciałbym tego ani trochę- uśmiechnąłem się do niej.
Przez jej twarz przebiegł nikły uśmiech, nie było to wiele, ale jak dla mnie było to bardzo dużo.
- No dobrze. A tak w ogóle gratuluję zwycięstwa. Mocno trzymałam kciuki i jak widać opłaciło się.
- Musiałem wygrać...dla Ciebie...yyy...to znaczy skoro tak we mnie wierzyłaś nie mogłem Cie rozczarować.
- No pewnie, że nie. To było przeżycie, nie?
- Tak- pokiwałem głową- Ale wiesz co jest najlepsze? Wcale nie myślałem o tym by walczyć albo by utrzymać miejsce, ale byłem pewien, że wszystko ułoży się tak jak chce i spotkam się z Tobą na tym umówionym wywiadzie.
- W takim razie cieszę się, że tak pewnie czujesz się skacząc i że taką przyjemność Ci to sprawia.
- Ja też bardzo się cieszę- spojrzałem na nią i na potwierdzenie swoich słów uśmiechnąłem się.
Maja wyjęła z kieszeni kurtki telefon i spojrzała znacząco na mnie.
- To teraz poproszę o kilka informacji o tych skokach. Wszystkie stacje zapewne znają już Twoje odpowiedzi na najbardziej uniwersalne pytania, a ja bym chciała usłyszeć coś takiego czego nie powiedziałeś o tym dniu jeszcze nikomu, co Ty na to?- teraz w jej oczach pojawiły się małe iskierki, zapewne jej praca przynosiła jej równie wiele przyjemności co mi skoki.
- Nie ma sprawy, tylko na razie nic nie przychodzi mi do głowy, chyba zbyt dobrze mnie już przepytali.- zaśmiałem się cicho.
- Zaraz coś na to poradzimy.- Maja zastanawiała się chwilę po czym zadała mi pierwsze pytanie- Jak czujesz się jako zwycięzca? Na początek coś wprowadzającego- dodała ciszej do mnie.
- To bardzo wspaniałe uczucie. Od dziecka wyobrażałem sobie, że kiedyś stanę na pierwszym miejscu, ale moje dziecięce fantazje o tym wydarzeniu, czy nawet te już trochę późniejsze nie mogą się równać z tym co teraz czuję. Jestem prze szczęśliwy. Wygrać konkurs u siebie, przed swoją publicznością, a do tego pierwszy w swoim miejscu to coś nie do opisania.
- Co myślałeś rano, kiedy dopiero co pojawiłeś się na skoczni?
- Wtedy byłem zdeterminowany by wygrać ten konkurs, ale po nieudanym skoku treningowym trochę wybiłem się z równowagi. Dopiero, gdy pomyślałem dla kogo to robię znów zebrałem się w sobie i oddałem już dobre skoki.
- A dla kogo to robiłeś?
- Dla mamy...- uśmiechnąłem się na wspomnienie naszej porannej rozmowy- Chociaż ona mówiła mi, że powinienem to zrobić tylko dla siebie, nie dla innych ludzi, ale ja zrobiłem to dla siebie i dla niej...i dla Ciebie- dodałem w myślach.
- Dlaczego akurat mamie dedykujesz to zwycięstwo? Przecież zapewne wielu ludzi pomogło Ci do niego dojść.
- Oczywiście tak i bardzo im jestem za to wdzięczny, ale dlatego akurat mamie, że ona mimo wszystko zawsze była ze mną i wspierała w najtrudniejszych chwilach- nie udało mi się dokończyć, ponieważ na policzkach Mai pojawiła się pierwsza łza.
- Wszystko w porządku?
- Tak, przepraszam...po prostu zazdroszczę Ci, że możesz to wszystko powiedzieć. Ja bardzo bym chciała mieć przy sobie mamę, która w tych ciężkich chwilach też by mnie wspierała- dziewczyna szybko otarła łzę i wyłączyła dyktafon.
- Wiem, wiem...- odruchowo przytuliłem ją do swojego ramienia.- Wszystko będzie dobrze.- te słowa wydawały mi się teraz idiotyczne, ale co miałem powiedzieć?
- Jeśli pozwolisz wywiad dokończymy kiedy indziej.
- Jasne, że tak. Choć odprowadzę Cię do hotelu.
Powoli wstaliśmy i ruszyliśmy do hotelu. Nie wiedziałem ile czasu jeszcze z nią spędzę, więc chciałem dowiedzieć się jeszcze czegoś.
- Wiem, że może nie powinienem pytać, ale masz kogoś?
Majka spojrzała na mnie uważnie jakby podejrzewała, że pod tym pytaniem kryje się coś jeszcze, ale po chwili milczenia w końcu się odezwała.
- Nie, ostatni związek mocno dał mi w kość, więc nie chce się teraz na razie wiązać.
Ałć. Nie do końca o to mi chodziło, ale czego mogłem się spodziewać. Dobrze wiedziałem, co też miała na myśli mówiąc, że ostatni związek dał jej w kość. Jednak miałem nadzieję, że miałbym u niej jakieś szanse, ale nie miałem zamiaru na nią naciskać.
- Rozumiem...- tylko na tyle było mnie stać.